Nord Stream – gazowa pułapka
Moskwa traktuje dostawy gazu ziemnego i ropy naftowej do Europy jako
instrument własnej polityki zagranicznej. W dokumencie rządowym "Strategia
energetyczna Rosji do 2020 r." można przeczytać, że "strategicznym celem rozwoju
sektora gazowego (…) jest ochrona politycznych interesów Rosji w Europie i
sąsiadujących krajach (…)".
W innym kremlowskim dokumencie "Strategia energetyczna Rosji do 2030 r."
czytamy, że "strategicznym celem zagranicznej polityki energetycznej jest
maksymalne wykorzystanie potencjału energetycznego Rosji w celu pełnej
integracji ze światowym rynkiem energii, wzmocnienie na nim pozycji Rosji i
uzyskanie możliwie najwyższego zysku dla gospodarki narodowej". Z tej
perspektywy najważniejszym rosyjskim projektem infrastrukturalnym ostatniego
dziesięciolecia, który służyć ma osiągnięciu strategicznych politycznych i
gospodarczych celów Rosji, jest właśnie budowa magistrali gazowej przez spółkę
Nord Stream. Myli się ten, kto uważa, że kosztowna budowa "politycznego"
gazociągu nie przyniesie Rosji i Niemcom wymiernych zysków. Niestety, Polska
należy do grupy tych państw, które wkrótce mogą odczuć w wymiarze finansowym i
politycznym, co w praktyce oznacza budowa Gazociągu Północnego.
Cios w Ukrainę
Uruchomienie bezpośredniego połączenia gazowego pomiędzy Rosją a Niemcami
umożliwi bezpośrednie dostawy gazu do państw członkowskich Unii Europejskiej na
zachód od Odry bez dotychczasowego pośrednictwa Polski, Ukrainy i Białorusi.
Dziś przez Ukrainę przesyłane jest około 95 mld m sześc. gazu rocznie do
odbiorców w Unii Europejskiej. Prawdopodobne zmniejszenie już w 2012 r. o 30
proc. przesyłanego przez Ukrainę gazu na rzecz Gazociągu Północnego będzie
kosztować Kijów utratę nawet 800 mln USD rocznie z tytułu utraconych opłat
tranzytowych. Rosja w każdej chwili będzie mogła przerwać lub ograniczyć dostawy
gazu ziemnego do państw byłego bloku sowieckiego, w tym również do Polski. Z
kierunku ukraińskiego bowiem dostarczana jest większość zakontraktowanego przez
PGNiG surowca w ramach wieloletniego kontraktu jamalskiego. Gaz natomiast
popłynie bez ryzyka przerw w dostawach do Niemiec, Danii, Holandii, Belgii,
Francji i Wielkiej Brytanii.
O tym, że Rosja nie zawaha się użyć do swoich politycznych celów nacisku
energetycznego, świadczy chociażby kryzys gazowy w styczniu 2009 r., który Kreml
bezwzględnie wykorzystał (przy pełnej aprobacie rządu Donalda Tuska) do
zwiększenia uzależnienia polskiej gospodarki od dostaw rosyjskiego gazu. Nie
jest tajemnicą, że podpisanie przez polski rząd niekorzystnej umowy gazowej w
październiku 2010 r. jest dla niego samego bombą z opóźnionym zapłonem. To
właśnie za uzależnianie polskiej gospodarki od rosyjskiego gazu, zrzeczenie się
na żądanie Władimira Putina kontroli nad strategiczną infrastrukturą przesyłową,
tj. gazociągiem jamalskim, i za niezabezpieczenie narodowych interesów
Rzeczypospolitej w obszarze wydobycia gazu łupkowego Donald Tusk w przyszłości
może zostać postawiony przed Trybunałem Stanu. Z tego właśnie powodu pilnie
strzeżona jest przez polityków PO tajemnica polsko-rosyjskich negocjacji z lat
2009-2010. Upublicznienie szczegółów tych rozmów, w postaci ujawnienia np.
instrukcji negocjacyjnych czy stenogramów z negocjacji, byłoby niewątpliwie
szokiem dla Polaków. Dlatego opinia publiczna nie pozna przez najbliższe lata
odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy płacą dziś jedne z najwyższych rachunków
za gaz ziemny w Europie.
