[NASZ WYWIAD] M. Orzechowski: Szkoła została wprowadzona w system biurokratyczny, w system; który tak naprawdę odciąga uwagę nauczycieli od wychowania dzieci

Szkoła (…) wprowadzona w system biurokratyczny, w taki, w którym tak naprawdę nauczyciele chodzą wokół swoich spraw. (…) Szkoła została uwikłana w system, który tak naprawdę odciąga uwagę nauczycieli od wychowania dzieci, od poświęcania się im, od pokazywania, że nauczyciel jest mistrzem, przewodnikiem, przykładem dla tego dziecka na rzecz jego uwikłania w sprawozdawczość, w rozmaite powinności administracyjne – powiedział w rozmowie z Łukaszem Brzezińskim z portalu Radia Maryja były wiceminister edukacji Mirosław Orzechowski.

***

Łukasz Brzeziński: Poszczególne ministerstwa dokonały podsumowania swoich trzech lat pracy – wśród nich również Ministerstwo Edukacji Narodowej. Jako sztandarową reformę MEN w tym czasie można uznać reformę polegającą na wygaszeniu gimnazjów i wprowadzeniu ośmioletniej szkoły podstawowej oraz czteroletniego liceum. Czy można już zauważyć efekty tej reformy? Jak wpłynęła ona na poziom nauczania?

Mirosław Orzechowski: Od początku było wiadomo, że nie układ organizacyjny szkoły decyduje o jakości szkoły, tylko to, co się w ramach tego jakiegokolwiek porządku administracyjnego dokonuje, czego się uczy, jak się wychowuje dzieci itd. Powiem szczerze, że to się potwierdza także i teraz. Ten system był oczekiwany, to odwrócenie reformy pana Handkego. Prawo i Sprawiedliwość wygrało wybory –  i też powtarzam to, co mówiłem wcześniej – miało i ma prawo dokonywać takiego porządku, jakie w rozumieniu autorów przyniesie pożytek dla dzieci, dla szkoły, dla rodziców, dla państwa polskiego.

Żadna rewolucja się nie dokonała. Oczywiście dokonała się gruntowna zmiana organizacji, natomiast ta reforma spotkała się teraz z nowymi zjawiskami, jakie zaistniały, jakie się ujawniły. One były też procesem, który istniał wcześniej w świadomości Polaków, w rozumieniu rzeczywistości, a także i w ramach procesów, które się dzieją w Europie i na świecie. Istotą każdej zmiany musi być najpierw to, co skutkuje profilem osobowym dziecka kończącego szkołę, niż to, w jakim to się porządku dokonywało.

Reforma administracyjna dokonała się na szczęście bez żadnych głębszych zaburzeń – to właściwie dobrze. Teraz jest tylko inne pytanie: czy polska szkoła sprosta temu trwającemu zalewowi duchowemu – a jest to niestety duch dosyć nieszczęsny, który zalewa Polskę, Europę i można powiedzieć, że nawet świat – i czy polska szkoła będzie gotowa na przyjęcie tego powiewu. Niedawno byliśmy przecież świadkami próby organizowania tęczowych piątków. To na szczęście się nie udało w szerszym wydaniu, ale to znaczy, że licho nie śpi, nie tylko dlatego, że jest bezsenne, tylko nawet jeśli u nas w Polsce następują zmiany polityczne, jeżeli ci ludzie, którzy projektują takie destrukcyjne pomysły, wiedzą, że one się spotkają wręcz z – zaryzykuję i powiem – niechęcią w szkołach, to jednak to robią. I można by dojść do puenty w tej pierwszej sprawie, że o ile szkoła jako zjawisko administracyjno-konstytucyjne – bo przypomnę, że kształcenie dzieci i młodzieży jest konstytucyjnym obowiązkiem państwa wykonywanym przez samorządy różnych szczebli – to często rodziny nie wytrzymują tego naporu, który się po prostu dzieje, tego – można powiedzieć – nowego porządku będącego tak naprawdę nieporządkiem, który się, niestety także w Polsce, rozwija, daje się go poznać na rozmaitych przestrzeniach. Tutaj szkoła ma teraz pilną, gwałtowną potrzebę zdefiniowania na nowo kryteriów wychowawczych, przygotowujących dzieci do tego zderzenia, które jest nieuchronne, które już się właściwie dokonuje, a można powiedzieć, że Polska jest i tak jeszcze gdzieś tam w tyle, na szczęście, za procesami, które są tak głęboko obecne w państwach Europy Zachodniej.

Reforma w edukacji się nie kończy. Jest tylko pytanie, czy dopowiada na kolejne fakty, z którymi się spotyka proces edukacyjny.

Czyli należałoby zmodyfikować podstawę programową dla szkół?

Ona musi być sprecyzowana. System edukacyjny to jest bardzo prosty porządek. On jest oparty na konfrontacji dobra ze złem, na nauczeniu dzieci co jest poprawne, a co nie, na przyzwyczajeniu dzieci do dyscypliny, tej najlepiej rozumianej, tej ojcowskiej dyscypliny, która prowadzi dziecko do lepszego wychowania, do zrozumienia, co to znaczy wyrzeczenie, poświęcenie, akceptacja, solidarność wobec kolegi, osoby, rodziny itd.

