Spektakl trwa

Exposé Donalda Tuska jest jednym z kolejnych objawów postępującego rozkładu
polskiej demokracji. Wyborcy Platformy Obywatelskiej powinni zaprotestować.
Przecież głównym hasłem kampanii było 300 mld zł, które mieliśmy otrzymać z
Unii, a nie oszczędności, konieczność zaciskania pasa, nie "trudne czasy". Miał
znowu spaść na nas deszcz euro, a rozdawnictwo trwać następną kadencję. Gdyby
Donald Tusk był odpowiedzialnym politykiem, o wszystkim, o czym mówił w swoim
exposé, powiedziałby w kampanii wyborczej.
A co mówiono w kampanii? Przypomnijmy podstawowe obietnice z programu Platformy
Obywatelskiej:
"1. Wynegocjujemy ponad 300 mld złotych w budżecie UE na lata 2014-2020 na nasz
program inteligentnego rozwoju, który wesprzemy kolejnymi 100 mld złotych
środków własnych.
2. Płace sfery budżetowej, zamrożone ze względu na kryzys, zaczną ponownie
rosnąć. Podobnie jak konsekwentnie zwiększyliśmy płace nauczycieli, będziemy
sukcesywnie podnosić wynagrodzenia innych ważnych społecznie grup zawodowych,
zaczynając od nauczycieli akademickich i policjantów.
3. Do 2013 roku wprowadzimy rozwiązania gwarantujące Polsce wysokie przychody z
wydobycia gazu łupkowego, które przeznaczymy na bezpieczeństwo przyszłych
emerytur.
4. Na podobieństwo 1800 Orlików wybudujemy 1000 Świetlików – centrów kultury i
bibliotek gminnych, które będą wspierać kreatywność i budować umiejętność pracy
zespołowej.
5. W ciągu kadencji zwiększymy wydatki na Uniwersytety Trzeciego Wieku i grupowe
zajęcia zdrowotne dla seniorów.
6. W Polsce rodzi się coraz mniej dzieci. Żeby temu zaradzić, radykalnie
zwiększymy ulgę rodzinną na trzecie i kolejne dziecko.
7. W ramach programu "Kopernik" w każdym województwie do 2020 roku stworzymy
"Centra Nauki", których zadaniem, podobnie jak to się ma w przypadku udanego
projektu stołecznego, będzie inspirowanie młodzieży do nauki i innowacyjności.
8. Zlikwidujemy formularze podatkowe PIT.
9. Obniżymy zasadniczą stawkę VAT do 22% w 2014 roku, kiedy światowy kryzys
gospodarczy powinien ustąpić fazie ożywienia.
10. Zwiększymy ulgi podatkowe dla oszczędzających na emeryturę, by motywować
skłonność do długookresowego oszczędzania.
11. Zapewnimy dostęp do szerokopasmowego Internetu w każdej gminie.
12. Stopniowo do 2015 roku wprowadzimy do szkół e-podręcznik.
13. Damy Polakom prawo wyboru, komu przekażą swoją składkę zdrowotną,
wprowadzając konkurencję dla NFZ.
14. Wprowadzimy do kodeksu pracy odnawialne umowy sezonowe dla pracowników, co
zwiększy stabilność zatrudnienia wśród młodych.
15. Zlikwidujemy obowiązek noszenia przez kierowcę przy sobie dowodu
rejestracyjnego swojego pojazdu i prawa jazdy, które policja i inne służby będą
mogły skontrolować, łącząc się elektronicznie z odpowiednim urzędem.
16. Radykalnie ograniczymy dostęp służb specjalnych i policyjnych do bilingów
obywateli oraz zwiększymy kontrolę nad wykorzystywaniem podsłuchów.
17. Skrócimy termin wydawania pozwoleń na budowę z około 300 do 100 dni, a
liczbę procedur z ponad 30 do 15. Skrócimy termin oczekiwania przez obywatela na
rozstrzygnięcie jego sprawy w sądzie o 1/3.
18. Będziemy dążyć do zrównoważonego budżetu przed końcem kadencji. Obniżymy
relacje długu do PKB do 48% w 2015 roku i do 40% w 2018 roku, dzięki czemu
będziemy mieli niższe stopy procentowe i szybszy wzrost gospodarczy.
19. Wzorem krajów najbardziej rozwiniętych wprowadzimy przepisy gwarantujące
kobietom "równą płacę za równą pracę", eliminując dyskryminację kobiet w miejscu
pracy.
20. Najlepsi maturzyści już od pierwszego roku studiów będą otrzymywać stypendia
naukowe.
21. Przeznaczymy miliard złotych ze środków unijnych na Fundusz
Przedsiębiorczości na Wsi".
Porównajmy to z treścią exposé. Przenieśliśmy się do innego, tym razem realnego,
świata. W exposé nie było nic o "inteligentnym rozwoju", w ogóle nie było
żadnych mniej lub bardziej ambitnych projektów. Teraz, gdy minął czas kampanii,
okazało się, że najważniejszy jest punkt 18 tego programu. Pozostałe – niektóre
z nich dosyć komiczne w swojej szczegółowości – spotka zapewne los obietnic z
2007 roku (chyba że będą realizowane ze środków UE o dokładnie zdefiniowanym
przeznaczeniu; no i policja może liczyć na środki wzmacniające jej motywację do
walki z antyrządowymi demonstrantami, których zapewne będzie przybywać).

Pytania bez odpowiedzi
W mediach nikt dotąd nie dociekał, w jaki sposób Platforma zamierza osiągnąć
zrównoważony budżet. Przyjmowano za dobrą monetę zapewnienia, że zadłużenie
Polski nie jest nadmierne. Słyszeliśmy też, że dochody budżetu znacznie wzrosły,
a projekt budżetu na następny rok był niezwykle optymistyczny. Tymczasem było
oczywiste, że trzeba będzie podnosić podatki, a nie zmniejszać, że trzeba będzie
ograniczać świadczenia społeczne, że wiek emerytalny zostanie podniesiony itd.
Możemy być pewni, że na tym się nie skończy.
Jeśli jednak Polska może pogrążyć się w kryzysie z powodu stanu finansów
publicznych, to przecież ktoś ją zadłużał. Jak wiadomo, deficyt wzrósł za rządów
Platformy Obywatelskiej o 300 mld zł, i to mimo wzrostu gospodarczego. Decyzja
wyborców sprawiła jednak, że po raz pierwszy nie nastąpi rozliczenie rządu za
poprzednią kadencję. Nie dowiemy się, skąd się wzięło zadłużenie państwa. Nikt
już nie pyta o takie pikantne szczegóły, jak: co w zasadzie zdziałał Bartosz
Arłukowicz w sprawie "wykluczenia", ile kosztował fikcyjny urząd Julii Pitery,
jaka jest sytuacja w polskiej armii, co z "reformami" służby zdrowia Ewy Kopacz.
W przemówieniu Donalda Tuska zabrakło również tego, co najważniejsze – głównego
celu, jaki chce osiągnąć zapowiadanymi oszczędnościami. Zostało to tylko
zasugerowane, a nie powiedziane wprost. Chodzi mianowicie o przystąpienie do
strefy euro. W polskiej sytuacji oznaczałoby to niemal całkowitą utratę
suwerenności gospodarczej. Wszystkie podstawowe decyzje byłyby podejmowane poza
Polską. Nie wydaje się przypadkiem, że ostatnio w mediach niemieckich mnożyły
się sugestie, iż Polska nie powinna zwlekać z przystąpieniem do strefy euro.
Biorąc pod uwagę ścisłe związanie gospodarki polskiej z niemiecką, ten postulat
wydaje się oczywisty. Ten "Grosswirtschaftsraum" powinien być pod jednolitym
zarządem. I być może przyniesie to Polakom korzyści gospodarcze – ale na pewno
kosztem politycznej wolności.