Zawrotne tempo budowy
9 kwietnia 2010 r. rozpoczęła się budowa 1224-kilometrowego odcinka morskiego
gazociągu Nord Stream. Kilkanaście tygodni temu gazociąg został już podłączony
do gazowych sieci przesyłowych w Niemczech, w tym przede wszystkim do biegnącego
wzdłuż polsko-niemieckiej granicy do Czech 470-kilometrowego gazociągu OPAL. Za
kilka tygodni pierwszą nitką Gazociągu Północnego popłynąć może do Niemiec 28
mld m sześc. błękitnego paliwa. Gaz importowany przez PGNiG z Niemiec czy z
kierunku czeskiego będzie od teraz gazem nie tylko z gazociągu jamalskiego, ale
również z Nord Stream. Niemcy i Rosjanie bez problemu w ciągu półtora roku
położyli na dnie Morza Bałtyckiego ponad tysiąc kilometrów gazociągu. Tymczasem
przez 4 lata rządów koalicji PO – PSL nie rozpoczęto nawet budowy arcyważnego
dla bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej podmorskiego połączenia
gazowego z Danią. W przypadku bezpieczeństwa energetycznego Rzeczypospolitej i
konieczności budowy połączeń gazowych na linii północ-południe, z obszarem
wolnym od dominacji rosyjskiego gazu, hasło "Polska w budowie" nie obowiązuje. A
przecież za pośrednictwem gazociągu Baltic Pipe do Polski mogłyby popłynąć nawet
3 mld m sześc. gazu rocznie – nierosyjskiego surowca. Może i gaz nie ma
narodowości, ale narodowe paszporty mają właściciele firm, które sprzedają do
Polski gaz. Z tej perspektywy każdy projekt budowy połączenia gazowego z
Niemcami, czyli de facto z obszarem byłej NRD, szczególnie w kontekście
konieczności maksymalizacji zysków z powodu otwarcia Gazociągu Północnego,
oznacza, że tą drogą do Polski będzie importowany tylko i wyłącznie drogi
rosyjski gaz przez firmy kontrolowane przez Rosjan i Niemców.
Nacisk na Polskę 2012
Czy realny jest scenariusz kolejnego kryzysu gazowego w styczniu 2012 roku? W
tym miesiącu zazwyczaj, co 2-3 lata, przerywane są dostawy do "niesfornych"
kontrahentów takich jak Ukraina czy Białoruś. Wydaje się prawdopodobne, że Rosja
już niebawem zdecyduje się przetestować, jak działają kleszcze Nord Stream,
ograniczając częściowo dostawy na Ukrainę, a może i do Polski. Tym razem państwa
starej Piętnastki UE nie będą mieć powodów do zmartwień, ponieważ gaz rosyjski
będzie spokojnie płynąć magistralą północną po dnie Morza Bałtyckiego. Gazprom
ma oczywisty interes geopolityczny, aby przerwać dostawy gazu do Polski po to,
by zmusić słaby rząd Donalda Tuska do kolejnych ustępstw. W wyniku styczniowego
kryzysu gazowego w 2009 r. i trwających blisko 2 lata polsko-rosyjskich
negocjacji gazowych rząd PO – PSL oddał Rosjanom faktyczną kontrolę nad
660-kilometrowym gazociągiem jamalskim, którym przez Polskę przesyłanych jest
rocznie do państw starej Piętnastki około 30 mld m sześc. gazu. Premier Władimir
Putin bez problemu wynegocjował z premierem Donaldem Tuskiem zwiększanie o
blisko 2 mld m sześć. gazu rocznie do 2022 r. importu rosyjskiego gazu do
Polski. Tym samym Donald Tusk odebrał polskiej gospodarce możliwość importu
tańszego niż rosyjski gazu skroplonego za pośrednictwem pierwszego w rejonie
Morza Bałtyckiego terminalu LNG w Świnoujściu, który będzie oddany do użytku w
czerwcu 2014 roku.