Szkoła musi przywrócić – i to gwałtownie, właśnie teraz – ten porządek, który dawno, dawno zawsze był obecny w polskiej szkole: karność, porządek, dyscyplina i konieczność zgłębiania wiedzy, bo niestety wiedza weryfikowana w dziesiątkach, żeby nie powiedzieć w setkach rozmaitych sprawdzianów, egzaminów na różnych szczeblach, odkrywa tylko to, że wiedza jest coraz bardziej płytka w naszych dzieciach. Co jest następstwem tego poznania? Obniżane są poziomy weryfikacji, a nie podwyższane, co właśnie powinno mieć miejsce. Ale oczywiście to jest tylko jeden z przykładów.

Chciałbym teraz zapytać o kwestię nauczycieli. Czy w Pana opinii nie dzieje się tak, że nauczyciele są nadmiernie obciążeni pracą biurokratyczną, księgową?

Szkoła w ogóle – również tu musimy przywołać czasy jeszcze pana Handkego, czyli tej pierwszej reformy – została wprowadzona w system biurokratyczny, w taki, w którym tak naprawdę nauczyciele chodzą wokół swoich spraw, po awans zawodowy – oczywiście konieczny, ale on jest bardzo zbiurokratyzowany, wokół sprawozdawczości, później weryfikacji tego itd. Szkoła została uwikłana w system, który tak naprawdę odciąga uwagę nauczycieli od wychowania dzieci, od poświęcania się im, od pokazywania, że nauczyciel jest mistrzem, przewodnikiem, przykładem dla tego dziecka na rzecz jego uwikłania w sprawozdawczość, w rozmaite powinności administracyjne.

Druga sprawa, która jest oczywistością w Polsce, ale też i w innych krajach (ale zajmujemy się tylko naszą ojczyzną) to jest bardzo silny wpływ związków zawodowych, które są upolitycznione. Związek Nauczycielstwa Polskiego zawsze będzie porywał – bo robił to do tej pory, może poza latami rządów lewicy – nauczycieli do ciągłego buntu, a więc do porywania szkoły w szpony polityczne. To jest bardzo duża krzywda.

Wracając do pytania – nauczyciele starają się w tym wszystkim przeżyć. Wiadomo, że to jest rozumienie sprowadzone do przedziałów od podwyżki do następnych postulatów. Nauczyciel musi być – ponieważ jest służbą publiczną – odpowiednio i godnie wynagradzany. Państwo musi być przygotowane na to, żeby nauczyciel żył godnie, żeby nie musiał zabiegać o rozmaite dodatkowe sposoby dorabiania, ale jednocześnie dbać o to, żeby w szkole polskiej nie wybuchały strajki, bo w polskiej szkole nie ma miejsca na strajki. To jest również jeden z elementów wychowawczych. Służba publiczna musi być odcięta od takich zachowań jak strajk – czy to będzie policjant, czy to będzie nauczyciel, czy to będzie żołnierz, lekarz itd. To jest sytuacja chora. Ona bierze się z tego, że w świadomości tych, którzy przystępują do takich form protestu, jest tego podświadoma akceptacja, ponieważ nie zostali wychowani do niczego innego – żądanie, żądanie, żądanie, a jak nie, to bunt. To się nie może nigdy dziać na obszarze szkoły.

Trzeba połączyć to, co jest problemem, zmartwieniem rządu z jednej strony, który przekazuje pieniądze w formie subwencji do samorządów, oraz samorządów jako bezpośrednich administratorów prowadzących placówki oświatowe do tego, żeby dogadywać się z nauczycielami, żeby oni żyli godnie, ażeby się nie stało codziennością to, co niestety jest już bardzo szeroko rozpowszechnione, tzn. przenoszenie akcentów edukacyjnych ze szkoły do korepetycji. Pomijam fakt, jak one są zdefiniowane w sensie skarbowym – (to jest inna historia) ale to wszystko, czego nauczyciele uczą na korepetycjach, powinno być uczone w szkole z taką samą skutecznością. A prawdę mówiąc z większą, ponieważ uczniowie nie powinni wychodzić ze szkoły i biegać gdzieś na dokształcenia (najczęściej płatne) żeby wytrzymać nawet ten zaniżony rygor, który jest obecnie.

Na tych sferach – począwszy od uczniów, przez nauczycieli, do rodziców – panuje pewien rozchwiany obraz, bo mało kto jest już przygotowany do tego, żeby zaakceptować konieczność dyscypliny na wszystkich obszarach, o których mówiliśmy. Nauczyciel musi mieć dyscyplinę pilnowania i poświęcenia się dzieciom, dzieci muszą mieć dyscyplinę w zdobywaniu wiedzy i w podporządkowywaniu się nauczycielom, a rodzice muszą żyć w zgodzie – oby Pan Bóg dał, żeby to było możliwe – że są po tej samej stronie wychowawczej z nauczycielem, księdzem, katechetą, wobec dziecka. Z miłością, ale z ojcowską stanowczością. Ten system musi być porządkowany nieustannie.

Bardzo dziękuję za rozmowę.

Dziękuję bardzo.

RIRM

drukuj