Kijem w aptekarzy?
Słyszymy, że zaatakował polskich aptekarzy profesor Uniwersytetu
Jagiellońskiego, posługując się słownikiem wyrazów obcych. Postulaty
Katolickiego Stowarzyszenia Farmaceutów Polskich, żądających uszanowania sumień
także tej grupy zawodowej, zostały określone przez prof. dr. hab. Jana Hartmana
jako przejaw "subiektywizmu", "solipsyzmu moralnego", "nihilizmu" i
"immoralizmu".
Oddychamy zatem z ulgą, że pan profesor, pomimo kandydowania do Sejmu razem z
towarzyszami z PRL, jest jednak przeciwny wymienionym poglądom. Omijać je należy
szerokim łukiem, wnioskując już z samego brzmienia oznaczających je słów. Wzięte
są one jednak z technicznego języka etyki i z tego powodu farmaceuci mają prawo
nie zrozumieć skierowanych do nich zarzutów. Czyżby pan profesor zamierzał
przekonać, czy też raczej ogłuszyć farmaceutów, uderzając ich obuchem
specjalistycznej terminologii? A może to jego pozycji należy przypisać
"subiektywizm", "nihilizm" i "immoralizm"?
Żąda on przecież od farmaceutów – niczym starożytny sofista Trazymach – tylko
postępowania zgodnie z życzeniami władzy, czyli też "społecznymi obowiązkami
(…), które nakłada na nas umowa o pracę", a nie zgodnie z własnym sumieniem,
czyli własnym rozumem. Dokładnie jednak w ten sam sposób tłumaczył swoje
postępowanie Adolf Eichmann, wykonujący skrupulatnie – jak sam zapewniał podczas
procesu – umowę o pracę. Zdaniem jego sędziów, nie wystarcza to do pozytywnej
oceny moralnej ludzkich działań. Tylko wtedy można by się zgodzić z życzeniami
prof. Hartmana, aby farmaceuci sprzedawali wszystko to, czego władza sobie
życzy, gdyby nie było możliwości uchwycenia obiektywnej prawdy o dobru, z którą
wszyscy powinni uzgodnić swoje postępowanie. Wtedy też sumienie byłoby
arbitralnym określaniem kierunku własnego działania, a co właśnie określamy jako
"subiektywizm etyczny" (w jednym ze znaczeń tego słowa). Na gruncie tych założeń
lekarz czy farmaceuta odwołujący się do swojego sumienia w celu niespełnienia
jakiegoś nakazu władzy (np. nakazu sprzedaży środków antykoncepcyjnych i
poronnych) rzeczywiście narzucałby reszcie społeczności swój własny autoprojekt
na życie i zasługiwałby na stawiany farmaceutom przez Hartmana zarzut
"arogancji".
Jeśli jednak odrzucamy subiektywizm etyczny, czyli jeśli uznajemy, że istnieje
obiektywna prawda o dobru, możliwa do odczytania przez każdą istotę rozumną i
zadana jej do respektowania, to wtedy zawsze i wszędzie należy się słuchać
własnego rozpoznania tej właśnie prawdy. Rozpoznania opartego na rzeczowych
argumentach, czyli własnego sumienia. W przypadku konfliktu z cudzymi
rozpoznaniami moralnymi (sumieniami) obowiązuje przegląd własnych argumentów i
bezwarunkowa zmiana werdyktu własnego sumienia, jeśli prawda jest raczej po
stronie adwersarza. Jeśli jednak ów przegląd "za" i "przeciw" zakończy się
potwierdzeniem własnego rozpoznania sytuacji, to pójście za życzeniem władzy, a
wbrew własnemu sumieniu, oznaczałoby gwałt na własnej rozumności, czyli gwałt na
własnym człowieczeństwie. Czyżby prof. Hartman wzywał do posługiwania się kijem
wobec chcących żyć rozumnie?
Marek Czachorowski
