Koalicyjne manewry emerytalne
Dyskusja o zmianie systemu emerytalnego nie powinna koncentrować się tylko
na problemie wydłużenia wieku aktywności zawodowej. Ograniczenie się w debacie
publicznej do tej kwestii prowadzi do pominięcia wielu ważnych elementów, które
decydują o zabezpieczeniu emerytalnym. Mówimy o systemie naczyń połączonych
składającym się z demografii, finansów, rynku pracy.
Nie ma idealnych systemów emerytalnych. Nie ma też możliwości przekopiowania
wprost na polski rynek któregokolwiek z nich. W błędzie jest ten, kto sądzi, że
wdrożenie w Polsce systemu kanadyjskiego, australijskiego, niemieckiego czy
jakiegokolwiek innego rozwiąże nasze problemy. W tym przypadku system
czarodziejskiej różdżki nie zadziała. Co zatem można zrobić? Wypracować system
uwzględniający polskie warunki, w tym między innymi sytuację finansową Polaków,
stan finansów państwa, możliwość pozyskiwania pracy, stan zdrowia naszych
obywateli, sytuację w ochronie zdrowia, demografię, warunki pracy i wreszcie
system edukacyjny.
Emerytura – problem światowy
Większość krajów rozpoczęła dyskusję na temat systemu emerytalnego. Dzieje się
tak z dwóch powodów. Po pierwsze, ze względu na finanse – wszędzie zaczyna
brakować pieniędzy na wypłatę emerytur. Po drugie, ze względu na demografię –
rozwinięty gospodarczo świat starzeje się, zaś w krajach, które mają najwyższy
przyrost naturalny, również coraz poważniejsze stają się problemy zabezpieczenia
emerytalnego, bo tam z kolei systemy prawie w ogóle nie funkcjonują. Krajami,
których systemy emerytalne są uznawane za najlepsze, są Holandia, Szwecja,
Kanada i Australia. Łączy je jedno – wszystkie gwarantują swoim obywatelom
minimalne emerytury niezależnie od tego, czy wpłacali składki emerytalne i czy
oszczędzali na emeryturę na indywidualnych kontach. Oczywiście we wszystkich
tych krajach każdy, kto chce mieć wyższą emeryturę, musi na nią dodatkowo
odkładać. W niektórych wprowadzono system, w którym preferowane jest
wychowywanie dzieci. Tak jest na przykład we Francji, w Czechach i na Słowacji.
Z kolei niemiecka emerytura jest przewidywalna, bo została oparta na systemie
zdefiniowanego świadczenia. Węgrzy postanowili znacjonalizować system emerytalny
i zlikwidować fundusze emerytalne.
Polska się starzeje
Obowiązkowy system emerytalny został wprowadzony, aby zabezpieczać ekonomicznie
osoby w tzw. wieku poprodukcyjnym. Tymczasem perspektywy średnio- oraz
długoterminowe wskazują, że obowiązkowy system w obecnym kształcie nie będzie w
stanie spełnić swojej funkcji w przyszłości. Rosną dotacje z budżetu państwa do
Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, które (bez refundacji składek do OFE) zbliżają
się do 40 mld zł rocznie. W roku 2005 dotacja taka wynosiła jeszcze ok. 20 mld
złotych. Zwiększa się ponadto liczba osób pobierających świadczenia emerytalne:
w roku 1997 – 3,2 mln osób (obecnie to już ponad 5 mln). Nikt już nie wierzy w
miraże cudownego życia na emeryturze roztaczane w czasie wprowadzania w Polsce
nowego systemu emerytalnego. Szacuje się, że emeryci będą w przyszłości
otrzymywali świadczenia na poziomie 25-35 proc. płacy otrzymywanej w czasie
swojego zatrudnienia (obecnie jest to około 60 proc.). Od kilku lat rząd czerpie
hojną ręką na pokrycie bieżących potrzeb z Funduszu Rezerwy Demograficznej,
który miał być naszym zabezpieczeniem na czarną godzinę. Demografowie biją na
alarm. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. W roku 2010 miał miejsce pierwszy
od roku 2003 spadek, liczony rok do roku, liczby urodzeń w Polsce, a liczba
urodzeń znalazła się poniżej poziomu z roku 2008. W roku 2010 wskaźnik
dzietności spadł, osiągając wartość 1,3, co klasyfikuje Polskę na 209. miejscu w
świecie na 223 państwa, m.in. za stosującymi antyrodzinną politykę Chinami
(wskaźnik 1,54, 182. miejsce w rankingu). W 2007 r. na 1000 osób w wieku
produkcyjnym przypadało średnio 248 osób w wieku poprodukcyjnym, w 2035 r.
liczba ta – zgodnie z prognozą demograficzną – wynosić będzie 464, a w 2060 r.
już 772. Finanse publiczne trzeszczą w szwach, a fastryga ministra finansów
pruje się na potęgę. Obecnie przeciętny emeryt pobiera świadczenie, które nie
gwarantuje zabezpieczenia jego podstawowych potrzeb. Po ostatnich podwyżkach
coraz więcej emerytów nie jest w stanie związać końca z końcem. Potencjalny
emeryt, osoba pracująca, ma perspektywy nienapawające optymizmem, a absolwent
uczelni właśnie pakuje walizkę i zastanawia się, do którego kraju wyjechać, żeby
znaleźć pracę i tam się urządzić.
Polaku, pracuj dłużej, krócej będziesz obciążał budżet
Rządowa propozycja zmian systemu emerytalnego ograniczyła się do wydłużenia
wieku emerytalnego. Zrównanie wieku, od którego przysługują świadczenia
emerytalne dla kobiet i mężczyzn do 67 lat, jest kuriozalne. Większość krajów w
swoich systemach emerytalnych stosuje zróżnicowanie wieku dla kobiet i mężczyzn.
