Wybory w cieniu kryzysu
Dnia 20 listopada 2011 r. odbędą się w Hiszpanii przyspieszone wybory
parlamentarne. Kadencja obecnych Kortezów kończy się wiosną przyszłego roku.
Przyczyniły się do tego: trudna i wciąż pogarszająca się sytuacja gospodarcza
tego kraju, narastający kryzys polityczny i spadające zaufanie do ekipy premiera
José Luisa Rodrígueza Zapatero. On sam mógł się przekonać o skali społecznego
niezadowolenia podczas uroczystości z okazji święta państwowego 12 października,
kiedy to został wygwizdany przez przybyłych na wojskową paradę. Zgromadzeni na
placu Neptuna w Madrycie bardzo ciepło powitali natomiast, jak pisze dziennik "ABC",
króla Juana Carlosa oraz maszerujących żołnierzy i oficerów.
Przypomnijmy najpierw najważniejsze objawy hiszpańskiego kryzysu
ekonomicznego: przede wszystkim ogromny deficyt budżetowy, zadłużenie wewnętrzne
i zewnętrzne państwa, rosnący deficyt handlowy i bezrobocie. Ten ostatni problem
jest szczególnie dotkliwy pod względem społecznym. Bez pracy pozostaje bowiem
ponad 20 procent czynnych zawodowo ludzi, a wśród młodych poziom ten osiągnął
zatrważające rozmiary, przekraczając granicę 40 procent. Coraz trudniejsza
sytuacja panuje również w poszczególnych wspólnotach autonomicznych, które
znajdują się na krawędzi bankructwa (np. Castilla La Mancha). W niektórych
ratuszach, np. z powodu nieuregulowanych rachunków, odcięto dopływ prądu.
Samorządowcy katalońscy ograniczyli swoje pobory. Rozważa się również możliwość
zwalniania praktycznie nieusuwalnych dotąd tzw. funcionarios, czyli urzędników
powoływanych na stanowiska w wyniku procedury konkursowej (często zresztą
fikcyjnej).
Ogólne nastroje pogarszają również nośne medialnie oceny wiarygodności
kredytowej państw dokonywane przez firmy ratingowe. W ostatnim czasie agencja
Stanford&Poor´s obniżyła notowania Hiszpanii do poziomu AA-, z negatywną
perspektywą co do najbliższej przyszłości. Podobną opinię wyraziła agencja
Fitch. Obniżone zostały również notowania hiszpańskich banków, zwłaszcza
flagowego Banco Santander. Przewidywany na 2012 rok przyrost Produktu Krajowego
Brutto wynosi zaledwie 1 procent.
Żółtą kartkę ekipie rządzącej pokazali Hiszpanie już podczas majowych wyborów
samorządowych, które w sposób zdecydowany wygrała opozycyjna, centroprawicowa
Partia Ludowa (Partido Popular), na czele której stoi dziś Mariano Rajoy.
Przedwyborcze prognozy i sondaże wskazują, że teraz będzie to już, jeśli
pozostaniemy przy popularnej w Hiszpanii terminologii piłkarskiej, tarjeta roja
(czerwona kartka) oznaczająca wyrzucenie partii socjalistycznej z ław rządowych.
Może to być wynik na tyle dobry dla PP, że otrzyma ona większość pozwalającą na
samodzielne rządy, bez potrzeby zawierania koalicji z mniejszymi partiami
nacjonalistycznymi.
20 de noviembre – symboliczna data
Zanim przejdziemy do prezentacji sytuacji oraz oferty wyborczej głównych
ugrupowań, warto wskazać jeszcze na jeden ciekawy aspekt, mianowicie datę
wyborów do Kortezów. 20 listopada większości Hiszpanów kojarzy się z jednym
jakże pamiętnym wydarzeniem. Tego właśnie dnia, w 1975 roku zmarł gen. Francisco
Franco y Bahamonde, ostatni europejski przywódca, który na emitowanych przez
państwo monetach wskazywał na boskie pochodzenie władzy ("Francisco Franco por
la gracia de Dios caudillo de Espa-a). Dla jednych ta właśnie data stanowi
symbol upadku tradycyjnej Hiszpanii, dla innych początek zmian ustrojowych,
epoki demokracji i wolności. Nic więc dziwnego, że budzi emocje, a w mediach
lewicowych złośliwe komentarze. Zresztą temat gen. Franco powrócił ponownie za
sprawą socjalistów, którzy zamierzają usunąć jego doczesne szczątki z
monumentalnego mauzoleum Valle de Los Caídos.
