Pozornych reform kontynuacja

W swoim exposé premier Donald Tusk w ogóle nie poświęcił uwagi
problematyce ochrony zdrowia. Swoich planów nie zdradził dotychczas także nowy
szef tego resortu. O przyszłej polityce ministerstwa usłyszeliśmy jedynie
lakoniczne zdanie wypowiedziane przez, jak zwykle niezawodnego, rzecznika rządu:
będzie kontynuacja.
Blady strach padł nie tylko na pacjentów czy menedżerów ochrony zdrowia, ale,
obawiam się, także na samego Bartosza Arłukowicza. Jako członek Komisji Zdrowia
poprzedniej kadencji głosował on bowiem przeciwko wszystkim sztandarowym
projektom reformatorskim Platformy Obywatelskiej: ustawie o zakładach opieki
zdrowotnej, którą skutecznie zawetował śp. prezydent Lech Kaczyński, ustawie o
działalności leczniczej czy tzw. refundacyjnej.

Szpital dostępny dla każdego
Można co prawda założyć, że wykazujący się dużą elastycznością poglądów i postaw
Arłukowicz również w tym przypadku podporządkuje swoje przekonania programowi
nowej partii, ale czy równie łatwo przyjdzie mu zapomnieć, całkiem nieodległą
przecież przeszłość, kiedy był "ministrem od wykluczonych"? Rozpoczęta przez Ewę
Kopacz w poprzedniej kadencji "reforma", w razie jej kontynuacji, powiększy
tylko rzeszę takich osób. A przecież już dziś wielu ludzi znajduje się na
marginesie systemu ochrony zdrowia. Wystarczy w dowolnej aptece zapytać, jak
wiele osób odchodzi od okienka z niezrealizowaną receptą, ponieważ przepisane
leki były dla nich za drogie. I nie zmieni tego ani osławiona ustawa
refundacyjna, ani – co prawda już nieobligatoryjne – przekształcenie szpitali w
spółki prawa handlowego. Komercjalizacja, a więc ukierunkowanie zakładów opieki
zdrowotnej na zysk, nieuchronnie spowoduje upadek jednych, a prywatyzację
drugich, a w konsekwencji – ograniczenie dostępu do świadczeń zdrowotnych. Żeby
temu zapobiec, należy pilnie utworzyć sieć szpitali, których liczba i rodzaj
będą odpowiadać potrzebom zdrowotnym mieszkańców danego obszaru kraju. Projekt
takiej ustawy, złożony w minionej kadencji przez posłów PiS, został, jak każdy
projekt opozycji, odrzucony przez większość parlamentarną już w pierwszym
czytaniu. Pewną nadzieję na ponowne podjęcie tej kwestii budzi jednak głos
przedstawiciela koalicji rządzącej, posła Jana Burego z PSL, który w dyskusji
nad exposé powiedział z trybuny sejmowej: "Reforma jest za nami, ale wiemy
wszyscy, że ona nie jest doskonała. Musimy stworzyć sieć publicznych,
bezpiecznych szpitali, bo jeśli upadnie jeden czy dwa szpitale, a przecież ta
ustawa, którą mamy, dopuszcza taką możliwość, to ludzie muszą mieć gwarancję
bezpieczeństwa zdrowotnego".
Wiodąca rola w sieci powinna przypaść szpitalom klinicznym, które nie tylko
leczą na wysokim, specjalistycznym poziomie, ale prowadzą badania naukowe i
kształcą kadry medyczne. Dziś sytuacja tych szpitali jest wręcz dramatyczna.
Wykonywane w nich świadczenia wycenione są przez NFZ na takim samym poziomie,
jak w szpitalach powiatowych. Jednak w odróżnieniu od tych ostatnich szpitale
kliniczne nie uzyskują żadnego wsparcia finansowego od swoich organów
założycielskich, którymi są finansowane z budżetu państwa uczelnie medyczne. Nie
uzyskują też dodatkowych środków z racji posiadania oddziałów II czy III poziomu
referencyjnego. A przecież w takich przypadkach wymagania stawiane szpitalom –
zarówno w zakresie wyposażenia, jak i kadr – są dużo wyższe, a tym samym o wiele
bardziej kosztowne.

Problematyczne recepty
Jednak w chwili obecnej najbardziej palącym, wymagającym natychmiastowego
rozwiązania problemem jest sprawa recept na leki refundowane. Zapisy wchodzącej
w życie od 1 stycznia 2012 roku tzw. ustawy refundacyjnej budzą zdecydowany
sprzeciw wszystkich środowisk związanych z produkcją i dystrybucją leków:
producentów, hurtowników, aptekarzy. Najbardziej dotkliwa dla pacjentów, czyli
potencjalnie nas wszystkich, będzie jednak zapowiadana przez lekarzy odmowa
wypisywania recept refundowanych. Powodem, dla którego lekarze gotowi są podjąć
tak drastyczne kroki, są przepisy art. 48. ust. 8 ustawy refundacyjnej, które
nakładają na lekarzy sankcje finansowe m.in. w przypadku wypisania recepty
nieuzasadnionej udokumentowanymi względami medycznymi oraz wypisania recepty
niezgodnej z uprawnieniami świadczeniobiorcy.
Lekarze obawiają się, że wobec braku obowiązujących standardów postępowania
lekarskiego decyzję o tym, czy właściwie przepisali jakiś lek, będą w sposób
całkowicie dowolny podejmowali urzędnicy NFZ.
Lekarze nie mają też możliwości sprawdzenia uprawnień świadczeniobiorcy, a
inaczej mówiąc – ustalenia, czy w dniu wystawiania recepty pacjent był
rzeczywiście ubezpieczony. Do dziś nie został przecież wydany dokument, który
umożliwiałby taką weryfikację!
Do 1 stycznia pozostał miesiąc, ale determinacja lekarzy już dziś sięga zenitu.
Podobnie niepokojące głosy słychać także ze strony aptekarzy. Oni również w
obawie przed sankcjami finansowymi zapowiadają, że w przypadku jakichkolwiek
wątpliwości wobec recepty będą wydawać leki wyłącznie za 100-procentową
odpłatnością. Nietrudno sobie wyobrazić, jakie konsekwencje dla pacjentów będzie
miała realizacja tych zapowiedzi.
Rozwiązanie tego problemu będzie zaś swoistym sprawdzianem wyobraźni, dobrej
woli, a przede wszystkim skuteczności ministra Arłukowicza.

Jak pomóc służbie zdrowia
Zasadniczo sytuacja, z jaką musi się zmierzyć, nie jest do pozazdroszczenia.
Opóźnia się kontraktowanie przez NFZ świadczeń na 2012 rok, ponieważ nie zostały
na czas wydane niezbędne rozporządzenia "koszykowe". Problem zastanych w
Ministerstwie Zdrowia braków jest na tyle duży, że odwołane zostało wyznaczone
na 29 listopada posiedzenie sejmowej Komisji Zdrowia, na której minister miał
przedstawić "informację o planowanych zamierzeniach resortu w zakresie poprawy
bezpieczeństwa zdrowotnego obywateli w latach 2012-2015" oraz "w zakresie
przygotowania aktów wykonawczych do ustaw: o działalności leczniczej, o
refundacji leków, środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego
oraz wyrobów medycznych, o zmianie ustawy o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw
Pacjenta oraz ustawy o ubezpieczeniach obowiązkowych, Ubezpieczeniowym Funduszu
Gwarancyjnym i Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych".
A przecież po ugaszeniu wszystkich pożarów czeka ministra praca nad rozwiązaniem
zasadniczych problemów, od lat narastających w polskiej służbie zdrowia.
Pierwszy z nich i podstawowy to zbyt niskie publiczne nakłady na ochronę
zdrowia.
Jakie więc działania należy podjąć, by powstrzymać dalszą degradację systemu i
zapobiec nowym zagrożeniom?
Na początek warto przypomnieć, co o prawie obywateli do ochrony zdrowia mówi
art. 68 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:
1. Każdy ma prawo do ochrony zdrowia.
2. Obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze publiczne
zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków
publicznych. Warunki i zakres udzielania świadczeń określa ustawa.
3. Władze publiczne są obowiązane do zapewnienia szczególnej opieki zdrowotnej
dzieciom, kobietom ciężarnym, osobom niepełnosprawnym i osobom w podeszłym
wieku.
Należy więc, po pierwsze, jednoznacznie określić zakres odpowiedzialności władz
publicznych (rządowych i samorządowych) za poszczególne segmenty ochrony
zdrowia.
Po drugie, zagwarantować wysokość środków publicznych na poziomie niezbędnym do
wypełnienia konstytucyjnych zobowiązań państwa (docelowo nie mniej niż 6 proc.
PKB).
Po trzecie, opracować rzeczywisty i realny wykaz świadczeń gwarantowanych ze
środków publicznych. W tym celu niezbędne jest określenie zapotrzebowania na
poszczególne świadczenia zdrowotne oraz ich rzetelna wycena. Wycena taka musi
uwzględniać wartość pracy personelu medycznego.
Należy też pilnie opracować standardy postępowania diagnostycznego i
terapeutycznego, a wśród warunków udzielania świadczeń zawrzeć maksymalny czas
oczekiwania na świadczenie danego rodzaju.
Dopiero po przyjęciu tych podstawowych ustaleń można myśleć o realizacji innych
elementów reformy, takich jak dobrowolne dodatkowe ubezpieczenia zdrowotne, czy
fundusze zdrowotne konkurencyjne wobec NFZ. Taką właśnie kolejność działań
doradzałabym ministrowi Arłukowiczowi.
Czas pokaże, czy zamiarem rządu jest rzeczywista naprawa systemu ochrony
zdrowia, czy może tylko kontynuacja pozornych reform minister Kopacz. Czasu jest
jednak coraz mniej…

Anna Gręziak
podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia
w latach 2005-2007
 

drukuj