Ponadto trzeba brać pod uwagę pozycję kobiet na rynku pracy oraz ich rolę w
rodzinie. Zasadnicza kwestia jest również taka, że ta propozycja nie rozwiązuje
problemów zabezpieczeń emerytalnych. Jest to po prostu wypełnienie zobowiązań
wobec UE. Rząd nie daje żadnych gwarancji dotyczących przyszłych emerytur. Wiemy
tylko tyle, że mamy pracować dłużej. Twierdzenie, że przyszłe emerytury po
wydłużeniu wieku emerytalnego będą wyższe o 60, a nawet 70 proc., jest takim
samym mirażem jak reklamy zachęcające do wyboru OFE w latach 90., kiedy
wprowadzano obecny system.
Jako temat dyskusji rząd narzucił problem wydłużenia wieku, wiedząc, że to
najbardziej zelektryzuje opinię publiczną. Odwraca w ten sposób uwagę od
zasadniczej kwestii emerytalnej, czyli zabezpieczenia finansowego. Debatowanie o
systemie emerytalnym, który dodatkowo według założeń rządu ma zacząć w pełni
spełniać swoją funkcję w odległej przyszłości (przypomnijmy, że mowa jest o
perspektywie kilkudziesięciu lat), przypomina przysłowiowe kupowanie Inflant.
Natomiast jakoś nie można w tej propozycji rządowej odnaleźć nic na temat tego,
co czeka emerytów za rok, dwa czy dziesięć lat. Nie ma też ani słowa o tym, co
rząd proponuje, żeby w Polsce można było pracę zdobyć i tym samym na przyszłą
emeryturę zapracować.
Sprowadzenie dyskusji o zmianie systemu emerytalnego tylko i wyłącznie do
problemu wydłużenia wieku jest poważnym błędem. Ta sztuczka ma przede wszystkim
odwrócić uwagę od pozostałych problemów zabezpieczenia emerytalnego. Jaki jest
naprawdę pomysł rządu na przyszłość Polaków? Lakonicznie, aczkolwiek dosadnie
ujął to minister Rostowski w wywiadzie radiowym, stwierdzając: "Żeby emerytura
była godziwa, no to niestety – mówmy o przykrych rzeczach, ale jest to konieczne
– przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna
długość życia nie była bardzo długa".
Koalicyjna ruletka emerytalna
Koalicyjna gra w emerytalną ruletkę jest wyraźnym sygnałem, że obecny rząd nie
ma żadnego pomysłu na rozwiązanie problemu. Gdyby ta propozycja była poważna, to
projekt ustawy, który oficjalnie nazywany jest rządowym, nie byłby krytykowany
przez koalicyjne PSL. Z jednej strony naciska Bruksela, nakazując wydłużenie
wieku emerytalnego, z drugiej wali się piramida długu publicznego mozolnie
budowana przez ostatnie cztery lata. Być może sztuczka z wydłużeniem wieku zrobi
wrażenie na brukselskiej biurokracji, ale na Polakach raczej nie. Dlatego PSL
rzuciło tratwę ratunkową, żeby ratować tonące ugrupowanie, i wymyśliło pomysł,
który mógłby być ciekawy, gdyby był dokładnie przemyślany i przygotowany,
kierując się zasadą "na bezrybiu i rak ryba". SLD, nie mając własnej oferty,
przyjął jako swoje stanowisko propozycję jednego ze związków zawodowych.
Uzależnienie nabycia praw emerytalnych od stażu pracy być może jest atrakcyjne,
ale dla tych, którzy pracę mają i w perspektywie następnych lat jej nie utracą.
Dla osób, które bezskutecznie poszukują od dłuższego czasu stałego zatrudnienia,
ten pomysł nie jest już tak atrakcyjny.
Możliwość wyboru
Prawo i Sprawiedliwość było pierwszym ugrupowaniem, które postulowało
konieczność zmian w polskim systemie emerytalnym. Naszą propozycję zgłosiliśmy
po raz pierwszy w roku 2009, ponowiliśmy w 2011. Koalicja nie chciała wówczas
tej debaty podjąć, woląc udawać, że nic się nie dzieje. Nasz projekt zmian
zawarty w projekcie ustawy zakłada dobrowolność wyboru. Zakładamy, że każdy
pracujący powinien mieć możliwość wyboru, czy chce mieć ubezpieczenie w ZUS, czy
w OFE. Jednocześnie przewidujemy możliwość zmiany podjętej wcześniej decyzji.
Również dowolność podjęcia decyzji, jaki procent składki ma być odprowadzony do
OFE, jeżeli ktoś wybierze taką emeryturę. Tym samym dajemy prawo decydowania
każdemu o swojej emeryturze. Z naszych wyliczeń wynika, że ten system będzie
stabilny i zabezpieczy zarówno interesy emerytów, jak i finansów państwa. Każdy
powinien mieć również prawo decydowania, czy chce dłużej pracować. Jednocześnie
z tym systemem muszą być wprowadzone zmiany dotyczące rynku pracy, zmieniony
system edukacji oraz wprowadzone programy państwowe, które będą preferować
rodziny. Nie można rozmawiać o zmianie systemu emerytalnego bez pilnego podjęcia
tematu demografii, sytuacji rodzin, problemów młodych ludzi na rynku pracy.
Rządowa propozycja, którą można określić jako przymus dłuższej pracy bez żadnych
gwarancji, jest nie do przyjęcia.
Beata Szydło poseł na Sejm RP wiceprezes Prawa i Sprawiedliwości
