Ścieżka obok drogi

Jak wiadomo, pod rządami premiera Tuska jest dobrze, a będzie jeszcze
dobrzej. Zresztą już jest nam tak dobrze, że dobrze nam tak. Niezależnie od
wdrażanego właśnie w konwulsjach Narodowego Programu Eutanazji, dyskretnie
ukrytego m.in. pod postacią ustawy o refundacji leków, rosną koszty utrzymania,
no a przede wszystkim – ceny paliw i kary dla kierowców.

Bo trzeba nam wiedzieć, że główną troską naszych Umiłowanych Przywódców jest
to, jakby tu przychylić nam nieba – no, a nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, że
to kosztuje. Toteż i cała pomysłowość naszych Umiłowanych Przywódców skierowana
jest na poszukiwanie sposobów znalezienia pieniędzy – i stąd można odnieść
wrażenie jakiegoś zdzierstwa. Ale to nie jest żadne zdzierstwo, ani tym bardziej
– Boże broń – żaden wyzysk. Wyzyskiwaczem to może być ohydny krwiopijca,
kapitalista – ale nigdy w życiu demokratyczne państwo prawne, zwłaszcza
"urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej". Jeśli nawet czasami
możemy odnieść wrażenie, że największym wyzyskiwaczem jest właśnie państwo – to
właśnie dowód, jak bardzo się mylimy, bo przecież jeśli nawet państwo zabiera
nam coraz więcej, to czyni to wszystko dla naszego dobra. Dlatego też nasi
Umiłowani Przywódcy, którzy tym bardziej pragną naszego dobra, im mniej nam go
zostało, chcą dla nas jak najlepiej. Wykombinowali sobie zatem, że w trosce o
człowieka "wszystko mu także się odbierze, by mógł własnością gardzić szczerze".
Oni w naszym imieniu się poświęcą i na własnej skórze sprawdzą, czy rzeczywiście
pieniądze psują charakter, a własność budzi w człowieku materialistę
dialektycznego. Słowem – Polska rośnie w siłę, a ludzie żyją dostatniej – nawet
jak im się wydaje, że jest odwrotnie. Tak samo, jak za Gierka. Czyż można
wymagać więcej?
Okazuje się, że tak, że nie tylko można, ale nawet trzeba. Od tego dobrobytu
wszystkim po prostu przewraca się w głowach – to znaczy nie wszystkim, tylko tym
na prawicy. Tym na lewicy nie tylko się nie przewraca, ale przeciwnie – wszystko
się stabilizuje, zgodnie z poleceniami oficerów prowadzących, i nic tego nie
zmieni, nawet gdyby krakowscy eksperci wkrótce odczytali na kopiach zapisów z
czarnych skrzynek odgłosy wybuchu bomby. W tej sytuacji nikogo nie dziwi, że
pani prof. Krystyna Skarżyńska jednym rzutem oka zdemaskowała w "Gazecie
Wyborczej" prawicowych publicystów, którym nie podoba się Jurek Owsiak. Od razu
widać, że coś z nimi nie w porządku – bo jakże komuś może nie podobać się Jurek
Owsiak, skoro jest rozkaz, że ma się podobać i to bez gadania? Jeśli komuś,
zwłaszcza wbrew rozkazowi, się nie podoba, to nieomylny znak, że taki delikwent
cierpi na sławną schizofrenię bezobjawową, którą dzisiaj już bez trudu demaskuje
przodująca nauka. Bo co innego zauważyć, że ktoś ma coś nie w porządku pod
sufitem, a co innego – zdefiniować to naukowo. Na szczęście przodująca nauka
potrafi uporać się nie tylko z takimi, ale nawet jeszcze trudniejszymi
zadaniami, więc tylko patrzeć, jak cierpiący na schizofrenię bezobjawową zostaną
poddani stosownej terapii – by nic nie zakłócało jedności moralno-politycznej
Narodu. Ale to dopiero wstęp do świetlanej przyszłości – bo oto anonimowy
Czytelnik przedstawił mi program eliminacji wszelkich wierzeń religijnych na
świecie, którego początkiem ma być penalizacja, to znaczy – poddanie wszelkiej
religii surowym karom. Najpierw oczywiście w naszym nieszczęśliwym kraju, ale
"und Morgen die ganze Welt". Pierwszy krok w tym kierunku, w postaci marszu
ateistów w Krakowie, został już zrobiony, więc anonimowy Czytelnik wiąże teraz
wielkie nadzieje z Ruchem Palikota, chociaż nie ma złudzeń co do niedostatków
umysłowych tej formacji i upatruje szansy w przyłączeniu się tam pana prof. Jana
Hartmana. Co prawda pan prof. Hartman jest członkiem Loży Zakonu Synów
Przymierza, ale widocznie anonimowy Czytelnik skądś wie, że nie chodzi tu o
religię, tylko o interes, który akurat ma taką dziwną specyfikę. Dlatego jeśli
nawet wszelka religia zostanie zakazana, to w Jurka Owsiaka nadal będzie można,
a nawet trzeba wierzyć.

Stanisław Michalkiewicz
 

drukuj