Kompleks Breslau

Biuro Promocji Wrocławia wpadło na pomysł, by w krajach
niemieckojęzycznych promować miasto jako gospodarza Euro 2012 za pomocą nazwy
Breslau. Wielu mieszkańcom to się nie podoba. Protestują też parlamentarzyści,
opozycyjni radni miejscy i wojewódzcy, przedstawiciele świata kultury i nauki.
Radni miejscy Prawa i Sprawiedliwości zamierzają tę kwestię poruszyć na
najbliższej sesji, jednak to zwolennicy prezydenta Rafała Dutkiewcza mają
większość w tym gremium.

Indagowany przez "Nasz Dziennik" w tej sprawie dyrektor Wydziału Komunikacji
Społecznej Urzędu Miejskiego we Wrocławiu Paweł Czuma stwierdza, że "w promocji
Euro 2012 w krajach niemieckojęzycznych używane będą obie nazwy – polska Wrocław
(choćby logo imprezy), jak i niemiecka Breslau". Jak wyjaśnia, wynika to z
potrzeby dotarcia do jak najszerszego odbiorcy i zachowania jasności przekazu. I
dodaje, że znajduje to analogię w promowaniu we Wrocławiu lotów do Monachium, a
nie Muenchen, czy wycieczek do Akwizgranu lub Paryża, a nie Aachen i Paris. –
Używanie w Polsce polskich odpowiedników oryginalnych nazw uważamy za naturalne.
Nie rozumiem więc, dlaczego odwrotna sytuacja budzi kontrowersje – zaznacza
Czuma.
Całkiem niedawno – w związku ze staraniami Wrocławia o miano Europejskiej
Stolicy Kultury – miejscy urzędnicy uczyli cudzoziemców prawidłowej wymowy nazwy
miasta: "Wroc-love". Z dobrym skutkiem. Czy nie jest to pewien brak
konsekwencji? – Z odpowiedzi na pierwsze pytanie widać, że działania te mają
swoją konsekwencję i sens – ucina dyrektor Czuma.
Poseł Kazimierz Michał Ujazdowski (PiS), były minister kultury, jest zdania, że
reklama Wrocławia pod nazwą Breslau to przejaw niedostatków urzędniczej kultury
i braku szacunku dla własnego języka i tradycji. W jego przekonaniu, nie
przemawiają za tym także względy czysto promocyjne, bo przecież władzom powinno
zależeć na promocji nazwy Wrocław, coraz bardziej rozpoznawalnej na całym
świecie. Była ona szeroko promowana wówczas, kiedy starano się o organizację we
Wrocławiu wystawy Expo. – Niestety, mam prawo sądzić, że użycie nazwy Breslau
jest wyrazem jakichś nieuzasadnionych kompleksów niższości ludzi odpowiadających
za marketing miasta. To jedno ze schorzeń polityki promocyjnej. Szkoda, że
dotknęło ono także Wrocławia – ocenia Ujazdowski.
Prezes honorowy Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia "Wspólnota Polska" prof.
dr hab. Zdzisław Julian Winnicki, autor wielu publikacji popularyzujących
Wrocław szczególnie w środowiskach polonijnych, uważa, że pomysł promowania
stolicy Dolnego Śląska z użyciem niemieckiej nazwy Breslau jest godny ludzi
niezakorzenionych ani w mieście, ani w kulturze, do jakiej nominalnie należą. –
To taka postinteligenckość pierwszopokoleniowa ludzi o syndromie kompleksu
narodowego oraz pochodzeniowego – wytyka. Jeszcze dosadniej określa to prof. dr
hab. Tadeusz Marczak z Instytutu Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu
Wrocławskiego, stwierdzając, że inicjatywa promowania Wrocławia za granicą pod
nazwą Breslau może wynikać z serwilistycznego nastawienia wobec zachodnich
sąsiadów.
Specjalne oświadczenie w tej sprawie wystosowali w ubiegłym tygodniu do
prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza parlamentarzyści oraz radni wojewódzcy i
miejscy Prawa i Sprawiedliwości. Jak argumentują, miasto można rozsławić w
świecie na wiele lepszych sposobów, bez lekceważenia poczucia patriotyzmu i
lokalnej tożsamości. "Rozumiejąc potrzebę podejmowania działań promocyjnych
mających na celu zainteresowanie gości z Europy i świata odwiedzeniem Wrocławia
w trakcie Mistrzostw Europy w Piłce Nożnej "Euro 2012", wzywamy jednak Pana
Prezydenta do odstąpienia od tak kontrowersyjnego sposobu realizacji tego
zadania" – napisali poseł Dawid Jackiewicz oraz radni: Paweł Hreniak, Piotr
Babiarz i Andrzej Jaroch. Na odpowiedź wciąż czekają.

 

Marek Zygmunt

drukuj