Talibowie zabili negocjatora
Główny negocjator rozmów z talibami ze strony afgańskiego rządu
Arsala Rahmani został zastrzelony. Rahmani, który był także członkiem Wysokiej
Rady Pokoju w Afganistanie i doradcą prezydenta Hamida Karzaja, był jedną z
najważniejszych postaci w rozmowach pokojowych z terrorystami.
Nie był to pierwszy zamach na życie przedstawiciela Wysokiej Rady Pokoju. W
zeszłym roku w samobójczym zamachu zginął jej przewodniczący Burhannudin Rabbani.
Obserwatorzy sytuacji w Afganistanie są zgodni w swojej ocenie, iż śmierć
Rahmaniego będzie dużym ciosem dla strony rządowej oraz dla postępów w rozmowach
z talibami. To właśnie on był osobą, która powiadamiała opinię publiczną, iż
wypracowanie porozumienia z dowództwem bojowników jest już bliskie. Zdaniem
policji, został zastrzelony wczorajszego ranka przez niezidentyfikowanego dotąd
sprawcę, kiedy był w drodze do swojego biura w zachodniej części Kabulu.
Zamach dobrze przygotowany
Według funkcjonariuszy, zastrzelenie ministra było "starannie przygotowane".
Napastnik poruszający się najprawdopodobniej białą toyotą corollą wystrzelił w
stronę ministra zaledwie jeden pocisk, z broni wyposażonej w tłumik. – Pan
Rahmani został postrzelony w serce i zmarł natychmiast. Jego bratanek, który był
jego kierowcą, nawet nie zdawał sobie sprawy, że padły strzały – wyjaśnił szef
stołecznej policji generał Ajub Salangi. Władze talibów jednoznacznie
zaprzeczyły, jakoby stały za śmiercią ministra.
Kto zastąpi Rahmaniego
Arsala Rahmani był wyjątkową postacią, bo jako jedna z pierwszych osób po
stronie talibów zaczął działać na rzecz pokojowego porozumienia. Jego pozycja
była na tyle silna, że większość dowódców zaakceptowała podejmowane przez niego
działania. Był on również szeroko akceptowany przez stronę rządową. Jak
podkreślają komentatorzy, bliskie kontakty Rahmaniego z prezydentem Karzajem
pozwalały głowie państwa na lepsze zrozumienie działań drugiej strony i
przeprowadzanie skuteczniejszych operacji przeciw talibom. Zdaniem władz,
pozyskanie obecnie do współpracy osoby podobnego kalibru, z takim doświadczeniem
i kontaktami będzie praktycznie niemożliwe. Władze w Kabulu bardzo często
podawały Rahmaniego jako przykład dla innych terrorystycznych liderów możliwej
pokojowej koegzystencji obu stron. W związku z tym bardzo często pojawiały się
pogróżki pod jego adresem, mimo to Rahmani poruszał się bez uzbrojonych
ochroniarzy.
Szacunek dla pracy ministra wielokrotnie wyrażali także przedstawiciele
Międzynarodowego Kontyngentu Wojskowego ISAF. "Jego decyzja, by pomagać tworzyć
jaśniejszą przyszłość dla Afgańczyków, będzie dla nas wszystkich inspiracją, a
jego ogromnego wkładu z całą pewnością będzie brakować" – napisało dowództwo
ISAF w oficjalnym oświadczeniu. Jego pracę na rzecz porozumienia pokojowego
doceniły także inne organizacje międzynarodowe. Między innymi ONZ skreśliła w
2010 roku jego nazwisko z czarnej listy osób, które należy objąć sankcjami, w
związku z ich współpracą z Talibanem. W ostatnim czasie zajmował się głównie
losem więźniów przetrzymywanych w bazie wojskowej w Bagram.
Łukasz Sianożęcki
