W co grają Niemcy

Z Witoldem Waszczykowskim, posłem PiS i byłym wiceministrem spraw
zagranicznych, rozmawia Maciej Walaszczyk

Jaki interes mają Niemcy, wspierając polsko-rosyjską umowę o małym
ruchu granicznym między enklawą królewiecką a województwami warmińsko-mazurskim
i pomorskim?

– To jest w tej chwili dobre pytanie, a więc jaki polityczny interes lub
szerzej – jaki w ogóle interes mają Niemcy w otwarciu się Polski na obwód
kaliningradzki. Po pierwsze, chcą doprowadzić do jak największego związania się
Rosji z Unią Europejską. Im bardziej zwiążą gospodarkę rosyjską z UE, tym
większy wpływ na tę gospodarkę będą mieć Niemcy. Ta filozofia była widoczna już
w czasie negocjacji w sprawie budowy Gazociągu Północnego. Im więcej Rosji w
Europie, tym bardziej można nad nią panować. Wówczas tłumaczyliśmy, że
bezpośrednie połączenie gazociągu do Niemiec spowoduje, że to właśnie Rosja
będzie dyktowała warunki dostaw gazu do Europy. Bo taka jest polityka rosyjska,
która kieruje się aspektami politycznymi, a nie ekonomicznymi. Niemcy natomiast
wychodzili z założenia, że jeśli Rosję włączy się do obszaru gazowego Europy
Zachodniej, to on będzie dyktował jej warunki.

Jednak patrząc na Królewiec, trudno nie dostrzegać analogii
historycznych i problemów, które generują.

– Oczywiście, to specyfika enklawy królewieckiej będącej fragmentem Prus
Wschodnich, które straciliśmy kilkaset lat temu. Potem na mocy porozumień
konferencji kończącej ostatnią wojnę Stalin zażądał maleńkiego skrawka
terytorium niemieckiego jako symbolicznej rekompensaty za zwycięstwo nad
Hitlerem. W efekcie tego powstała tam wielka baza wojenna. Dzisiaj zasadniczo
cały obwód stanowi problem.

Jak doszło do otwarcia obwodu? Przez wiele lat sprawa tkwiła w
martwym punkcie.

– Niemcy i UE najpierw się wzbraniały przed zmianą europejskiego prawa, które
regulując umowy o małym ruchu granicznym, dopuszczały go jedynie na pasie 30 km
w głąb terytorium. W ten sposób obejmował on tylko ludność stale na nim
zamieszkałą. Podobnie Rosja, która również obawiała się jego otwarcia ze względu
na nieprzewidziane konsekwencje społeczne, do jakich może doprowadzić. Argument
podnoszony przez ministra Sikorskiego był jednak taki, że tak wąski pas
eliminuje Królewiec z możliwości korzystania z małego ruchu granicznego, który
jest głównym trzonem enklawy, i takie rozwiązanie jest nielogiczne. W końcu
Niemcy zgodzili się na te zmiany.

Skąd ten zwrot?

– Nie znamy powodów, dla których Niemcy zmienili swoje stanowisko. Jakie były
ich motywy? Nie wiemy. Czy wynika to ze wspomnianej strategii Niemiec wobec
Rosji? Czy jednak Niemcy mają swój historyczny plan zagospodarowania enklawy
królewieckiej poprzez systematyczne jej otwieranie, a w efekcie doprowadzenie do
zmiany jej politycznego statusu? To pytania, na które dzisiaj nie ma odpowiedzi,
nie ma też żadnych dowodów na to, że taki plan jest realizowany.

Całkowicie pominięto interesy Litwy. W jakiej sytuacji znajdzie się
to państwo?

– Litwa znajdzie się pod podwójną presją. Jeśli Polska otworzy granicę na tak
długim odcinku, to w związku z tym i Litwa powinna zrobić to samo. W tym miejscu
powraca kwestia rosyjskiego tranzytu przez terytorium litewskie. Litwini chcą
mieć jednak nad nim kontrolę. To jest problem dokładnie taki sam jak w latach
30. w Polsce. Kwestia rosyjsko-niemiecka nakłada się na relacje
polsko-rosyjskie. Tak naprawdę Polska nie ratyfikuje umowy o małym ruchu
granicznym, bo jest to duża umowa międzynarodowa między obydwoma państwami.
Rosja dostała ją mimo braku uprzywilejowanych polsko-rosyjskich relacji
gospodarczych czy energetycznych. Przecież za gaz płacimy bardzo drogo. Brakuje
oczywiście także wyjaśnienia kwestii smoleńskiej i katyńskiej. Jeśli ceny ropy i
gazu utrzymają się na tak wysokim poziomie, Rosja zapowiada potężne zbrojenia i
modernizację własnej armii. Tak w każdym razie mówi Putin. Tymczasem naszą armię
można zebrać na Stadionie Narodowym, jeśli jednak przesadziłem, to pozostałych
na pewno zmieścimy na Legii, i to wszystko.

Na terenie enklawy ma powstać elektrownia atomowa, będą oferować
zakup energii Polsce, zanim sami ją wybudujemy. Co to oznacza?

– Nie tylko elektrownia atomowa, ale istnieje obawa, że na terenie enklawy
powstaną również elektrownie węglowe. Jeśli pakiet klimatyczny wejdzie w życie,
a my zostaniemy zmuszeni zamykać elektrownie i ograniczyć naszą produkcję, to
istnieje obawa, że na granicy rosyjskiej czy białoruskiej powstaną elektrownie,
które zaoferują nam tańszą energię. To wszystko grozi kolejnymi problemami.

Pytaniem otwartym jest także to, co będzie działo się z Rosjanami,
którzy tam pozostają.

– To wielki dylemat. Znaczenie wojskowe Królewca mimo wszystko zmalało,
gospodarczo jest to kłopot, nie powstał tam dotąd żaden "europejski Hongkong",
natomiast ludności trzeba zapewnić pracę, energię, żywność. Jak sama nazwa
wskazuje, to jest jednak enklawa odcięta od państwa rosyjskiego, która
przysparza kłopotów choćby transportowych. I tutaj również powracają analogie z
eksterytorialną trasą, jakiej przed wojną Niemcy domagali się od Polski. Dzisiaj
taki kłopot ma Litwa. Są sugestie, by rosyjscy Niemcy zamieszkujący jeszcze
terytorium rosyjskie przenosili się i osiedlali właśnie na terenie Kaliningradu.

Rzeczywiście otwarte zostaną morskie przejścia graniczne dla żeglugi?
Jak wygląda możliwość żeglugi po Zalewie Wiślanym?

– Nie jest ona uregulowana jasno i do końca. Rosjanie ogólnie zezwolili na
żeglugę, ale wciąż należy uzyskiwać specjalne zezwolenia i dokumenty. Odbiega to
jednak od naszych wyobrażeń.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj