Prewencyjne uderzenie w tarczę
Działania Rosji w reakcji na rozmieszczenie elementów tarczy
antyrakietowej USA w Europie stworzą realne zagrożenie dla krajów, na których
terytorium zostaną one zainstalowane – ostrzegł szef Sztabu Generalnego Sił
Zbrojnych Federacji Rosyjskiej gen. Nikołaj Makarow.
Podczas zorganizowanej w Moskwie przez rosyjskie ministerstwo obrony konferencji
na temat systemów obrony przeciwrakietowej Makarow nie wykluczył również
prewencyjnego uderzenia w obiekty amerykańskiej tarczy w Europie, zastrzegając
jednak, że decyzja taka może zostać podjęta "w okresie zaostrzenia sytuacji".
Słowom najwyższego rangą rosyjskiego żołnierza przysłuchiwało się około 200
polityków, dyplomatów, wojskowych i niezależnych ekspertów z ponad 50 krajów, w
tym członków NATO. Polskę reprezentował dyrektor Biura Obrony Przeciwrakietowej
MON Piotr Pacholski.
– Ulokowanie nowych broni ofensywnych na południu i północnym zachodzie Rosji w
celu rażenia elementów systemu obrony przeciwrakietowej USA, w tym
rozmieszczenie rakiet Iskander w obwodzie kaliningradzkim, jest jednym z
możliwych wariantów zniszczenia infrastruktury amerykańskiej tarczy
antyrakietowej w Europie. Uwzględniając destabilizujący charakter tarczy
antyrakietowej, decyzje o prewencyjnym użyciu naszych środków rażenia będą
podejmowane w okresie zaostrzenia sytuacji. Uważamy, że nasi europejscy
partnerzy powinni zdecydować, czy forsowanie budowy własnego systemu obrony
przeciwrakietowej NATO pod hasłem obrony przed nieistniejącym zagrożeniem
rakietowym ze strony nieprzewidywalnych reżimów warte jest tego, by zmuszać
Rosję do niwelowania jego antyrosyjskiego potencjału przy użyciu środków
wojskowo-technicznych stwarzających realne zagrożenie dla krajów, na których
terytorium zostaną zainstalowane [amerykańskie] środki antyrakietowe – oznajmił
gen. Makarow.
Generał Siergun na wizji
Argumentację o braku zagrożenia rakietowego dla europejskich członków NATO
rozwinął szef Zarządu Wywiadu Wojskowego (czyli sławnego GRU) gen. Igor Siergun.
Wskazywał, że państwa, które NATO uważa za potencjalne zagrożenie w oficjalnych
stanowiskach, takie jak Iran czy Korea Północna, nie posiadają rakiet
balistycznych dalekiego zasięgu. – Międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi
o promieniu rażenia ponad 5,5 tys. km lub technologiami ich budowy dysponują
jedynie oficjalne mocarstwa atomowe. Także rakiety średniego zasięgu posiada
ograniczona liczba państw. To Izrael, Indie, Iran, Korea Północna i Pakistan.
Mają one rozwinięte programy rakietowe i pretendują do roli regionalnych
liderów, ale nie są mocarstwami jądrowymi – oświadczył. Według analiz
rosyjskiego wywiadu wielkość arsenałów rakietowych w ostatnim ćwierćwieczu
raczej się obniża. Wystąpienie generała Sierguna jest ewenementem, gdyż
praktycznie nie pojawia się on publicznie. Media posiadają zaledwie kilka jego
zdjęć.
Zimnowojenny szantaż
Obecny na konferencji pierwszy zastępca sekretarza generalnego NATO i były
ambasador USA w Rosji Alexander Vershbow oświadczył, że argumenty strony
rosyjskiej nie przekonały go. Jak zauważa "Kommiersant", wystąpienie Makarowa
wywołało szok przedstawicieli państw Sojuszu Północnoatlantyckiego. "O
możliwości ataku na kraje, na których terytorium rozmieszczone będą elementy
systemu obrony przeciwrakietowej NATO, mówił on z taką swobodą, jakbyśmy wciąż
byli w stanie zimnej wojny. Przypomina to raczej szantaż, a nie dążenie do
współpracy" – cytuje gazeta anonimowego wysokiego rangą reprezentanta Sojuszu.
W czwartek gospodarze zaprezentowali uczestnikom konferencji symulację
komputerową demonstrującą reakcję systemu obrony przeciwrakietowej USA na atak
rosyjskich międzykontynentalnych rakiet balistycznych na cele w Stanach
Zjednoczonych z uwzględnieniem możliwości stacji radiolokacyjnych na terytorium
USA (na Alasce), Wielkiej Brytanii, Norwegii i Danii (na Grenlandii),
projektowanych radarów oraz baz rakietowych w Rumunii i Polsce, jak również baz
antyrakiet na Alasce i w Kalifornii oraz amerykańskich okrętów wojennych z
systemem Aegis. Wizualizacja pokazała, że amerykańskie radary w Europie i na
okrętach wojennych są w stanie wykryć oraz zniszczyć przy użyciu rakiet
przechwytujących wystrzeliwanych z Alaski i Kalifornii rosyjskie
międzykontynentalne rakiety balistyczne, startujące w kierunku USA z centrum i
zachodu Rosji, a także z akwenu dalekowschodniego. Według prowadzącego
prezentację zastępcy szefa rosyjskiego sztabu generalnego gen. Walerija
Gierasimowa, rakiety przechwytujące, które planuje się rozmieścić w Polsce i
Rumunii w trzeciej i czwartej fazie budowy europejskiego systemu obrony
przeciwrakietowej, zagrożą potencjałowi strategicznych sił jądrowych Rosji, nie
zapewniając Europie pełnej obrony przed hipotetycznym atakiem rakietowym z
południa. Według "Kommiersanta", po obejrzeniu prezentacji "wielu uczestników
konferencji było zdumionych: jak Moskwa może mówić o zamiarze współpracy z NATO
i jednocześnie żądać gwarancji, że w razie potrzeby będzie mogła unicestwić
USA".
