Obrońcy życia przeciw składkom do MFW
Polska Federacji Ruchów Obrony Życia, która zrzesza 130 organizacji
prorodzinnych sprzeciwia się nowej składce jaką zobowiązaliśmy się zapłacić na
Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Oficjalne stanowisko w tej sprawie organizacja
skierowała do premiera Donalda Tuska.
***
Warszawa, dnia 21 grudnia 2011 r.
Szanowny Pan
Donald Tusk
Premier Rzeczypospolitej Polskiej
Na ostatnim szczycie Unii Europejskiej uzgodniono, że 200 mld euro zostanie przekazane Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu, który przeznaczy je na pomoc zadłużonym gospodarkom. 150 mld euro ma pochodzić od krajów strefy euro, a 50 mld euro od krajów spoza strefy euro, w tym z Polski.
W sytuacji gigantycznego zadłużenia naszego państwa i braku środków na rozwiązanie podstawowych problemów społecznych, trudno się zgodzić z tym projektem. Warto tutaj przypomnieć, że od kilku lat w odpowiedzi na nasze wnioski o ratowanie w Polsce systemu świadczeń rodzinnych, rozwiązanie problemu dramatycznego ubóstwa dzieci, podwyższenie kryteriów dochodowych uprawniających do pomocy społecznej czy płatne urlopy wychowawcze, niezmiennie słyszymy, że są one jak najbardziej słuszne, ale nie ma na nie środków w budżecie państwa. Nawet w obliczu katastrofy demograficznej polityka prorodzinna, ze względu na niskie na nią nakłady, ma charakter bardziej symboliczny niż realny.
Przypominamy, że od siedmiu lat z systemu świadczeń rodzinnych, składającego się z niewielkich zasiłków rodzinnych i dodatków do nich, eliminowanych jest corocznie ok. 400 – 500 tys. dzieci. Dzieje się tak w powodu zamrożenia progu dochodowego na poziomie 504 złote na członka rodziny. Dotyczy to dzieci z najbiedniejszych rodzin. Powinniśmy być świadomi faktu, że poziom ubóstwa polskich dzieci jest najwyższy w Unii Europejskiej, na co jej organy kilkakrotnie zwracały uwagę polskiego rządu. Podobnie od lat nie są podwyższane progi dochodowe, uprawniające do korzystania z pomocy społecznej, co doprowadziło do sytuacji, że są one dzisiaj ustalone poniżej poziomu minimum egzystencji. Nie mamy płatnych urlopów wychowawczych, a jedynie symboliczne zasiłki wychowawcze tylko dla najuboższych matek.
Jeśli zatem od lat nie mamy środków na zaspokojenie przykładowo wymienionych najpilniejszych potrzeb obywateli, to nie powinniśmy przekazać ogromnych funduszy Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu.
Z wyrazami szacunku
W imieniu Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia
dr Paweł Wosicki – prezes
Antoni Szymański – wiceprezes
Ewa Kowalewska – członek Zarządu
Do wiadomości: środki masowego przekazu
***
Fundusz z nas pociągnie
Banki centralne Unii Europejskiej nie zbiorą 200 mld euro na
ratowanie eurostrefy, lecz o 50 mld euro mniej. Polska ma użyczyć 6 mld euro z
rezerw NBP do dyspozycji Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Środki te posłużą
do ratowania banków w strefie euro, którym coraz bardziej ciążą tzw. śmieciowe
obligacje zadłużonych krajów. Polska udzieli Międzynarodowemu Funduszowi
Walutowemu pożyczki rzędu 6 mld euro na trzy lata – poinformował minister
finansów Jacek Rostowski. MFW będzie ciągnął tę pożyczkę w transzach z rezerw
walutowych Narodowego Banku Polski.
Nasz kraj posiada elastyczną linię kredytową w MFW na 30 mld dol., jej celem
jest wzmocnienie rezerw walutowych NBP na wypadek ataku spekulacyjnego. Za samą
gotowość do udostępnienia środków płacimy MFW 200 mln zł rocznie (około 60 mln
dol.).
Skorzystanie z kredytu będzie nas dodatkowo kosztować 5-6 proc. odsetek, nie
mówiąc o tym, że dług walutowy trzeba będzie zwrócić. Tymczasem za linię z NBP
Fundusz zapłaci zaledwie 2-3 proc. rocznie. Ekonomiści zachodzą w głowę, jaki
rząd widzi interes dla kraju we wzajemnych pożyczkach na linii MFW – NBP.
– Prościej byłoby zrezygnować z elastycznej linii kredytowej, a jednocześnie nie
przekazywać MFW kredytu z NBP – uważa dr Zbigniew Kuźmiuk, ekonomista. Wcześniej
podobną opinię wyrazili dr Cezary Mech, były wiceminister finansów, oraz prof.
Zyta Gilowska, minister finansów w rządzie PiS. – Jeśli sytuacja w Polsce będzie
dużo trudniejsza i sięgniemy po te 30 mld dol. z elastycznej linii kredytowej,
to MFW automatycznie przestanie ciągnąć z puli NBP. A nawet jeśli jakaś część
byłaby pociągnięta, to mielibyśmy prawo zwrócić się z prośbą o to, żeby te
pieniądze zwrócić do NBP – tłumaczy meandry międzynarodowego interesu minister
Rostowski.
Szczyt Rady Europejskiej zdecydował, że banki centralne krajów członkowskich
mają zebrać 200 mld euro na pożyczkę dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego,
żeby ten pomógł bankrutującej eurostrefie. Sięgnięcie do rezerw narodowych
banków centralnych spowodowane jest tym, że Niemcy nie zgodziły się, aby
Europejski Bank Centralny był pożyczkodawcą ostatniej instancji dla banków
eurostrefy oraz nabywcą obligacji zadłużonych krajów euro, a nawet na to, aby
EBC udzielił pożyczki Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu.
– Moi włoscy rozmówcy, w większości finansiści, a więc ludzie dobrze
zorientowani, byli ubawieni sprawą polskiej pożyczki z banku centralnego na
ratowanie euro – mówi Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia "Przejrzysty
Rynek". Właśnie wrócił z Włoch, gdzie uczestniczył z ramienia stowarzyszenia w
walnym zgromadzeniu UniCredit. – Sytuacja Polski jest nie lepsza niż Włoch –
mówili Włosi, podając jako przykład wysoką cenę finansowania długu (w Polsce 6
proc. za obligacje dziesięcioletnie, podczas gdy we Włoszech 7 proc.), wysoki
koszt ubezpieczenia (tzw. CDS) na wypadek niewypłacalności kraju czy w końcu
słabość polskiej waluty i rosnące zadłużenie zagraniczne. Przyszła dewaluacja
polskiej złotówki będzie, w ocenie moich włoskich rozmówców, tym większa, im
więcej dorzucimy teraz do przepastnego koszyka "Merkozy" – relacjonuje
Bielewicz.
– Włochy w związku z trudną sytuacją finansów publicznych nie dorzucają się do
"europejskiej zrzutki" – zaznacza. Polska pożyczka na rzecz MFW zostanie
przeznaczona, jak podkreśla Bielewicz, na ratowanie sektora bankowego we Francji
i Niemczech, ponieważ tamtejsze instytucje finansowe posiadają wiele obligacji
włoskich, na których poniosą straty.
Pożyczka dla MFW miała być zebrana w krajach UE w ciągu 10 dni od szczytu w
Brukseli. Według ministra Rostowskiego, kraje członkowskie zbiorą
najprawdopodobniej mniej, niż deklarowano – nie 200, a 150 mld euro. – MFW jest
najbardziej wiarygodnym pożyczkodawcą – zapewnił Rostowski. Wielu ekonomistów
zwraca jednak uwagę, że globalny kryzys finansowy, stagnacja gospodarek
zachodnich oraz kryzys zadłużenia w Europie mogą nadwerężyć kondycję MFW, który
nie będzie w stanie zwrócić zaciągniętej pożyczki.
Małgorzata Goss
***
Sztandarowo zły kredyt
Zamrozimy część swoich rezerw walutowych, wystawiając złotego na atak
spekulacyjny, aby pomóc krajom eurostrefy taniej wyjść z długów – wynika z
informacji szefa NBP Marka Belki na temat planowanej pożyczki dla
Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W ocenie ekonomistów, pożyczka ta
spowoduje, że Polska będzie płacić więcej za własne długi.
– Pożyczka Narodowego Banku Polskiego dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego
nie zmniejszy polskich rezerw walutowych, ale spowoduje zmniejszenie ich
płynności, czyli ich zamrożenie – przyznał prezes NBP Marek Belka w odpowiedzi
na pytania posłów sejmowej komisji finansów. Zmniejszenie płynności rezerw
oznacza, że NBP będzie miał ograniczone możliwości interweniowania w obronie
złotego. Kredyt dla MFW ma być udzielony na kilka lat.
– Żeby utrzymać właściwą strukturę rezerw, będziemy musieli sprzedać część
papierów długoterminowych i kupić w to miejsce krótkoterminowe. Krótko mówiąc,
zamiast papierów francuskich będziemy mieli papiery MFW – powiedział szef NBP.
Belka przyznał, że kredyt dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego będzie bardzo
nisko oprocentowany, zaledwie kilka, kilkanaście punktów bazowych powyżej stopy
LIBOR, ale zapewnił, że "tyle samo mamy z lokat krótkoterminowych".
– Nie byłbym tego taki pewny. Porównanie z oprocentowaniem lokat może pokazać,
że kredyt dla MFW jest dla nas bardzo niekorzystny – skomentował słowa prezesa
jeden z członków Rady Polityki Pieniężnej, zastrzegając anonimowość.
Belka powiedział, że kwota pożyczki – 6 mld euro – wyliczona została na
podstawie naszego udziału w Międzynarodowym Funduszu Walutowym. Zapewnił, iż te
pieniądze zostaną przez MFW zwrócone. Rząd musi jednak zadbać, aby była to
bezpośrednia pożyczka dla MFW, najlepiej na konto ogólnych zasobów Funduszu, a
nie na rzecz jakiegoś funduszu powierniczego. – Międzynarodowy Fundusz Walutowy
jest najbardziej wiarygodnym kredytobiorcą na świecie. Jeśli zbankrutuje, to
cały świat zbankrutuje i żadne lokaty nie miałyby wtedy sensu – oznajmił Belka.
Wyjaśnił, że MFW jest "producentem papierowego złota", tj. może w razie potrzeby
wyemitować tzw. SDR-y (środki oparte na specjalnych prawach ciągnienia), które w
normalnych warunkach można wymienić na każdą walutę. Ponadto MFW korzysta z
prawa pierwszeństwa na liście wierzycieli zadłużonych krajów, tzn. pożyczka z
MFW jest zwracana przez ewentualnego bankruta w pierwszej kolejności, przed
innymi wierzytelnościami. Belka zapewnił, że pieniądze z pożyczek banków
centralnych dla MFW nie trafią do krajów bankrutów, tj. Grecji, Portugalii i
Irlandii.
– Decyzja o udziale Polski w programie dwustronnych pożyczek banków centralnych
dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego jest decyzją polityczną rządu, która
wynika ze strategii uczestnictwa w Unii Europejskiej. NBP nie ocenia zasadności
politycznych strategii, może tylko ocenić, czy decyzja nie niesie
niebezpieczeństwa dla polskiej gospodarki – powiedział Belka.
– Rezerwy walutowe muszą mieć dużą płynność, aby mogły zabezpieczać złotego i
być w każdej chwili użyte do interwencji w jego obronie, tymczasem to, co chce
zrobić rząd i na co godzi się NBP, to zablokowanie części rezerw na kilka lat,
czyli zmniejszenie płynności. Zasadne jest w tej sytuacji pytanie: w takim razie
po co utrzymujemy od kilku lat elastyczną linię kredytową z Międzynarodowego
Funduszu Walutowego w celu zwiększenia płynności rezerw, płacąc za nią setki
milionów złotych rocznie? – komentuje wypowiedź Belki były doradca prezesa NBP
śp. Sławomira Skrzypka dr Cezary Mech. – Albo jesteśmy pożyczającym, albo
pożyczkodawcą, na coś trzeba się zdecydować – podkreśla. Najprostszym
rozwiązaniem byłoby, zdaniem eksperta, zrezygnować z części elastycznej linii
kredytowej z MFW na rzecz krajów potrzebujących pomocy, zamiast udzielać
pożyczki z własnych rezerw.
Blokada rezerw
– Dlaczego mamy robić prezenty bogatszym od nas krajom? Przecież istota tej
operacji polega na tym, że Polska, jako kraj uznany za ryzykowny, który emituje
obligacje, płacąc oprocentowanie porównywalne do zadłużonych krajów
peryferyjnych euro, pożycza MFW środki dla krajów euro na znikomy procent. A
wszystko po to, aby bogatsze od nas państwa strefy euro mniej płaciły za swoje
obligacje dłużne, bogate kraje wierzycielskie zaś odzyskały zyskowne inwestycje.
Tylko że my wtedy zapłacimy więcej za swoje długi. Rentowność naszych obligacji
długo- i krótkoterminowych jest rekordowo wysoka. Czy nie lepiej w pierwszej
kolejności obniżyć koszt zaciągania długu sobie, a nie innym? – pyta dr Mech.
Polska opinia publiczna jest mocno zbulwersowana faktem, że polskie rezerwy
walutowe mają służyć obniżeniu deficytu innych krajów.
– Normalna praktyka amerykańskiego Fed, Banku Anglii oraz EBC polega na tym, że
skupują one obligacje własnych krajów w celu obniżenia ich kosztów (wbrew temu,
co niektórzy sądzą, EBC ma prawo skupować obligacje eurostrefy, gdy zachodzi
potrzeba zwiększenia płynności na rynku obligacji, i wydał już na to około 200
mld euro). My tymczasem zapisaliśmy sobie w Konstytucji, że Narodowy Bank Polski
nie ma prawa inwestować w nasze obligacje i redukcję naszego własnego deficytu.
Skutek? Płacimy większe odsetki na rzecz inwestorów zagranicznych! – zauważa dr
Mech.
Nocne lokaty
EBC właśnie wczoraj pożyczył 553 bankom europejskim ogromną kwotę 489 mld euro,
oprocentowaną na zaledwie 1 proc., na trzy lata, żeby mogły inwestować w
obligacje zagrożonych krajów. Banki na tym znakomicie zarobią, zważywszy na
wysoką rentowność tych papierów. EBC pożyczył jednocześnie 33 mld dolarów na 14
dni oraz 29,7 mld euro na 98 dni.
– Czy przy takich kwotach 6 mld euro więcej czy mniej to dla EBC problem? Jaki
jest sens wykładania tej kwoty przez Polskę? – pyta Mech. Na świecie jest
dzisiaj niebezpiecznie. – Wspomniane banki europejskie nie ufają sobie nawzajem,
więc co noc lokują łącznie do 251 mld euro w Europejskim Banku Centralnym, żeby
środki te były bezpieczne. Tymczasem rząd polski wraz z NBP, zamiast dbać o
nasze bezpieczeństwo, ściąga niebezpieczeństwo na naszą głowę – uważa
finansista.
W polskiej debacie sprawą kluczową powinno być, aby uznano, że dłużnik i
wierzyciel ponoszą odpowiedzialność za swoje zobowiązania. – Dłużnik powinien je
spłacić, a jeśli wierzyciel pożyczył mu zbyt wiele, to na własną
odpowiedzialność, i także powinien ponieść konsekwencje. Nie jest rolą Polski
redukowanie ryzyka kredytowego krajów bogatych – podkreśla Cezary Mech.
Małgorzata Goss
