W obronie języka ojczystego
Dzisiaj w Wilnie i kilku miastach w Polsce odbędzie się protest
przeciwko ustawie oświatowej. Część litewskich polityków sugeruje, że z Polski
przyjedzie "element kryminalny".
Protestujący wyruszą w południe spod siedziby parlamentu i aleją Giedymina
przejdą pod gmach rządu Republiki Litewskiej. Będą się domagać rezygnacji z
ujednolicenia egzaminu maturalnego z języka litewskiego i przywrócenia egzaminu
z języka polskiego jako ojczystego na listę egzaminów obowiązkowych na maturze.
Protestujący żądają też wycofania obowiązku nauczania części przedmiotów w
języku litewskim i zniesienia dyskryminacji polskich szkół.
W marszu ma wziąć udział około 2 tys. Polaków, bo taką liczbę protestujących
zgłosili organizatorzy w wileńskim magistracie. Maszerować będą nie tylko
rodzice, nauczyciele i młodzież, ale również przedstawiciele litewskiego związku
zawodowego nauczycieli, reprezentanci rosyjskich i białoruskich placówek
oświatowych. Marsz poparła Akcja Wyborcza Polaków na Litwie, Związek Polaków na
Litwie, a także rosyjski Alians Rosjan.
Dwie daty – jeden protest
Data protestu nie jest przypadkowa. Decyzję w sprawie ustawy uderzającej w
szkolnictwo mniejszości narodowych Sejmas przyjął dokładnie rok temu, 17 marca.
Wbrew protestom polskich nauczycieli, rodziców, dzieci, polityków Akcji
Wyborczej Polaków na Litwie czy Związku Polaków na Litwie władze postanowiły od
1 września ub.r. wprowadzić nowe zasady w życie. Przepisy napotkały jednak
zorganizowany opór mniejszości narodowych, który trwa od początku roku
szkolnego. Wówczas ogłoszono pogotowie strajkowe, a przed Pałacem Prezydenckim
odbył się wielotysięczny wiec protestacyjny. Jednak w ostatnich dniach zarówno w
litewskich mediach, jak i wśród tamtejszych polityków pojawiły się głosy, że
marsz to antylitewska prowokacja.
"Przypadkowo lub nie data marszu przypada w 74. rocznicę postawienia Litwie
ultimatum przez Polskę" – oświadczył w liście otwartym do mera Wilna poseł
Gintaras Songaila, lider Związku Litewskich Narodowców. Apelował o cofnięcie
pozwolenia na marsz lub o zmianę jego terminu. Sugerował również, że marsz może
zakończyć się zamieszkami. Rzeczywiście jego data pokrywa się dokładnie z
rocznicą wystosowania przez władze II Rzeczypospolitej ultimatum wobec Litwy w
1938 roku, w którym żądano uregulowania i normalizacji stosunków dyplomatycznych
między obydwoma państwami. – To jest może data historyczna, ale my nie mieliśmy
świadomości, że tak jest. Rok temu zmieniono prawo, którego nie chcemy.
Manifestację planujemy od stycznia, wtedy ją zgłosiliśmy władzom miasta i nikt
nie protestował, nie miał żadnych uwag – mówi Renata Cytacka, sekretarz
Komitetów Strajkowych Szkół Polskich na Litwie – organizatora sobotniego
protestu. W jej ocenie, list domagający się odwołania marszu protestacyjnego to
wyraz desperacji ludzi, którzy nie potrafią poradzić sobie z podstawowymi
problemami społecznymi i ekonomicznymi, jakie dotykają obywateli państwa.
Ale to nie wszystkie zarzuty, jakie wobec Polaków wysunął poseł Songaila.
