Odejścia ze specpułku to fakt

Z końcem listopada br. ze służby w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa
Transportowego do rezerwy odeszło 25 żołnierzy. Jak ustalił "Nasz Dziennik", to
głównie pracownicy służb technicznych pułku. Decyzje o opuszczeniu wojska
podjęli w maju br., a zatem nie były one związane z rozformowaniem specpułku.
Przełom maja i czerwca był okresem, kiedy wśród wojskowych pojawiły się silne
obawy o dalszy kształt systemu emerytalnego.

Wtedy też żołnierze dość licznie składali wnioski o wypowiedzenie stosunku
służbowego. W odpowiedzi na to Ministerstwo Obrony Narodowej wydało specjalny
komunikat, w którym uspokajało żołnierzy i zapewniało, że jeśli zmiany będą, to
nie odbiją się negatywnie na osobach będących obecnie w służbie.
– Te odejścia były związane z pojawiającymi się plotkami o zmianach w ustawie
emerytalnej. Decyzje zapadały w pierwszej połowie br. i ta grupa żołnierzy
odeszła w listopadzie. Jednak nie miało to związku z rozformowaniem specpułku –
powiedział "Naszemu Dziennikowi" ppłk Robert Kupracz, rzecznik prasowy Dowództwa
Sił Powietrznych. W tym okresie ze służby zrezygnowało jeszcze dziesięciu innych
żołnierzy tej jednostki. Wiosna tego roku dla specpułku nie była łatwym czasem.
Jednostka wciąż jeszcze borykała się ze skutkami katastrofy samolotu Tu-154M. Od
1 kwietnia br. wprowadzone zostały działania naprawcze i wzmocniono kadry. Mimo
to mało kto wierzył, że Tu-154M o numerze bocznym 102 wróci do obsługi VIP-ów.
Po cichu liczono na nowe samoloty, ale następców, także dla kończących
techniczny żywot samolotów Jak-40, nie było. Wszelkie nadzieje rozwiał raport
tzw. komisji Jerzego Millera i podjęta w sierpniu br. przez ministra obrony
narodowej decyzja o rozformowaniu pułku. Oficjalnie nie spowodowała ona fali
odejść. Jednak według informacji "Naszego Dziennika" złożenie wniosku poważnie
rozważa duża grupa żołnierzy, którzy po Nowym Roku nie pozostaną na Okęciu w
strukturach tworzonej tam 1. Bazy Lotnictwa Transportowego. Jak zapewnił ppłk
Kupracz, po ogłoszeniu decyzji o rozformowaniu specpułku, bezpośrednio w czasie
rozmów kadrowych, tylko siedem osób nie przyjęło składanych im propozycji.
Żołnierze ci uznali, że wolą odejść do cywila. Pozostali mieli przyjąć
propozycję i znajdą zatrudnienie w strukturach Sił Powietrznych. – Wszyscy
piloci przechodzą na etaty lotne. Nawet jeśli będą służyć w strukturach
sztabowych, to do ich etatów dopisany jest "instruktor pilot". To upoważnia do
wykonywania lotów według własnego grafiku treningów. Oprócz tego pilot może
wykonywać loty instruktorskie czy inspektorskie – wyjaśnił ppłk Kupracz.
To kilkadziesiąt godzin rocznie, bo dla wyszkolonego pilota minimum wynosi 40
godzin lotów. Do tego dochodzą obowiązkowe loty treningowe. W porównaniu z
liczbą godzin spędzanych w powietrzu przez pilotów specpułku przed katastrofą
Tu-154M to nie jest dużo. Dla porównania, dowódca samolotu Tu-154M, który uległ
katastrofie 10 kwietnia 2010 roku, tylko w miesiącu poprzedzającym katastrofę
wylatał ok. 17 godzin, a drugi pilot – ponad 35 godzin.

Marcin Austyn
 

drukuj