Recepty na czas kryzysu i obietnice wyborcze
20 listopada Hiszpanie wybiorą 350 deputowanych do Kortezów oraz 208 senatorów
dziesiątej od czasów transformacji ustrojowej kadencji parlamentu. W wyborcze
szranki staną przede wszystkim trzy największe partie: Partia Socjalistyczna (PSOE)
pod kierunkiem Alfredo Péreza Rubalcalby, Partia Ludowa z Mariano Rajoyem na
czele w koalicji z kilkoma małymi ugrupowaniami, które kandydatów wystawią
jedynie w swych wspólnotach autonomicznych (Unión del Pueblo Navarro, Partido
Aragonés), Zjednoczona Lewica (Izquierda Unida) w sojuszu z niewielkimi
ugrupowaniami (np. Zielonymi), z Cayo Larą jako liderem. W Katalonii na głosy
wyborców liczą Convergencia y Unió oraz Esquerra Republicana de Catalunya, w
Kraju Basków – Partido Nacjonalista Vasco, w Galicji – Bloque Nacjonalista
Gallego, a na Wyspach Kanaryjskich – Coalición Canaria. Przeprowadzony w połowie
października na zlecenie dziennika "La Razón" sondaż wskazuje, że Partido
Popular zdobędzie większość absolutną, ponad 46 procent głosów (ok. 185 miejsc w
Kortezach), PSOE ok. 30 procent (117). Pozostałe kilkadziesiąt miejsc w
Kortezach powinni zająć przedstawiciele IU, CiU, PNV, CC, BNG, ERC i mniejszych
ugrupowań. Dodajmy jeszcze, że podział mandatów do hiszpańskiego parlamentu
dokonuje się według metody d´Hondta.
Jak dotychczas kampania wyborcza nie obfituje w ostre starcia pomiędzy
rządzącymi jeszcze socjalistami a opozycją. Najwięcej uwagi media przywiązują do
wewnętrznych rozgrywek w łonie PSOE. Ustępujący premier Zapatero usiłował bowiem
wskazać jako swoją następczynię na stanowisku szefa partii Carmen Chacón,
pełniącą w jego gabinecie funkcję ministra obrony. Wewnętrzna opozycja
storpedowała jednak ten pomysł, opowiadając się za Rubalcalbą. Zapatero
pozostawił jednak swemu następcy swoistą puszkę Pandory, akceptując wbrew logice
swej wcześniejszej antyamerykańskiej polityki, propozycję udziału Hiszpanii w
projekcie tarczy antyrakietowej. Kto mógłby przypuszczać, podkreśla dr Pablo de
la Fuente, że taką decyzję podejmie człowiek, który nakazał wycofanie wojsk
hiszpańskich z Iraku, a podczas defilad wojskowych demonstracyjnie nie wstawał
podczas prezentacji flagi Stanów Zjednoczonych. Tego rodzaju posunięcie może
odebrać PSOE głosy radykalnej lewicy podczas wyborów i pogrążyć partię w
kryzysie, z którym Rubalcalba nie będzie w stanie sobie poradzić. Obserwując
tonącą barkę partii socjalistycznej, Partido Popular przyjęło zręczną taktykę
"no comments", co może również przyczynić się do uzyskania przez PP większości
absolutnej w Kortezach. Poza tym partia opozycyjna lansuje się głównie jako
przyszły dobry administrator państwa, bez wchodzenia w bardziej skomplikowaną
problematykę, zwłaszcza zaś wyraźnych deklaracji co do przyszłości.
Symptomatyczny jest zresztą fakt, że w odróżnieniu od poprzednich kampanii
wyborczych, tym razem główne partie polityczne (PP i PSOE) nie zamieściły w
internecie swych pełnych programów. W sieci pojawiają się propozycje cząstkowe,
uruchamiane są też fora, na których wyborcy przedstawiają swoje sugestie i
pomysły.
Jako przykład można przywołać streszczenie programu wyborczego Partii Ludowej z
wiodącym hasłem "Przyłącz się do zmian" ("Sśmate al cambio)". Dokument ujęty
jest w formie 100 propozycji najważniejszych, zdaniem populares, w rozwiązaniu
problemów współczesnej Hiszpanii.
Jego autorzy koncentrują się na sprawach ekonomicznych. Podkreślają potrzebę
działań na rzecz wzrostu i konkurencyjności hiszpańskiej gospodarki, a zwłaszcza
ograniczenia bezrobocia. Zwracają uwagę na potrzebę większej partycypacji
społeczeństwa w życiu publicznym i polepszenia jakości rządów ("Más sociedad,
mejor gobierno"). Wiele miejsca poświęcają na potrzebę utrzymania "państwa
dobrobytu i zabezpieczeń socjalnych", zwłaszcza w obszarze publicznej edukacji i
służby zdrowia. W tym zakresie propozycje i retoryka hiszpańskiej "prawicy"
niewiele różnią się od propozycji lewicowych. Dalej dokument podnosi potrzebę
politycznej odnowy, umocnienia instytucji stojących na straży prawa. I wreszcie
jest mowa o konieczności przywrócenia pozycji Hiszpanii na arenie
międzynarodowej, uczynienia z niej wiarygodnego i przewidywalnego partnera.
Warunkiem powodzenia kraju w przyszłości ma być, zdaniem Partido Popular,
poprawa jakości kształcenia na wszystkich szczeblach. Nie ma tu żadnych
odniesień o charakterze aksjologicznym, propozycji uzdrowienia duchowego i
odnowy moralnej społeczeństwa, bez których wszelkie działania w innych
płaszczyznach nie przyniosą trwałych owoców.
Przyjmując bardzo prawdopodobne i znaczące zwycięstwo Partii Ludowej, warto
postawić pytanie, czy i w jakim zakresie jest ona zdolna uzdrowić Hiszpanię,
która ponownie staje się "chorym człowiekiem" Europy. Zwolennicy PP uważają, że
działania, jakie podejmą po wyborach Mariano Rajoy i jego ekipa, będą zmierzały
przede wszystkim w kierunku uzdrowienia sytuacji gospodarczej, zwłaszcza
zmniejszenia poziomu bezrobocia, aby w ten sposób ustabilizować i uspokoić
hiszpańskie społeczeństwo, które przez ostatnie dekady przyzwyczaiło się do
modelu dobrobytu (sociedad de bienestar) i uwierzyło, że jest zamożne. Jak
podkreśla polityk Partii Ludowej z Murcji Antonio González Barnés, dalsze kroki
nowej ekipy będą zmierzały do umocnienia nadwątlonych fundamentów, na których
opiera się życie rodzinne i społeczne. Tutaj jednak, z różnych powodów,
potrzebne będą ogromna determinacja, konsekwencja i zrozumienie złożoności
problemu.
"Społeczeństwo otwarte"?
Społeczeństwo hiszpańskie, nie wnikając już w tendencje separatystyczne i jego
zróżnicowanie, zostało bowiem poddane w ostatnich dziesięcioleciach potężnemu
procesowi niszczenia tradycyjnych wartości opartych na chrześcijaństwie,
autorytecie i patriotyzmie. W zamian zaproponowano model społeczeństwa
otwartego, dobrobyt przechodzący w konsumpcjonizm, tolerancję i wolność (od),
ewoluujące w stronę relatywizmu, permisywizmu i hedonizmu. Zaatakowane zostały
struktury oraz instytucje (przede wszystkim Kościół katolicki), podważono nie
tylko zasady etyczne wypływające z religii, ale i prawo naturalne, chroniące
wolność, własność, a przede wszystkim samo życie.
Eksperymentu tego nie udało się zrealizować całkowicie, niemniej jednak jego
owoce w sferze duchowej, moralnej są bardzo niepokojące, zwłaszcza wśród ludzi
młodych. Z jednej strony wyrażaliśmy satysfakcję z udanego spotkania Ojca
Świętego Benedykta XVI z młodzieżą w Madrycie, z drugiej jednak pamiętać należy,
że duża część młodych Hiszpanów ma dziś dość obojętny, a nawet wrogi stosunek do
wiary oraz Kościoła jako instytucji.
