Dla katolików figa z makiem
Z dr. Tomaszem Telukiem, prezesem Instytutu Globalizacji, rozmawia
Małgorzata Goss
Panie Prezesie, wyjaśnijmy na początek, co to jest cyfryzacja i czemu
służy.
– Jest to proces przestawiania programów radia i telewizji z technologii
analogowej na cyfrową, dodajmy – proces przymusowy, narzucony przez Komisję
Europejską. W jego wyniku wszystkie kraje członkowskie Unii Europejskiej muszą
wyłączyć nadawanie analogowe i w całości przejść na nadawanie cyfrowe.
Cyfryzacja działa niejako w dwóch płaszczyznach – z jednej strony jest to proces
determinowany rynkowo (coraz większa przepustowość łączy, rosnące możliwości
audiowizualne, rozwój nowych technologii związanych z emisją programów HD), a z
drugiej strony jest to proces biurokratyczny, narzucony odgórnie, zmuszający
konsumentów, aby zainteresowali się tymi produktami.
Instytut Globalizacji śledzi proces cyfryzacji od 2008 roku w ramach
projektu badawczego "Cyfrowa Polska". Jak ocenia Pan model cyfryzacji przyjęty w
Polsce?
– W Polsce wybrano model cyfryzacji w technologii naziemnej, odrzucając model
oparty na platformie satelitarnej. Jest to model zbliżony do technologii
komórkowej: buduje się maszty, podobne jak maszty telefonii komórkowej, tylko
wyższe, i za pomocą systemu nadajników naziemnych poprzez system multipleksów,
czyli platform cyfrowych telewizji naziemnej, nadaje się sygnał do odbiorników.
Krótko mówiąc – nadajniki nie są zlokalizowane na satelicie, tylko są nimi
maszty powodujące możliwość odbioru.
W Polsce proces cyfryzacji sprowadzany był do głównego problemu – w jaki
sposób scyfryzować telewizję publiczną, czyli sprawić, aby po wyłączeniu
nadajników analogowych ludzie, którzy mieli dotychczas dostęp do niej za pomocą
zwykłych anten analogowych na dachach, ten dostęp zachowali. Trzeba było wybrać
strategię. Instytut Globalizacji proponował stworzenie autorskiego produktu
telewizji publicznej w postaci własnej platformy satelitarnej. W ten sposób nie
dość, że telewizja publiczna miałaby własny produkt, to jeszcze zachowałaby
pozycję lidera na rynku, bo taka satelitarna cyfryzacja byłaby szybka, zajęłaby
może rok – bo tyle potrzeba, aby wszystkie programy przerzucić na satelitę, a
zasięgiem objęłaby cały kraj, dostarczając bardzo różnorodne i wysokiej jakości
usługi, takie jak dostęp do szerokopasmowego internetu, do telefonii
internetowej itp. Wzorem dla nas był projekt brytyjskiej BBC, która kilka lat
temu uruchomiła nieodpłatną publiczną platformę satelitarną, dzięki której
wszyscy, którzy płacą abonament, mają dostęp do największej liczby programów w
Europie. Na takiej publicznej platformie satelitarnej mogłaby się znaleźć także
Telewizja Trwam. To byłoby korzystne dla partnerów. Powstanie narodowej
satelitarnej platformy cyfrowej, gdzie media publiczne mają zagwarantowaną
pozycję lidera na rynku, zmusiłoby stacje komercyjne do podjęcia walki
konkurencyjnej.
Wybrano jednak model naziemnej cyfryzacji. Może jest on po prostu
tańszy?
– Cyfryzacja w technologii naziemnej jest modelem droższym do
przeprowadzenia. Gdyby bardziej opłacalne było zbudowanie telewizji naziemnej,
to w Polsce i na świecie mielibyśmy do czynienia z czymś odmiennym, niż mamy.
Przecież wszystkie platformy nadawcze, jakie powstały dotąd, to platformy
satelitarne. Również Telewizja Trwam jako najlepszy sposób dotarcia do
największej liczby ludzi wybrała platformę satelitarną. Model naziemny
cyfryzacji jest dużo droższy. Zbudowanie nadawania w technologii naziemnej
oznacza konieczność budowy infrastruktury od zera za gigantyczne pieniądze.
Cyfryzacja naziemna może być nawet dziesięciokrotnie droższa od cyfryzacji
satelitarnej, co pokazują dane z Hiszpanii.
Kto ponosi koszty budowy infrastruktury?
– Nie znamy szczegółowych rozliczeń, ale zasadniczo cyfryzacja jest projektem
publicznym, finansowana jest więc z kieszeni podatnika. Wybrano model korzystny
dla tych podmiotów, które posiadają własne platformy satelitarne, bo one niejako
dzięki powstaniu telewizji cyfrowej naziemnej rozszerzają zasięgi nadawcze. Z
kolei telewizja publiczna – wyłączając nadawanie analogowe – staje się klientem
stacji telewizyjnych komercyjnych, musi je prosić o miejsce na platformach
satelitarnych. Jej pozycja będzie więc z roku na rok malała.
Dlaczego musi prosić? Przecież ma miejsce na multipleksie telewizji
naziemnej.
– Telewizja publiczna dostała najwięcej miejsca na platformie naziemnej, ale
jeśli zechce coś nadać także przez satelitę, musi prosić właścicieli cyfrowych
platform satelitarnych. Oglądalność telewizji publicznej będzie więc gwałtownie
spadała, bo sama telewizja naziemna nie zapewnia stuprocentowego pokrycia
sygnałem telewizyjnym. Technologia satelitarna ma tę przewagę, że od razu
obejmuje 100 proc. powierzchni kraju. Przy technologii naziemnej trzeba
pokonywać pewne bariery technologiczne – nadajniki są budowane w miejscach
trudno dostępnych, w górach, niezamieszkałych terenach wiejskich – co powoduje,
że koszty projektu rosną.
Ustaliliśmy, że proces cyfryzacji jest programem publicznym, a
jednocześnie miejsce na multipleksie jest ograniczone i podlega koncesjonowaniu.
Jakie powinny obowiązywać zasady wydawania koncesji na działalność w przestrzeni
publicznej?
– Zasady powinny być jasne: te podmioty, które od wielu lat nadają programy
na rynku, niezależnie od tego, czy nadają technologią analogową, czy
satelitarną, powinny się znaleźć na multipleksach. Kryteria, jakie powinny być
brane pod uwagę, to oglądalność, zasięg, długość nadawania, oferta programowa,
zaplecze techniczne, możliwości finansowe itd. Słowem – wszystko to, co
gwarantuje współpracę w przyszłości.
Nadawcy, który emituje program nieprzerwanie od 2003 roku,
przewodniczący KRRiT Jan Dworak odmówił koncesji. Mowa o Telewizji Trwam.
– To jest po prostu decyzja kuriozalna, która kompromituje Krajową Radę
Radiofonii i Telewizji. Jest to decyzja polityczna, która nie ma uzasadnienia
merytorycznego, ponieważ Fundacja Lux Veritatis jest obecna od dawna na rynku
jako nadawca i – jak wynika z publikowanych danych – posiada zarówno zdolność
finansową, jak i dobre wyniki finansowe, które gwarantują nadawanie w
przyszłości. Takich wyników nie wykazało np. sprawozdanie telewizji TVN, która w
III kwartale ub.r. zanotowała bardzo wysokie straty, a także sprawozdania
finansowe firm, które otrzymały koncesję. Z dostępnych danych wynika, że są
firmami krzakami, bez zaplecza finansowego. Instytut Globalizacji zwrócił uwagę,
że promesy kredytowe, którymi dysponują, w dobie kryzysu finansowego, gdy banki
ograniczają dostępność do kredytu, nie powinny być w ogóle brane pod uwagę. Są
zgoła niepoważne. Firmy te nie posiadają żadnego zaplecza technicznego,
dziennikarzy, a otrzymują koncesję… Jest to skandal. Napisaliśmy w
oświadczeniu, że decyzja ta nosi znamiona represji wobec katolików w Polsce,
pozbawiając ich dostępu do jedynej katolickiej telewizji. Telewizja Trwam jest
jedyną stacją, w której można oglądać na żywo najważniejsze wydarzenia,
pielgrzymki papieskie. Oglądałem niedawno bezpośrednią transmisję Telewizji
Trwam ze spotkania członków Drogi Neokatechumenalnej z Papieżem, której –
wydawało się – nie można oglądać nigdzie poza telewizją internetową Watykanu.
Nie dostrzegam innych powodów – oprócz politycznej i światopoglądowej zemsty –
odmowy koncesji dla Telewizji Trwam. Z kolei bez tej koncesji nie wyobrażam
sobie rozwoju tej telewizji.
Rada stawia sprawę tak: po co ten krzyk, Telewizja Trwam będzie nadal
mogła nadawać, bo nikt jej niczego nie zabrał…
– No to jeśli ten krzyk jest o nic, to proszę zabrać koncesję na nadawanie
naziemne Polsatowi, TVN… I okaże się wtedy, czy to jest rzeczywiście takie
nic. Tak jak Polsat i TVN zyskają dzięki temu nowych odbiorców, tak zyskałaby
ich Telewizja Trwam. To byłby przełom w nadawaniu tej telewizji.
Teraz jest ona dostępna z satelity, a w miastach – w niektórych
telewizjach kablowych. Do jej odbioru trzeba kupić i zainstalować antenę
satelitarną albo wykupić pakiet programowy kablówki.
– Dostęp do Telewizji Trwam jest dotąd bardzo utrudniony, bo nie dość, że
trzeba wykupić zestaw satelitarny, to jeszcze trzeba go przekierować na innego
satelitę (satelitę Astra) niż ten, z którego korzystają inne telewizje
komercyjne (satelita Eutelsat). To naprawdę bardzo skomplikowane. Gdyby
Telewizja Trwam była nadawana z multipleksu naziemnego – byłaby to telewizja
darmowa, która pokrywa niemal cały kraj. Oznaczałoby to bezpłatny dostęp do tej
katolickiej telewizji dla każdego Polaka. Proszę sobie wyobrazić, jaka to byłaby
zmiana. Całkiem inny przekaz.
Telewizja publiczna i stacje komercyjne musiałyby się dobrze
zastanowić, zanim podjęłyby decyzję o rezygnacji z transmitowania np. Światowych
Dni Młodzieży w Madrycie, bo ryzykowałyby, że cała katolicka Polska przełączy w
tym czasie telewizory na Telewizję Trwam…
– Ewangelia, Słowo Boże byłyby dostępne w każdym domu. To właśnie usiłuje się
zatrzymać. Stąd ten radykalny ruch o odmowie koncesji. Jeśli Telewizja Trwam nie
uzyska miejsca na multipleksie – będzie telewizją spychaną na margines, bez
szans na rozwój. Trzeba mieć świadomość tego zagrożenia. Zwłaszcza teraz, gdy
wielu ludzi może zrezygnować z dostępu do telewizji kablowej czy satelitarnej,
bo będzie miało nieodpłatny odbiór programów cyfrowych, o ile zakupią dekodery
lub nowoczesne telewizory wyposażone w system MPG 4. Również najbiedniejsi z
powodów oszczędnościowych mogą rezygnować z płatnego odbioru.
Może rządzącym właśnie o to chodzi, aby przekaz Telewizji Trwam nie
docierał do szerokich kręgów odbiorców?
– Tak. Jest to zemsta polityczna za niezależność Telewizji Trwam, za to, że
nie obawia się ona krytykować władzy.
Decyzja Krajowej Rady obnaża mariaż głównych mediów z władzą i
wprowadzaną przez ten duet tylnymi drzwiami cenzurę.
– Ten proces zachodzi nie tylko w Polsce. Wszędzie na świecie rynek mediów
jest koncesjonowany. Gdyby nadawcy mieli do niego wolny dostęp – do opinii
publicznej przebijałyby się różne poglądy, co byłoby dla rządzących bardzo
niewygodne. Dlatego władza robi wszystko, by przejąć nad tą przestrzenią
wolności kontrolę, na przykład za pomocą międzynarodowej umowy ACTA, która
zmierza do ograniczenia swobody wypowiedzi i rozwoju niezależnych mediów w
internecie. I w przypadku ACTA, i w przypadku odmowy koncesji Telewizji Trwam
chodzi o to samo – żeby zablokować rozkwit mediów niezależnych od władzy. To ona
chce decydować, kto może mieć telewizję, a kto nie. Podpisanie ACTA i odmowa
koncesji dla Telewizji Trwam są wyrazem tendencji do ograniczania wolności
mediów. Oba te fakty świadczą o zamykaniu się demokracji w Polsce.
Dziękuję za rozmowę.