Dyplomacja – "po niemiecku"
Exposé premiera potwierdziło, że prezydent Lech Kaczyński i inne ofiary
katastrofy w Smoleńsku zostali skazani na zapomnienie. Już w ogóle nie wypada o
nich mówić. Nie padło też ani słowo o "pojednaniu" z Rosją putinowską, które
przecież było takim wielkim sukcesem rządu w 2010 roku. W ogóle polityka
zagraniczna zaniknęła w enuncjacjach premiera. Mimo prezydencji Tusk nie miał
nic do powiedzenia o Europie, która – jak ostatnio zbyt szczerze powiedział szef
frakcji CDU/CSU w Bundestagu – "mówi po niemiecku", co wywołało bardzo
emocjonalną reakcję w Wielkiej Brytanii.
Powołaniu rządu towarzyszyły powtarzane do znudzenia sztuczki, które ciągle
okazują się jednak skuteczne. Znowu usłyszeliśmy zapowiedź, że ministrowie będą
podlegać stałej kontroli i będą odwoływani, jeśli się nie sprawdzą. Znowu
premier rozdzielał ciosy na lewo i prawo i przekonywał o szacunku dla symboli i
tożsamości narodowej. Jednak rzeczywista polityka jest zupełnie inna i polega na
wspieraniu finansowo i organizacyjnie skrajnej lewicy.
Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć, że problemem Polski nie jest Donald Tusk. I
nie jest ten rząd. Nie jest nawet Janusz Palikot, były wiceprzewodniczący Klubu
Parlamentarnego PO, główny wykonawca nagonki na prezydenta Kaczyńskiego.
Problemem Polski są Polacy. Polacy, którzy gotowi są zaakceptować wszystko, co
im powie obóz rządzący i wspierające go media, byle tylko mieć spokój, Polacy,
którzy nie interesują się Polską, lecz tylko i wyłącznie sobą.

Flekowanie opozycji
Czego możemy się więc spodziewać w następnych latach? Niezależnie od tego, czy
zapowiedzi "reform" zostaną spełnione, czy nie, bardzo prawdopodobna jest
recesja. Podjęte działania, choć mogą stabilizować sytuację finansową państwa,
raczej będą zwiększać to niebezpieczeństwo, niż je osłabiać, gdyż będą hamowały
popyt wewnętrzny. Gdyby Polska stała się przedmiotem ataku spekulacyjnego,
sytuacja może zupełnie wymknąć się spod kontroli. Winę za trudności Tusk będzie
zwalał nie tylko na PiS, lecz także na PSL. Można oczekiwać, że koalicja z PSL
zostanie za jakiś czas zastąpiona koalicją z Ruchem Palikota i SLD. Agresja
środowisk lewicowych i liberalno-lewicowych skoncentrowana będzie, jeśli idzie o
obóz rządzący, na osobie Jarosława Gowina, który będzie pełnił funkcję
odgromnika. Ruch Palikota będzie skutecznie odwracał uwagę i rozpalał kolejne
konflikty, prowokując do emocjonalnych kontrakcji. Podejmowane będą dalsze próby
rozbicia prawicowej opozycji i jej deinstytucjonalizacji. Nie można wykluczyć,
że w związku z tym walka polityczna będzie przenosiła się na ulice. Marsz
Niepodległości pokazał, że potencjał niezadowolenia jest duży i że będzie
rosnąć. Niestety, opór może przyjmować radykalne formy, co pozwoli obozowi
rządzącemu prezentować się jako centrum i jedyny gwarant ładu, a także sięgać po
ideologiczną, organizacyjną i materialną pomoc z zewnątrz.

 

Prof. Zdzisław Krasnodębski,
socjolog, filozof,
Uniwersytet w Bremie
 

drukuj