Kibice przy bramkach lotnisk

Z posłem Januszem Piechocińskim (PSL), wiceprzewodniczącym sejmowej
Komisji Infrastruktury, rozmawia Marcin Austyn

Patrząc z perspektywy zbliżającego się turnieju Euro 2012, który
spośród dostępnych środków komunikacji będzie najlepiej przygotowany?

– Zdecydowanie transport lotniczy ma tu największe szanse nie tylko stanąć na
wysokości zadania, ale też wypełnić swoją rolę na poziomie zadowalającym z
punktu widzenia tych osób, które przylecą do Polski i będą uczestnikami ruchu
lotniczego. Lotniska tak rozbudowują swój potencjał, że mamy nawet pewne
wyprzedzenie, a plany inwestycyjne poszczególnych portów lotniczych do 2015 roku
pozwolą większości zarządzających na efektywną obsługę planowanego ruchu
lotniczego do 2020-2025 roku.

Tyle że lotniska nie przygotowywały się specjalnie na ten turniej…
– Rzeczywiście. Powiększanie i modernizacja infrastruktury dla obsługi ruchu
lotniczego nie są i nie były bezpośrednio związane z przyznaniem Polsce i
Ukrainie organizacji piłkarskich mistrzostw Europy 2012 roku. To ciąg
wieloletnich inwestycji, które były podyktowane wejściem Polski do Unii
Europejskiej i strategią rozwoju lotnictwa. Teraz nałożyło się to, że od
początku było tu osiem lotnisk, a nie tylko cztery w miastach gospodarzach Euro
2012. Oczywiście była pewna korekta w dół tego potencjału. Ona wzięła się z
kryzysu w roku 2009 i została dokonana na szczeblu władz spółek prawa
handlowego, bo większość lotnisk ma właśnie taki charakter. To oczywiste, że nie
tylko w lotnictwie utrzymanie niewykorzystanego nadmiernego potencjału kosztuje.
W związku z tym budowa kolejnych terminali, miejsc postojowych itd. musi być
realizowana wraz ze wzrostem ruchu lotniczego. W przeciwnym wypadku mamy
zamrożony kapitał, który nie pracuje, a dzisiaj pieniądz inwestycyjny jest
bardzo drogi.

Dlaczego w transporcie kolejowym i drogowym nie notujemy takiego
rozwoju?

– To przede wszystkim inna skala wyzwań. Inwestycje drogowe, kolejowe nie są
inwestycjami punktowymi. Trzeba też wiedzieć, że inwestycje lotnicze były
realizowane w wytyczonych i niebudzących sprzeciwów lokalizacjach, zwykle w
granicach obszarów już ograniczonego użytkowania wokół lotniska, i to w tej
strefie A, wokół pasa startowego. Nie było tu zatem większych ingerencji z
zewnątrz, a to wiązało się z mniejszą liczbą protestów. Przy tym była większa
determinacja i pewna odpowiedzialność instytucjonalna – plus racjonalnie
wykorzystane środki unijne. Niestety cieniem kładzie się tu fakt, że nie udało
się do tej pory zrobić wszystkich planowanych połączeń szynowych z tego
otoczenia transportowego lotnisk.

Z punktu widzenia kibiców – transport lądowy czy powietrzny będzie
lepszym środkiem podróżowania?

– Pamiętajmy o tym, że będą to pierwsze ME w piłce nożnej, gdzie do pokonania
będą tak duże dystanse. Nigdy dotąd tego nie doświadczaliśmy. Do tego mamy tu do
czynienia z dwoma krajami o różnej strukturze i stosunkowo słabych powiązaniach.
W związku z tym znaczna część transportu VIP-ów, drużyn z pewnością będzie
odbywała się drogą lotniczą. Podobny środek transportu zapewne wybiorą też
kibice.

Porty lotnicze podołają temu wyzwaniu?
– To nie będzie dla nich wielkie obciążenie. Na przykład dla Okęcia szacuje się,
że na mecz z Grecją, najniżej wyceniany, trzeba będzie obsłużyć dodatkowo 7 tys.
pasażerów. A na ćwierćfinał z Niemcami – najwyżej wyceniany – jest to 27 tys.
dodatkowych klientów. Trzeba pamiętać, że wśród uczestników meczów dominują
miejscowi: na Ukrainie – Ukraińcy, w Polsce – Polacy. Zatem tych dodatkowych
gości w rozumieniu wielkich potoków zagranicznych kibiców – nie tylko z racji
kryzysu europejskiego – będzie mniej, niż było to w przypadku ME w Austrii i
Szwajcarii. Proszę też zwrócić uwagę na to, ilu może być takich kibiców, którzy
mają bilety na mecze w Warszawie i Doniecku. Nie jest ich wielu. Do tego główny
ruch zagraniczny generują kibice z krajów ościennych. Tymczasem na Euro 2012
Ukraina gra u siebie, a Białorusi nie ma na mistrzostwach. Jest wprawdzie Rosja,
ale np. liczba dodatkowych pociągów, jakie dotąd zostały zamówione, nie rzuca na
kolana. Zatem i tu nie będzie problemu z wpuszczeniem pociągów w polską sieć
kolejową i z dojazdem do Warszawy. W mojej ocenie, od strony transportowej
najbardziej uciążliwe będą dni meczowe, a ten dyskomfort najbardziej odczują
mieszkańcy stref z najbliższego otoczenia stadionów – szczególnie ci mniej
kochający piłkę nożną.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj