Fokczyński i jego maszyny
Spotkanie zaplanowano na dziś w białostockim oddziale IPN o godz. 12.00.
Edward Fokczyński zmarł w roku 1943 na skutek obrażeń zadanych mu przez Niemców
podczas bestialskich przesłuchań. Pomimo wymyślnych tortur nie zdradził
tajemnicy Enigmy, dzięki czemu alianci mogli do końca wojny przechwytywać
niezwykle ważne niemieckie szyfrogramy, co bardzo pomogło wygrać wojnę.
Oprócz spotkania pani Teresy Szóstko z młodzieżą licealną w programie
przewidziana jest również prelekcja Henryka Rembiszewskiego na temat złamania
szyfru Enigmy. Na zakończenie spotkania inżynier Jan Bondaruk zaprezentuje swoją
unikatową kolekcję radiostacji i urządzeń szyfrujących oraz opowie o sposobach
kodowania i nadawania informacji. Zebrane przez niego zabytkowe urządzenia
posiadają wyjątkowo wielką wartość historyczną – nie tylko na skalę polską, lecz
także światową. Dlatego entuzjaści sprzętu łącznościowego będą mieli rzadką
okazję obejrzeć egzemplarze, których gdzie indziej na pewno nie zobaczą.
Bondaruk zaprezentuje m.in. radiostacje, sprzęt służący do wykrywania
nadajników, nagrywania i podsłuchów. Wśród najciekawszych elementów jego
kolekcji znajdują się bardzo rzadkie radiostacje trójczłonowe oraz radiostacje
polsko-brytyjskie BP 5 z całym oporządzeniem.
Jednak najważniejsza będzie niemiecka maszyna szyfrująca Enigma i złamanie jej
szyfru przez polskich specjalistów już w roku 1932. Przypomnijmy, że jedną z
trzech takich maszyn znajdujących się w Polsce posiada Muzeum Wojska w
Białymstoku. Jest to jeden z najcenniejszych eksponatów tej placówki.
Adam Białous Białystok
***
"Dasz radę, jesteś silna"
Z Teresą Szóstko, córką Edwarda Fokczyńskiego, rozmawia Adam Białous
Czy Pani mama, rodzina wiedziała, że ojciec uczestniczy w pracach nad
powstaniem niezwykle tajnej maszyny deszyfrującej?
– Nic o tym nie wiedzieliśmy. I to jeszcze kilkadziesiąt lat po wojnie. Nasza
wiedza była taka, że tata wraz ze wspólnikami prowadzi fabryczkę, gdzie
produkuje się odbiorniki radiowe. Dopiero 30 lat po wojnie o tajnej działalności
ojca opowiedział nam nasz warszawski sąsiad Stanisław Strumph Wojtkiewicz,
dziennikarz, który interesował się tematem Enigmy i nawet napisał o tym książkę.
Dla nas, rodziny, było to ogromne zaskoczenie, ogromny zaszczyt. O wojennych
losach taty też dowiedzieliśmy się długo po wojnie. Kiedy wyjeżdżał do Francji
tuż przed niemiecką agresją, nawet mamie nie powiedział, w jakim celu tam
jedzie. Ja wówczas miałam zaledwie 3 lata. Gdy byłam starsza, mama powiedziała
mi, że kiedy tata wyjeżdżał, rzekł jej krótko: "Ojczyzna mnie wzywa". Mama
zaczęła płakać i skarżyć się, że nie da sobie sama rady z dwojgiem małych
dzieci. On jej powiedział: "Dasz radę, jesteś silna" – wtedy się uspokoiła.
Dopiero później poinformowano nas, iż tato był jednym z 15-osobowej grupy
specjalistów z biura szyfrów, których ewakuowano tuż przed wojną do Francji,
gdzie w miejscowości Gretz-Armainvilliers niedaleko Paryża nadal prowadzili oni
prace kryptologiczne.
Jak dawali sobie Państwo radę w ekstremalnie trudnych warunkach okupacji
niemieckiej?
– Mama była kobietą bardzo zaradną i energiczną, rzeczywiście dała radę, nawet w
okresie okupacji, a potem w strasznym czasie powstania. Powiem panu jeszcze, że
nie tylko opiekowała się nami – dziećmi, ale w naszym domu ukrywała przez całą
wojnę osoby narodowości żydowskiej. Chyba tylko członkowie naszej rodziny wiedzą
o jej wspaniałej postawie. Tato odzywał się do nas tylko w krótkich notkach na
pocztówkach, które zanim do nas dotarły, okrążały chyba cały świat, o czym
świadczyły stemple pocztowe. Pisał na adres swojej siostry w Pabianicach pod
przybranym nazwiskiem Gac. Potem korespondencja się urwała, ale mama cały czas
wierzyła, że jej mąż żyje. Po wojnie szukała ojca, wiedząc jednak, że za rządów
komunistów do Polski on nie może wrócić.
Jak zapamiętała Pani ojca?
– Tato był człowiekiem niezwykle zdolnym. On przecież ukończył tylko kilka klas
szkoły podstawowej, a do ogromnej wiedzy technicznej doszedł jako samouk. Ludzie
z polskiego wywiadu wojskowego znaleźli go i zatrudnili przy rozpracowaniu
supertrudnej niemieckiej Enigmy, gdyż obserwowali rozwój i osiągnięcia firmy,
którą tato wraz z przyjaciółmi założył przed wojną w Warszawie, gdzie
mieszkaliśmy w domu przy placu Wilsona. W czasie powstania mama przekazała AK
aparaty radiowe konstrukcji taty, które były u nas schowane. Powstańcy podobno
bardzo dobrze dzięki nim kontaktowali się ze sobą. Mama wynajęła niemieckiego
kierowcę, aby ten sprzęt przewieźć, on oczywiście nie wiedział, co wiezie i
pomagał jeszcze mamie ten sprzęt donieść z samochodu na miejsce.
W ubiegłym roku Pani ojciec został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem
Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. Długo musiał na niego czekać.
– W czasach, kiedy o Enigmie i tych, którzy ją rozszyfrowali, można było już
głośno mówić – mówiono o wszystkich i honorowano medalami wszystkich – oprócz
naszego taty. Było nam, rodzinie, z tego powodu przykro, więc napisaliśmy 10 lat
temu wniosek do prezydenta Kwaśniewskiego, aby tatę odznaczyć, uhonorować za
jego przecież wielkie zasługi i męczeństwo, które poniósł dla Polski. Nie
mieliśmy żadnego odzewu. Pisaliśmy jeszcze w ciągu tych 10 lat zapytania, m.in.
do premiera Jerzego Buzka i innych dygnitarzy, ale nic. Dopiero po liście
wysłanym przez mojego męża do śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego zaraz
otrzymaliśmy od niego odpowiedź, że zajął się sprawą i trafiła ona do
odpowiedniego biura do zatwierdzenia. Niestety tragedia smoleńska przerwała to
postępowanie na jakiś czas i ostatecznie dopiero w październiku 2010 r.
przyznany tacie Krzyż Komandorski z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski uroczyście
wręczył mi Jacek Michałowski, szef Kancelarii Prezydenta RP.
Dziękuję za rozmowę.
