Niestrawny maur w koszulce

Poprawność polityczna wkradła się już do wielu dziedzin naszego życia.
Kształtująca się na naszych oczach nowomowa jest jednym z jej przejawów. To
dzięki temu mamy dziś takie językowe dziwolągi jak "ministra Mucha" i "wicemarszałkini
Nowicka". Jednak nie jest to jeszcze szczyt osiągnięć postępowców w tej materii.
O krok dalej poszli Austriacy. Zabrali się mianowicie za reformę niepoprawnego
politycznie… jedzenia. Władze tego alpejskiego kraju uznały, że odtąd nie do
zaakceptowania w restauracyjnym menu będą takie nazwy dań, jak sznycel cygański
(Zigeunerschnitzel) i Maur w koszulce (Mohr im Hemd) – ciastko z kremem i
czekoladą. Bo są to nazwy tak obraźliwe, że wprost nie do przełknięcia.

Pomysłodawcy usunięcia tych nazw z karty dań nie podali jednak, dla kogo są
obraźliwe – Cyganów, Maurów czy może dla osób, które te potrawy zamawiają? Już
wkrótce w Alpach zjemy wyłącznie sznycel romski, a na deser muzułmanina w
koszulce. Na nic się zdają apele austriackich restauratorów, że dotychczasowe
nazwy mają swoje historyczne pochodzenie i długą tradycję, a przenoszenie ich na
siłę w obszar tabu językowego to kuriozum. Atak politpoprawnych cenzorów na
potrawy jest kolejnym etapem tej ideologicznej walki. Już wcześniej udało im się
doprowadzić do zniknięcia z półek sklepowych murzyńskiego chleba (Negerbrot). Ta
nazwa ciemnego pieczywa została uznana za nielegalną i wycofana z oficjalnego
użycia. Sytuacja ta stawia ludzi przed dylematem: czy goszcząc w Tyrolu, trzeba
prosić piekarza o chleb afroaustriacki, a może o ten, którego nazwy nie wolno
wymieniać?

Ponieważ także decydenci z Warszawy lubią wybiegać przed szereg, jeśli chodzi
o przyjmowanie unijnych nowinek, istnieje obawa, że bojownicy o politycznie
poprawne menu i tolerancyjne jedzenie zostaną zaproszeni również do nas na
występy gościnne. A pole do popisu mają nad Wisłą niemałe. Już teraz boję się
nawet wspomnieć o pierogach ru… – nazwijmy je ogólnie pierogami ze wschodu. A
co z karpiem po żydowsku? Czy pozostawanie tego przepisu w licznych polskich
książkach kucharskich nie obraża mieszkańców Izraela? Czy tak jak ze szkolnych
czytanek zniknął wierszyk "Murzynek Bambo", tak samo przepyszne ciasto o
podobnej nazwie zniknie wkrótce ze zbiorów przepisów naszych mam i babć? A kto
wie, czy i biała kiełbasa nie jest w jakimś stopniu niepoprawna? "Pół kilko
bezbarwnej" – usłyszymy wkrótce w mięsnym. Niemal o ciarki przyprawia zaś myśl,
że do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości będzie mógł nas podać każdy Tatar
za nazywanie porcji surowego, siekanego mięsa takim samym mianem jak jego osoby.
Wielokrotnie doświadczaliśmy już, do jakich absurdów prowadzi ślepe uleganie
dyktatowi politycznej poprawności. Sprawa z cenzurowaniem jedzenia jest tylko
kolejnym dowodem na tragikomizm tej ideologii.

Łukasz Sianozecki

drukuj