"Sądząc po pewnych publikacjach w prasie oraz na podstawie innych źródeł,
zachodzi duże prawdopodobieństwo, że w marszu mogą uczestniczyć elementy
kryminalne z Polski. W takim wypadku może dojść do zamieszek, które zaostrzą i
tak napięte stosunki między Polską i Litwą" – zakomunikował poseł. Chodzi o
wyjazd do Wilna, jaki organizują przedstawiciele Stowarzyszenia Marsz
Niepodległości. – Przyjedzie nas około 50 osób, jeden autokar. Jedziemy, by
swoją obecnością wesprzeć Polaków i zaakcentować, że porozumienie między Polską
a Litwą może być oparte tylko na poszanowaniu tożsamości narodowej i praw
mniejszości litewskiej w Polsce i polskiej na Litwie – podkreśla Robert
Winnicki, jeden z organizatorów wyjazdu do Wilna. W jego ocenie, zarzuty lidera
litewskich nacjonalistów są absurdalne. Dlatego tuż przed rozpoczęciem marszu
przedstawiciele stowarzyszenia chcą już w Wilnie zorganizować konferencję
prasową, podczas której odczytają specjalny apel. Pragną w nim podkreślić, że
mieszkający na Litwie od setek lat Polacy pozbawiani są praw przynależnych
każdemu człowiekowi, a najbardziej dotkliwym problemem jest sprawa oświaty.
"Życząc wszystkim Litwinom sukcesów w pracy na rzecz rozwijania swojego państwa
i swojej tożsamości, tradycji i kultury narodowej, prosimy jednocześnie: nie
pozwólcie, by Polakom mieszkającym w Waszym kraju odbierano prawo do czynienia
tego samego" – napisali członkowie stowarzyszenia. Samorząd Wilna odrzucił
prośbę Gintarasa Songaily. Podkreślił, że nie ma żadnych podstaw prawnych do
odwołania lub przeniesienia terminu wiecu, i wskazał, iż informacji o
jakichkolwiek zagrożeniach nie mają ani przedstawiciele policji, ani służb
specjalnych.
Pikiety w Polsce
Również dzisiaj o godzinie 11.00 przed przedstawicielstwami dyplomatycznymi
Litwy w Polsce odbędą się solidarnościowe pikiety. Ich organizatorami jest
Prawica Rzeczypospolitej. "Pokażmy, że jesteśmy razem, i wyraźmy naszą
solidarność w Polsce z Polakami na Litwie. Chcemy odwołania zapisów ustawy
dyskryminujących oświatę mniejszości narodowych" – apelują organizatorzy.
Najważniejszy protest zaplanowany jest w Warszawie przed siedzibą ambasady Litwy
w Alejach Ujazdowskich. Pozostałe odbędą się pod siedzibami konsulatów Litwy w
Szczecinie, Toruniu, Gdańsku, Katowicach, Poznaniu i Siedlcach. Prawica
Rzeczypospolitej wystosowała również list otwarty do premiera Donalda Tuska, w
którym domaga się powołania rządowo-sejmowej komisji do zbadania realizacji
postanowień traktatu polsko-litewskiego wobec mniejszości polskiej na Litwie.
Przypomnijmy, że traktat zobowiązuje m.in. do poszanowania międzynarodowych
zasad i standardów dotyczących ochrony praw mniejszości narodowych, w
szczególności zawartych w Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka. W ocenie PR,
komisja powinna wskazać te obszary, w których władze Litwy naruszają prawa
mniejszości polskiej, i poinformować o tym międzynarodową opinię publiczną.
Marek Jurek, przewodniczący PR, przypominał, że Litwa nie wywiązuje się z
założeń traktatu, gdyż łamie prawa polskiej mniejszości m.in. w sferze edukacji
oraz oryginalnej pisowni nazwisk polskich. – Nie rozumiem, dlaczego Polacy na
Litwie nie mogą się podpisywać tak, jak się nazywają? – pytał Jurek. Zaznaczył,
że w Polsce każdy ma pełne prawo do stosowania oryginalnej pisowni swego
nazwiska.
Maciej Walaszczyk
