Głosują, jak partia każe
Z Piotrem Dudą, przewodniczącym Komisji Krajowej NSZZ "Solidarność",
rozmawia Mariusz Kamieniecki.
Premier odrzucił postulat "Solidarności" o wycofaniu z parlamentu
rządowego projektu ustawy emerytalnej, ale nie składają Państwo broni.
– Absolutnie nie rezygnujemy. Jesteśmy związkiem zawodowym i do końca będziemy
działali w tym kierunku. Zdajemy sobie sprawę, że polityczna zależność posłów i
arytmetyka sejmowa są nieubłagane i rząd przepchnie tę ustawę, ale wcale nas to
nie przekonuje, a tym bardziej nie zniechęca. Równie dobrze – mając większość w
parlamencie – koalicja PO – PSL mogłaby przegłosować, że ziemia jest płaska, że
mamy gotowe autostrady na Euro, a wszyscy Polacy i tak wiedzą, jaka jest
rzeczywistość. Ten rząd może zrobić wszystko, nawet na szkodę społeczeństwa. Nic
jednak nie trwa wiecznie i prędzej czy później ta zła społecznie ustawa
emerytalna znajdzie się w koszu. Jeżeli jako związek myślelibyśmy inaczej, to
nie podejmowalibyśmy decyzji o zbieraniu podpisów o referendum przeciwko
rządowym planom wydłużenia wieku emerytalnego. Zapewniam, że zrobimy wszystko i
będziemy uparcie dążyć do tego, żeby złe prawo trwało jak najkrócej.
Sądzi Pan, że miasteczko emerytalne przed Sejmem może przekonać premiera
i posłów do zmiany zdania?
– Zdajemy sobie sprawę, że nie przekonamy posłów, których obowiązuje dyscyplina
partyjna. Chcemy im jednak uświadomić, że jeśli kandydują i otrzymują mandat
posła czy senatora, mają – zgodnie z Konstytucją RP – reprezentować interesy
swoich wyborców, a nie interesy partii politycznej i głosować według klucza
partyjnego. Niestety, parlamentarzyści często o tym zapominają. Natomiast jako
NSZZ "S" będziemy im o tym na każdym kroku przypominać. Mało tego – będziemy
niejako piętnować tych posłów, którzy głosowali przeciwko referendum, i tych,
którzy podniosą rękę za tą złą i szkodliwą dla wszystkich Polaków ustawą
emerytalną. Temu służą m.in. plakaty, nasze, jak to często się określa, listy
gończe, które będą rozlepiane w całej Polsce. Temu służy także strona
internetowa www.stop67.pl, na której można sprawdzić, jak dany poseł głosował w
sprawach społecznych. Chodzi o to, żeby Polacy nie stracili z oczu tych ludzi,
którzy szkodzą Polsce.
Jak długo potrwa protest przed Sejmem?
– Będziemy tam przynajmniej do piątku. Dzisiaj po raz pierwszy w historii
dialogu społecznego przed Sejmem odbędzie się nadzwyczajne posiedzenie Komisji
Krajowej NSZZ "Solidarność". To historyczny moment, gdzie w Sejmie będą
obradowali politycy, a przed gmachem odbędzie się publiczna debata na temat
rządowych planów emerytalnych. Przypomnę, że na specjalnej komisji sejmowej
odrzucono wniosek PiS i SLD dotyczący wysłuchania publicznego w sprawie
wydłużenia wieku emerytalnego do 67 lat, dlatego postanowiliśmy taką publiczną
debatę zorganizować przed Sejmem. Chcemy pokazać, że jest alternatywa dla
propozycji rządowej. O godz. 15.00 odbędzie się dyskusja panelowa, w której
udział zapowiedzieli wybitni specjaliści, m.in. prof. Grażyna Ancyparowicz,
prof. Ryszard Bugaj, prof. Józefina Hrynkiewicz, prof. Mieczysław Kabaj, prof.
Wiesława Kozek, prof. Włodzimierz Pańków. Na tę debatę zapraszamy wszystkich,
których interesują sprawy Polski, Polaków, kwestie dotyczące przyszłości każdego
z nas.
Do kiedy będą Państwo koczować na Wiejskiej?
– Przynajmniej do piątku, później zobaczymy. Jest jeszcze Senat, podpis
prezydenta, oczywiście o ile ta rządowa ustawa zostanie przegłosowana. Przed
nami daleka droga, ale nie składamy broni. Niezależnie od tego przed nami walka
z umowami śmieciowymi czy chociażby kwestie dotyczące płacy minimalnej. Jesteśmy
zdeterminowani i podporządkujemy nasze działania temu, żeby sprawy ważne dla
Polaków weszły w życie. Jesteśmy przekonani, że każdy następny rząd wyrzuci tę
ustawę do kosza, a zacznie obowiązywać prawo, które uporządkuje kwestie
dotyczące Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, co będzie z korzyścią dla wszystkich
ubezpieczonych, a zwłaszcza dla ludzi młodych, którzy mają problemy z pracą i de
facto z okresem składkowym. Wciąż bowiem przybywa ludzi w wieku dwudziestu kliku
lat, którzy nie mają ani dnia składkowego. To jest przerażające i to należy
szybko zmienić.
Premierowi zależy na tym, żeby ustawa emerytalna została przyjęta przed
Euro, później wszyscy zapomną?
– Czasem mam nawet wrażenie, jakby pan premier chciał działać nie przy pomocy
ustawy, ale dekretu. Dlatego spieszę przypomnieć, że to nie stan wojenny, żeby
organizować nadzwyczajne posiedzenia rządu, specjalne komisje itp. Rząd robi
wszystko, żeby za wszelką cenę przepchnąć tę ustawę jeszcze przed Euro 2012.
Jestem pewien, że wielu posłów nie orientuje się w tym temacie i nawet nie wie,
o co w tym wszystkim chodzi, a głosują tak, jak partia każe.
Prezydent Komorowski zaapelował, żeby zrezygnowali Państwo z protestów
przed mistrzostwami. Posłuchają Państwo?
– Pan prezydent, owszem, może apelować. Ja też apelowałem do premiera Tuska,
żeby rząd wstrzymał prace nad ustawą, a my wstrzymujemy protesty. Na jesieni
siadamy do stołu, rozmawiamy i przyjmujemy dobry projekt ustawy przy konsensusie
politycznym i społecznym. Jednak nie spotkało się to z aprobatą Donalda Tuska.
Gdy zaś chodzi o Bronisława Komorowskiego, to jeżeli chce się mienić prezydentem
wszystkich Polaków, to jego apel powinien być skierowany do obu stron, a nie
tylko do nas. Rząd w ekspresowym tempie chce na siłę wprowadzić złą ustawę
emerytalną, a my, zdaniem prezydenta, mamy siedzieć cicho? Na wojnie jest tak,
że rozejm dotyczy obu stron, tak powinno być też w tym przypadku.
To znaczy, że najsilniejsza fala protestów dopiero przed nami?
– Jestem zwolennikiem negocjacji i rozwiązywania problemów przy stole. Jednak
sytuacja, z jaką mamy obecnie do czynienia, zmierza w złym kierunku. Zatem może
się okazać, że przed nami duże protesty. Rządzący liczą na zmęczenie i apatię
społeczeństwa, ale mogą się przeliczyć. Polacy mają już dość i prędzej czy
później mogą wyjść na ulice.
We wtorek spotkał się Pan z Donaldem Tuskiem i przekazał mu dwa projekty
ustaw dotyczące oskładkowania umów śmieciowych i pracy tymczasowej. To odpowiedź
na wezwanie z mównicy, że powinni się Państwo zajmować czymś poważniejszym, a
nie tylko zbieraniem podpisów?
– Tak. W odpowiedzi na to wezwanie pokazujemy premierowi, ale także Polakom, że
nasz związek potrafi nie tylko protestować na ulicach, ale ma także ekspertów,
fachowców i za własne składki związkowe potrafi przygotować dwa bardzo dobre
projekty o pracy tymczasowej i Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, a także trzeci
dotyczący podwyższenia płacy minimalnej do 50 proc. przeciętnego wynagrodzenia,
pod którym zebraliśmy 350 tys. podpisów, a który znajduje się w Komisji Polityki
Społecznej i Rodziny. Na spotkaniu z premierem, w którym uczestniczył m.in.
minister Kosiniak-Kamysz, przekazałem wspomniane projekty ustaw przygotowane
przez naszych ekspertów dotyczące zmiany ustawy o systemie ubezpieczeń
społecznych i zmiany ustawy o zatrudnianiu pracowników tymczasowych. Chodzi o
to, żeby pracodawcy nie nadużywali prawa. Często pracownik jest zatrudniony
przez kilkanaście lat w charakterze tymczasowym, np. na umowę o dzieło, a de
facto wykonuje na co dzień stałą pracę, która nie jest oskładkowana. To
patologia, którą jak najprędzej trzeba zmienić. Zaproponowaliśmy także, żeby
budżet państwa odprowadzał składki za osoby, które są na świadczeniach
przedemerytalnych i zasiłkach. To dla tych osób jest bardzo istotne, bo ostatnie
pięć lat przed emeryturą będzie dla nich nieskładkowe, podczas gdy bezrobotni
mają oskładkowane. Jeżeli premierowi rzeczywiście zależy na właściwym
potraktowaniu i upodmiotowieniu pracownika, to powinien do naszych rzeczowych
propozycji podejść w sposób pozytywny. Natomiast jeżeli wyrzuci nasze projekty
do kosza, to tylko udowodni, że nie interesują go nawet najlepsze rozwiązania,
które proponuje strona społeczna, aby prawo pracy czy pewne aspekty dotyczące
Funduszu Ubezpieczeń Społecznych wyglądały w miarę przyzwoicie, natomiast ma na
uwadze jedynie partykularne, partyjne interesy wąskiej grupy ludzi, których
działanie nie ma nic wspólnego z pracą dla Polski i dla dobra Polaków. Jako
związek zawodowy robimy swoje i społeczeństwo to ocenia. Tak samo jak ocenia
Platformę Obywatelską, Polskie Stronnictwo Ludowe, Sojusz Lewicy Demokratycznej
czy Ruch Palikota. Mam nadzieję, że prędzej niż później oceni też obecny rząd,
podobnie jak w niedzielę zrobili to Francuzi, występując przeciwko bucie i
arogancji poprzedniego prezydenta, który nie liczył się ze społeczeństwem.
Powtarzam: "Solidarność" robi swoje w sposób merytoryczny, pokazując także za
pomocą mediów, gdzie leży prawda.
Dlatego spoty reklamowe?
– Od poniedziałku nasz spot jest emitowany przez stacje regionalne, natomiast od
dziś będzie pokazywany w mediach ogólnopolskich TVP Info, w Telewizji Trwam do
17 maja. Jest to spot merytoryczny, a przy tym pokazuje prawdziwą sytuację
polskich rodzin. Wskazujemy, że podniesienie wieku emerytalnego do 67. roku
życia jak na polskie warunki jest nienormalne. Naszym zdaniem, trzeba się skupić
na tym, aby młody Polak przyszłość wiązał ze swoją Ojczyzną, a nie wyjeżdżał w
poszukiwaniu pracy np. do Wielkiej Brytanii. Chodzi też o to, żeby robotnik,
który ciężko pracuje, wiedział, co będzie robił jutro i że zarobi na utrzymanie
swojej rodziny. Z tym spotem utożsamiają się miliony Polaków, bo pokazujemy ich
prawdziwe bolączki i problemy. To przeciwieństwo spotów przygotowanych przez
rząd, gdzie rodzina przedstawiana jest w sposób sielankowy jako szczęśliwa, bez
problemów, a więc kompletnie oderwana od rzeczywistości. Co istotne, w naszym
spocie występują ludzie, którzy każdego dnia stykają się z tymi problemami. To
nie są aktorzy, którzy za występ biorą po kilka czy kilkanaście tysięcy złotych.
Dziękuję za rozmowę.
