Teraz „w imię racji stanu”

Najwyraźniej okres pieriedyszki się kończy i nadchodzi kolejne
zlodowacenie. Obraz sytuacji zaciemniają wprawdzie remanenty z poprzedniego
etapu w postaci procesu generała Kiszczaka za stan wojenny, ale nie ulega
wątpliwości, że i pod tym względem sytuacja zostanie uporządkowana i niezawisłe
sądy będą wiedziały, czego się trzymać. O ile bowiem na poprzednim etapie można
było jeszcze postrzegać komunistyczną soldateskę jako "związek przestępczy o
charakterze zbrojnym", to teraz razwiedka ponownie stanowi sól ziemi czarnej i
podobnie jak za komuny personifikuje rację stanu.

Wyrazem tego jest wniosek o uchylenie immunitetu posłowi Antoniemu
Macierewiczowi, jaki prokuratura pragnie złożyć w Sejmie. Towarzyszą temu
oskarżenia ze strony publicystów "Gazety Wyborczej" – generałównej Marianównej
Naszkowskiej i Wojciecha Czuchnowskiego – co pokazuje, że w tej sprawie,
podobnie jak w ogóle – w sprawie ochrony agentury – Siły Wyższe koordynują swoje
poczynania ze starszymi i mądrzejszymi. Pretekstem ma być oczywiście "zdrada
stanu", to znaczy – ujawnienie zaledwie rąbka tajemnicy okupacji Polski przez
wywiad wojskowy.
Bo chociaż słyszymy rzewne opowieści, jak to "czuwać musi żołnierz, by nie
przeszkodził wróg", to tak naprawdę co najmniej od roku 1981, a więc od
udelektowania naszego nieszczęśliwego kraju przez generała Jaruzelskiego
"mniejszym złem", razwiedka koncentruje się nie na żadnej "racji stanu", tylko
na kręceniu lodów poprzez rozkradanie państwa, zakładaniu starych rodzin i
reżyserowaniu tzw. sceny politycznej. Zaczęło się od Okrągłego Stołu, do którego
doszło w następstwie przyjęcia przez razwiedkę oferty złożonej przez Jacka
Kuronia za pośrednictwem płk. Lesiaka – że jeśli razwiedka dyskretnie pomoże
"lewicy laickiej" wyeliminować "ekstremę" z podziemnych struktur, to w zamian
"lewica laicka" użyczy razwiedce demokratycznej fasady i w ten sposób odzyska
swój udział w zewnętrznych znamionach władzy nad mniej wartościowym narodem
tubylczym. Była to mistyfikacja największego kalibru, więc nic dziwnego, że
wciągnięto do niej nie tylko agenturę ze wszystkich środowisk, ale nawet
"pożytecznych idiotów". Oczywiście w takich sprawach obowiązuje zasada
ograniczonego zaufania, więc oprócz polisy ubezpieczeniowej w postaci
najwartościowszych kompromatów, tzn. tych, których nigdzie "nie ma", a które
razwiedka sobie zmagazynowała na wszelki wypadek – wielu jej funkcjonariuszy i
konfidentów przewerbowało się do razwiedek państw trzecich; nowych i dawnych
sojuszników. W rezultacie tych wszystkich przedsięwzięć, razwiedka okupuje nasz
nieszczęśliwy kraj za cenę wykonywania zadań zleconych przez nowych i dawnych
cudzoziemskich mocodawców. Raport sporządzony przez zespół Antoniego
Macierewicza ujawnił zaledwie rąbek tej tajemnicy – ale razwiedka słusznie
uważa, że nawet i to za dużo – bo chodzi o to, by mniej wartościowy naród
tubylczy jak najdłużej myślał, że z tą naszą młodą demokracją i sceną polityczną
to wszystko naprawdę.
Warto przypomnieć, że w odróżnieniu od SB, której też "nie ma", wywiad wojskowy
nie został nawet tknięty najmniejszą weryfikacją i transformację ustrojową nie
tylko przeszedł w szyku zwartym jako Wojskowe Służby Informacyjne – ale również,
a może nawet przede wszystkim – reżyserował, kontrolował i nadal kontroluje jej
przebieg – za pośrednictwem agentury, którą przez ostatnie 20 lat rozbudował we
wszystkich, zwłaszcza biznesowych, decyzyjnych i opiniotwórczych środowiskach –
bo przecież nie wśród gospodyń domowych. Wejście scenariusza rozbiorowego w fazę
realizacyjną – czego symptomem było berlińskie przemówienie ministra Sikorskiego
– sprawia, że trzeba 20-letni okres pieriedyszki kończyć i przykręcić śrubę.
Skoro zatem niezależna prokuratura już wie, z jakiego klucza wypada jej śpiewać,
to tylko patrzeć, jak i z niezawisłych sądów posypią się piękne wyroki!

Stanisław Michalkiewicz
 

drukuj