Jaki pan, taki kram

Z płk. Andrzejem Pawlikowskim, szefem Biura Ochrony Rządu w latach
2006-2007, rozmawia Marcin Austyn

Prokuratura podejrzewa, że funkcjonariusze Biura Ochrony Rządu mogli nie
dopełnić obowiązków służbowych podczas przygotowywania wizyty w Katyniu 7 i 10
kwietnia 2010 roku. To poważny zarzut wobec tej formacji.

– To ocena zbieżna z tą, którą podawałem opinii publicznej już od samego
początku, tuż po katastrofie samolotu Tu-154M. Moim zdaniem, w BOR nie
dopełniono obowiązków, a twierdzę to na podstawie własnych doświadczeń z
pełnionej przeze mnie w BOR funkcji. Zarzut, który może w przyszłości zostać
postawiony funkcjonariuszom, z pewnością jest poważny.

W których dziedzinach Biuro najbardziej zawiodło?
– To kwestia przygotowania samej wizyty pana prezydenta wraz z członkami
delegacji. Mówię tu o rozmowach prowadzonych jeszcze przed wizytą, a dotyczących
kwestii organizacji jej zabezpieczenia. To także sama realizacja tego zadania.
Mam tu na myśli niewystarczającą liczbę funkcjonariuszy, którzy przebywali na
terenie lotniska w Smoleńsku. Chodzi tu o osobę głównodowodzącego grupą BOR na
terenie Rosji, a także o pirotechnika, który poza kwestiami sprawdzenia
ewentualnej obecności materiałów wybuchowych na terenie lotniska, miał też w
zakresie swoich zadań sprawdzenie wszystkich urządzeń, które powinny być
sprawne, m.in. radiolatarni, które, jak się okazało, całkiem sprawne nie były.

Taki model działań stał się standardem w BOR czy też wydarzenia z kwietnia
2010 roku były dziełem przypadku?

– Za czasów moich poprzedników, jak i mojej obecności w BOR, wszystkie
czynności, do których BOR zostało stworzone, były właściwie realizowane.
Wszystkie czynniki były właściwie i dokładnie sprawdzane. To sprawy dotyczące
samego przygotowania, jak i realizacji zabezpieczenia osób ochranianych. Uważam,
że po 2007 roku nastąpiło w BOR znaczne rozluźnienie w wykonywaniu zadań przez
funkcjonariuszy.

Skąd ono wynikało?
– Przede wszystkim był to efekt zmiany kierownictwa BOR. To ono odpowiada za
prawidłową realizacją zadań, a także za kwestie kadrowe i finansowe. Wynika to
także z faktu, że sporo ludzi doświadczonych, którzy mi podlegali, zostało
zwolnionych. Na ich miejsce mianowano funkcjonariuszy bez właściwego
doświadczenia.

Potwierdzenie podejrzeń prokuratury skompromituje BOR?
– Z wielkim bólem muszę stwierdzić, że tak. Szkoda że BOR znalazło się w takiej
sytuacji. Jest to jednak spowodowane działaniami jego obecnego kierownictwa.

Gdyby przyjąć za zasadę postępowanie resortu obrony wobec 36. Specjalnego
Pułku Lotnictwa Transportowego po katastrofie w Smoleńsku, to w razie
potwierdzenia zarzutów wobec funkcjonariuszy szef MSWiA mógłby równie dobrze
rozwiązać BOR.

– Myślę, że do tego nie dojdzie, bo służba zajmująca się ochroną najważniejszych
osób w państwie musi funkcjonować. Postawiłbym tu raczej na reorganizację.
Oczywiście, można przyjąć, że jakimś wyjściem byłoby rozwiązanie BOR i
zbudowanie go na nowych fundamentach lub stworzenie nowej jednostki, która
będzie się opierała na ludziach młodych z kilku-, kilkunastoletnim
doświadczeniem, wykształconych, ze znajomością języków obcych, którzy mają
umiejętności menedżerskie.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj