Dokąd dryfuje Europa
Ostatnie wydarzenia polityczne w różnych krajach europejskich poruszyły
opinię publiczną Starego Kontynentu. Ze szczególną uwagą przyglądano się wyborom
nowego prezydenta we Francji. Elekcja François Hollande´a zaniepokoiła
szczególnie środowiska niemieckie, stojące na straży znajdującej się w kryzysie
strefy euro. Hollande reprezentuje inne stanowisko wobec paktu fiskalnego niż
Nicolas Sarkozy. Zapowiedział w czasie kampanii wyborczej przynajmniej częściową
rewizję paktu. Niemcy bez pomocy politycznej Francji nie będą zaś w stanie
konsekwentnie przeprowadzić postanowień paktu, szczególnie w sytuacji, gdy jego
ustalenia zbojkotowała potężna Wielka Brytania. Pamiętajmy, że ani Paryż, ani
Berlin, ani Bruksela nie mają alternatywnych pomysłów, jak ratować strefę euro.
Wszystko to brzmi jeszcze bardziej krytycznie po wyborach parlamentarnych w
Grecji, gdzie dotychczas dominujące ugrupowania poniosły porażkę. Dodajmy – są
to partie, które zgodziły się na restrykcyjne żądania Brukseli i Berlina
dotyczące cięć oszczędnościowych. Brak takich cięć musi spowodować zablokowanie
kolejnej transzy pomocy finansowej dla Grecji, a w przyszłości być może wyjście
tego kraju ze strefy euro. Z kolei taka operacja, do tej pory bez precedensu w
najnowszej historii, musi zachwiać wiarygodnością waluty euro na rynkach
światowych. Owe wstrząsy zaś w dłuższej perspektywie mogą doprowadzić w ogóle do
likwidacji wspólnej waluty. Widzimy zatem, że wieloletnie, strategiczne plany
Berlina co do budowy superpaństwa europejskiego w oparciu o Brukselę mogą się
nie ziścić.
Chaos finansowy i polityczny w Unii Europejskiej jest w jakimś stopniu na
rękę krajom z azjatyckiego kręgu kulturowego. Widać wyraźnie, z jaką atencją
przyjmowani są w Europie zasobni w gotówkę chińscy przywódcy. Wiele krajów ma
nadzieję, że to Państwo Środka zechce uratować bankrutującą Unię. Co ciekawe, na
bok tutaj są odsuwane kwestie obrony praw obywatelskich. Do kabaretowych
zachowań można zaliczyć protesty Niemiec wobec łamania praw człowieka na
Ukrainie (państwa na marginesie głównych procesów geopolitycznych w Europie),
gdy w ogóle nie ma reakcji na brutalne traktowanie własnych obywateli przez
władze Rosji czy Chin. Równie stabilnie od strony politycznej, przynajmniej na
dziś, prezentuje się Rosja. Prezydent Putin jest uznawany za strategicznego
sojusznika Niemiec, zresztą nieprzypadkowo na uroczystościach na Kremlu gościł
były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder. Niemcy z niepokojem patrzący na
"niestabilność" Francji z pewnością mogą takiej "stabilności" się spodziewać po
Rosji. Zatem budowa "nowej Europy" może się odbywać na sposób alternatywny –
albo poprzez UE (w koalicji z Francją), albo w sojuszu z Moskwą.
Widzimy zatem, że Europa przeżywa dziś poważne zmiany i trudno jest do końca
przewidzieć, w którym kierunku potoczą się wydarzenia. Można się spodziewać
upadku strefy euro lub jej "uratowania", ale przy pomocy Azji (Rosji lub Chin).
Tak czy inaczej wszystko to zwiastuje pojawienie się zupełnie nowych
konfiguracji geopolitycznych. Aż dziw bierze, że nie chcą widzieć tego polskie
władze, twardo wiążące polską przyszłość z przetrwaniem strefy euro, dodajmy –
strefy, której za kilka lat w obecnym kształcie może po prostu nie być. Ścisłe
wiązanie naszej polityki zagranicznej z polityką Berlina i kurczowe trzymanie
się dawno nieaktualnych, przebrzmiałych treści ideologicznych również wydaje się
karkołomne, zważywszy na zacieśnianie współpracy niemiecko-rosyjskiej. W
wielkiej grze mocarstw, jaka się toczy na Starym Kontynencie, nie możemy być
bierni, musimy umieć przynajmniej nakreślić swoje cele i zdefiniować własne
interesy. Tylko w ten sposób będziemy mogli poszukiwać sojuszników, z którymi
jest nam po drodze. Uporczywe wiązanie naszej przyszłości ze strefą euro i z
niemiecką Unią Europejską może nas zaś sprowadzić na kompletne manowce
geopolityczne.
Prof. Mieczysław Ryba
kierownik Katedry Historii Systemów Politycznych XIX i
XX wieku KUL, wykładowca w WSKSiM w Toruniu