Jednakże w wyniku publicznego nacisku prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego na rząd
Donalda Tuska we wrześniu 2010 r. PO – PSL wycofała się z własnej propozycji
przedłużenia niekorzystnego dla polskiej gospodarki kontraktu jamalskiego o 15
lat, do 2037 roku. Na szczęście również nie została podpisana umowa gwarantująca
Gazpromowi monopol korzystania z gazociągu jamalskiego w przesyle gazu do innych
państw UE w latach 2019-2045. Niepodpisanie przez Gazprom nowej umowy za przesył
(właściwie za darmo) przez polskie terytorium 30 mld m sześc. do 2045 r. jest w
gruncie rzeczy jedynym celem negocjacyjnym Kremla, który nie został jeszcze
osiągnięty. Rosjanie zagwarantowali sobie w podpisanej umowie gazowej w 2010 r.
zapis mówiący o możliwie jak najszybszym spełnieniu ich postulatu. Być może
obecnie prowadzone są w przyjacielskiej atmosferze pomiędzy polską a rosyjską
stroną "konsultacje" na temat ram gwarantujących Gazpromowi monopol na gazociągu
jamalskim w perspektywie do 2045 roku. Jeżeli tak nie jest, łatwo wyobrazić
sobie scenariusz kolejnego styczniowego kryzysu gazowego, który zostanie przez
Władimira Putina wykorzystany do zmuszenia Polski, by zawarła ten niekorzystny
kontrakt na przesył przez terytorium naszego kraju gazu do połowy XXI wieku.
W perspektywie uruchomienia za kilka lat w Polsce wydobycia gazu łupkowego na
skalę przemysłową kontrola Gazpromu nad gazociągiem jamalskim i jego pełna
monopolizacja oznaczać będzie również kontrolę nad potencjalnym polskim
eksportem gazu przez najbliższe kilkadziesiąt lat.
Tak czy owak Polska już od 8 listopada znajdzie się w gazowej pułapce Nord
Stream, której towarzyszyć będą z pewnością głosy postkomunistycznych środowisk
o konieczności tzw. przyłączenia się do tego projektu, co faktycznie już ma
niestety miejsce. Importowany gaz z południa i z zachodu będzie surowcem
przesłanym również Gazociągiem Północnym. A przy braku determinacji rządu
Donalda Tuska do dywersyfikacji dostaw gazu ziemnego do Polski stan, w którym
blisko 100 proc. importowanego do naszego kraju gazu stanowi surowiec rosyjski,
trudno nie mieć uzasadnionych obaw o bezpieczeństwo energetyczne i gospodarcze
Rzeczypospolitej. Po kapitulacji w ostatnich 4 latach rządu PO – PSL i wycofaniu
się z działań blokujących i opóźniających budowę Gazociągu Północnego, które z
powodzeniem były prowadzone w latach 2005-2007 przez rządy tworzone przez PiS,
jedynym ośrodkiem monitorującym działalność spółki Nord Stream jest szczecińska
obywatelska inicjatywa posła na Sejm RP Joachima Brudzińskiego i posła do
Parlamentu Europejskiego Marka Gróbarczyka, którzy uruchomili portal
www.gazociag-polnocny.pl dostarczający aktualnej wiedzy na temat Nord Stream.
Inicjatywa ta nabierze szczególnego znaczenia właśnie po 8 listopada 2011 r.,
kiedy to po uruchomieniu pierwszej nitki Gazociągu Północnego Polska faktycznie
znajdzie się w gazowej geopolitycznej pułapce Kremla.
Janusz Kowalski analityk ds. bezpieczeństwa energetycznego
Autor był członkiem Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego w Kancelarii
Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