Retoryka zaufania
Minister obrony Rosji Anatolij Serdiukow oznajmił, że Rosji wciąż nie udaje
się dojść do porozumienia z USA i NATO w sprawie tarczy. Sytuacja jest według
niego bliska impasu. Zdaniem sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej
Nikołaja Patruszewa, tarcza antyrakietowa będzie w stanie przechwytywać
rosyjskie rakiety strategiczne już w 2018, a najpóźniej w 2020 roku. Jednym z
państw, które przyjmą na swoje terytorium elementy tarczy antyrakietowej USA,
jest Polska. Instalacje te około 2018 roku mają być ulokowane w bazie w
Redzikowie koło Słupska. W Polsce ma też zostać rozmieszczony radar
naprowadzający rakiety przechwytujące.
Vershbow zapewniał, że obiekty tarczy w Polsce i Rumunii nie są przeznaczone do
obrony przed rosyjskimi międzykontynentalnymi rakietami balistycznymi. – Nasz
system nie będzie mieć potencjału do neutralizowania rosyjskich sił
odstraszania. Nie będzie on skierowany przeciwko Rosji. W żadnej mierze nie
zależy nam na naruszeniu stabilności strategicznej – podkreślił. Według niego,
brak współpracy Rosji z NATO w sferze obrony przeciwrakietowej będzie błędem. –
Chciałbym, aby Rosja i NATO stały się pełnowartościowymi partnerami w dziedzinie
obrony przeciwrakietowej. Współdziałanie między naszymi systemami obrony
przeciwrakietowej utrwali stabilność strategiczną i zwiększy zaufanie na drodze
do wspólnych celów – powiedział. Przypomniał też, że jedna z propozycji Sojuszu
Północnoatlantyckiego przewiduje utworzenie dwóch centrów obrony
przeciwrakietowej, w których oficerowie z Rosji i NATO pracowaliby razem.
Prężenie muskułów
Wczoraj – na zakończenie forum – jego uczestnicy zostali zaproszeni do bazy
Wojsk Obrony Powietrzno-Kosmicznej w miejscowości Sofrino koło Moskwy, gdzie
pokazano im możliwości stacji radiolokacyjnej Don-2N. Jednostka ta jest jednym z
głównych ogniw obrony przeciwrakietowej stolicy Rosji.
Do tajnego i niedostępnego zazwyczaj ośrodka tym razem wpuszczono wszystkich
zagranicznych gości, pokazano im salę operacyjną, a na pytania odpowiadali
zastępca dowódcy wojsk obrony powietrzno-kosmicznej gen. Siergiej Łobow i
komendant bazy gen. Władimir Laporow.
Stacja radiolokacyjna to gigantyczny radar obserwujący wszystko w promieniu
40 tys. km w każdym kierunku. Obejmuje więc swym zasięgiem sporą część
przestrzeni kosmicznej, w tym wszystkie możliwe tory lotu rakiet balistycznych
dalekiego i średniego zasięgu, a także statki kosmiczne, satelity i stacje
orbitalne. Ośrodek łączy funkcje typowo obronne (związane z wczesnym wykryciem
ataku rakietowego) oraz dostarcza dane dla centrów kierowania rosyjskimi
programami kosmicznymi. Na co dzień z Sofrina obserwuje się loty rakiet
kosmicznych startujących z kosmodromów Bajkonur i Plesieck, a także pocisków
balistycznych odpalanych próbnie z rosyjskich okrętów podwodnych. Nieustannie w
ośrodku dyżuruje przynajmniej 200 żołnierzy.
Jako przykład możliwości stacji Don-2N podawany jest wynik eksperymentu z
1994 roku, mającego na celu ocenę możliwości wykrywania małych obiektów
kosmicznych w związku z narastającym problemem "zaśmiecenia" kosmosu. Z
amerykańskiego promu Discovery wyrzucono metalowe kulki o średnicach 5, 10 i 15
centymetrów. Około 20 stacji radiolokacyjnych z różnych państw miało je
obserwować. W tym "konkursie" Sofrino wygrało. Jako jedyne podało prawidłową
trajektorię najmniejszych kulek. Średnie wykryły także radary amerykańskie, a
dopiero największe udało się śledzić obronie powietrznej wszystkich uczestników
programu.
Piotr Falkowski