Współczesne pokolenie młodzieży wychowało się w czasach ekonomicznego rozwoju i
dobrobytu lat 80. i 90. XX wieku. Są to dzieci hiszpańskiej klasy średniej,
która przyzwyczaiła się do tanich kredytów i mieszkań, rozbudowanych świadczeń
socjalnych, wysokich pensji, tanich studiów uniwersyteckich, stypendiów. Dziś
jednak w czasie kryzysu młodzi, wykształceni ludzie nie znajdują pracy. Wielu
nauczycieli, architektów czy pielęgniarek pozostaje na bezrobociu. Zdarza się,
że nawet osoby z doktoratami zarabiają na życie, pracując po nocach w barach i
serwując drinki.
Na problemy o charakterze bytowym nakłada się kryzys moralny. W Hiszpanii
rządzonej przez premiera Zapatero szesnastoletnia dziewczyna może, bez wiedzy i
zgody rodziców, dokonać aborcji. Wprowadzono ekspresowe rozwody, lansuje się
eutanazję, a prawo zezwala na stosowanie różnych technik reprodukcyjnych
zakazanych w innych krajach europejskich. Bardzo wielu młodych odeszło od życia
wiarą, zerwało z Kościołem. Często deklarują się jako ateiści bądź agnostycy.
Zasadniczo nie podejmują rozmów na tematy egzystencjalne, unikają pytań: "kim
jesteśmy, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy". – Todo es relativo – wszystko jest
względne – mówią. Wszystko zależy od punktu widzenia. Na zdominowanych przez
postmodernizm uniwersytetach przekonano ich, że prawda obiektywna jest
złudzeniem, może zresztą również samo "życie jest snem", a tolerancja powinna
być posunięta możliwie najdalej. W sferze religijnej natomiast wielu przyjmuje
założenie, że ponieważ nie da się udowodnić istnienia Boga, wiara stanowi zbędny
balast.
Tak właśnie myśli bardzo wielu młodych Hiszpanów. I nie chcemy wcale przez to
sugerować, że są to ludzie źli czy nieżyczliwi. Ich życie boleśnie skurczyło się
jednak do jednego wymiaru. Nie czują (lub boją się) potrzeby oddychania pełną
piersią, odkrywania piękna nadprzyrodzonego w rzeczywistości materialnej i poza
nią. Zadowalają się pewną uproszczoną propozycją intelektualną czy
quasi-intelektualną, usypiają życie duchowe, zadowalają się standardową strawą
popkultury, naśladując modele zachowania lansowane przez starszych i
sprytniejszych. Owszem, protestują, jak tzw. indignados, ale głównie dlatego, że
ubyło miejsca przy suto zastawionym stole, a wychowanemu w dobrobycie pokoleniu
skończyły się środki na dobrą zabawę.
Czy w takiej sytuacji hiszpańska opozycja będzie w stanie podjąć dzieło odnowy?
Czy Partia Ludowa ma wystarczającą siłę i zaplecze, aby wyprowadzić Hiszpanię
nie tylko z kryzysu gospodarczego, ale również strukturalnego i moralnego?
Zwolennicy partii mają nadzieję, że tak właśnie będzie. Przeciwnicy twierdzą, że
PP stanowi część establishmentu i dba o interesy jedynie niektórych grup
społecznych. Ksiądz Rafael Arias uważa, że wyzwania, przed którymi stoi
współczesna Hiszpania, przekraczają możliwości populares. Jego zdaniem, czołowym
politykom tej partii, ale również jej szeregowym działaczom brakuje solidnej
formacji moralnej, konsekwencji i determinacji.
Jakie wnioski z hiszpańskiej lekcji płyną dla Polski? Czy polski zapateryzm może
dokonać podobnych spustoszeń? Niebezpieczeństwo takie jest realne, jeśli uda się
wysuszyć strumienie żywej wiary, przetrącić moralny kręgosłup społeczeństwa,
zmarginalizować Kościół oraz związane z nim środowiska i instytucje, wyrugować z
przestrzeni życia publicznego chrześcijańskie wartości i symbole (zwłaszcza
krzyż).
Nadszedł dziś czas jednoznacznych deklaracji i wyrazistych czynów. A do tego
formacja, integracja, akcja.
Prof. Cezary Taracha historyk hispanista Katolicki
Uniwersytet Lubelski Jana Pawła II
María Iba-ez Cánovas historyk, Uniwersytet w Murcji Hiszpania
