Klich stracił autorytet i posadę

Pułkownik Edmund Klich nie jest już szefem ani nawet członkiem Państwowej
Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Odwołanie z jej składu wręczył mu wczoraj
minister transportu Sławomir Nowak. Po katastrofie smoleńskiej do końca badania
prowadzonego przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy Klich był polskim
akredytowanym przy tej instytucji. Za złożeniem wniosku o jego dymisję
jednomyślnie opowiedzieli się wszyscy członkowie komisji.

Kilka dni przed dymisją minister Nowak odbył oddzielne spotkania zarówno z
przewodniczącym, jak i ze skonfliktowaną z nim komisją. Rano spotkał się po raz
drugi z Klichem – tym razem już tylko po to, żeby wręczyć mu akt odwołania. –
Myślę, że jemu też ta decyzja ulżyła – komentował później szef resortu. Przed
konferencją prasową były przewodniczący sam podszedł do dziennikarzy, pokazywał
teczkę z dokumentem, uśmiechał się i zapewniał, że jest bardzo zadowolony z
decyzji ministra. I ze swojej sytuacji. – Prawdopodobnie w najbliższym czasie
sam bym zrezygnował. Nie da się pracować w takim środowisku – powiedział już po
ogłoszeniu decyzji szefa resortu. Wcześniej jednak zapewniał, że nie ma sobie
nic do zarzucenia i dobrowolnie nie zrezygnuje.

Minister nie podał żadnej konkretnej motywacji swojej decyzji poza konfliktem
wewnątrz komisji. Powtarzał tylko, że w sytuacji jednomyślnego stanowiska jej
członków i faktu, że jest to już drugi taki sam wniosek w ciągu roku, nie miał
innego wyboru. Rok temu w podobnej sytuacji Cezary Grabarczyk pozostawił Klicha
na stanowisku. – Miał nadzieję, że konflikt zostanie załagodzony – próbował
usprawiedliwiać poprzednika Sławomir Nowak. Jak stwierdził, nie miało dla niego
znaczenia ani to, jak Edmund Klich wykonywał funkcję akredytowanego, ani inne
ujawnione przez media jego działania, jak na przykład potajemne nagrywanie
swoich rozmówców, w tym tych na najwyższych stanowiskach. – Decyzja została
podjęta wyłącznie z troski o sposób funkcjonowania, o relacje wewnątrz komisji i
ze względu na jej paraliż, jaki w mojej ocenie nastąpił. Nie jest moją intencją
ocenianie zaangażowania w jakiekolwiek postępowanie wyjaśniające, które komisja
prowadziła. Nie ma żadnej politycznej motywacji w tej decyzji. Musiałem odnieść
się wyłącznie do stanowiska formalnego członków komisji, które brzmi, jak brzmi.
Uznałem, że sytuacja wewnętrzna, konflikt między przewodniczącym a wszystkimi
pozostałymi członkami komisji jest już nie do zniesienia i nie do zażegnania.
Nie będę oceniać merytorycznie bądź politycznie działalności Edmunda Klicha. Od
takiej oceny bardzo wyraźnie się uchylam – powiedział Nowak. Dodał jedynie, że
swoją ocenę całokształtu działań Edmunda Klicha przedstawił mu w osobistej
rozmowie, ale zapewniał, że nie miała ona wpływu na decyzję o odwołaniu.

Członkowie komisji formułowali szereg zarzutów dotyczących nie tylko
despotycznego, łamiącego zasady współżycia społecznego sposobu kierowania
komisją przez jej dotychczasowego przewodniczącego, ale także jego
niekompetencji, upolitycznienia spraw badania zdarzeń lotniczych, a także
niedopełnienia obowiązków podczas wykonywania obowiązków akredytowanego. Z
powodu zaniedbań Klicha nie udało się przeprowadzić wszystkich niezbędnych badań
w Smoleńsku, m.in. wraku tupolewa. Jednak na pytanie, czy oskarżenia te dają
podstawę do zawiadomienia prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa
przez Edmunda Klicha, Sławomir Nowak odpowiedział przecząco. Minister nie
doczytał się we wniosku podstaw do takiego kroku.

We wniosku napisanym przez członka komisji Tomasza Kuchcińskiego podniesiono
przede wszystkim kwestię utraty autorytetu przez przewodniczącego. Miało to
pogłębić się po poprzednim wniosku o jego odwołanie. "Edmund Klich w sposób
impertynencki wyrażał niezadowolenie z wyniku głosowania. Urągał członkom
Komisji, przywołując ich domniemane choroby, odsądzając od posiadania honoru,
czy przypisując niewdzięczność za bliżej nieokreślone, udzielone łaski" – pisze
inicjator wniosku. Kuchciński zwraca uwagę, że publiczna krytyka
współpracowników godziła w dobre imię i wiarygodność komisji, czemu nie
towarzyszyły żadne konkretne zastrzeżenia sformułowane "w sposób uznany przez
kodeks pracy i odpowiednie regulacje obowiązujące w ministerstwie". Kuchciński
zdecydowanie negatywnie ocenia także nagranie rozmowy z ministrem obrony
narodowej. Zwraca uwagę, że Edmund Klich nie jest zdolny do dialogu ani
samokrytyki. "U podstaw kryzysu legł brak niezbędnych cech i umiejętności
interpersonalnych Edmunda Klicha. Do tych braków należy zaliczyć ograniczone
umiejętności w komunikowaniu się, prymitywne metody motywowania pracowników
oraz, co najistotniejsze, częste kreowanie konfliktów, których nie jest w stanie
rozwiązać. Powoduje to napięcia i frustracje, przez co wpływa to fatalnie na
pracę całej Komisji. W podsumowaniu należy zauważyć, że Edmund Klich okazał się
osobą niezdolną do trwałej refleksji nad swoim postępowaniem, co niestety nie
pozostawia nadziei na poprawienie zaistniałego stanu rzeczy" – kończy swój
wniosek Kuchciński.

Obecnie kierowanie komisją przejmie jej sekretarz Agata Kaczyńska. Zgodnie z
prawem lotniczym minister powinien wyznaczyć teraz nowego przewodniczącego.
Nowak zapowiedział jednak, że zwrócił się do członków komisji, aby sami
zaproponowali kandydata na następcę Klicha "ze swego grona lub nawet jakiś
autorytet z zewnątrz". – Zrobiłem to w imię uspokojenia i ustabilizowania
sytuacji w komisji, aby przewodniczący miał silną legitymację, także członków
komisji, do sprawowania tej funkcji – zapewnił.

Piotr Falkowski

drukuj