Eurokraci nie odpuszczają

Kryzys grecki, panika na Wall Street, nerwowy szczyt UE w sprawie
ratowania wspólnej waluty, coraz ostrzejsza debata dotycząca budżetu UE na lata
2014-2020 – to informacje z pierwszych stron gazet w całej Europie. Wszystkie te
wydarzenia i zjawiska świadczą o tym, że coś się sypie w dotychczasowym porządku
Europy. Jednak eurokraci nie odpuszczają. Zamiast zmieniać system, by miał
ludzką twarz i był oparty na zdrowych podstawach moralnych oraz ekonomicznych,
próbują wykorzystać obecną sytuację, by przyspieszyć osiągnięcie swoich celów
politycznych i ekonomicznych. Niemcy konsekwentnie od lat chcą sprowadzić UE do
roli instrumentu ich dominacji w kontynentalnej Europie. Dlatego dążą do
przekształcenia Unii w zarządzane przez siebie superpaństwo, co ma stanowić
panaceum na obecną kryzysową sytuację.

Jerzy Buzek, przewodniczący Parlamentu Europejskiego, podczas czwartkowej
konferencji w sprawie budżetu Unii wypowiedział się charakterystycznie: "Unia
jest gospodarczym gigantem, ale ciągle jeszcze politycznym karłem". Z kolei
prof. Paweł Kozłowski z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN twierdzi, że
"rozwiązaniem może być tylko powołanie instytucji – nieważne, jak ją nazwiemy –
która będzie pełniła funkcję europejskiego rządu. Od tego nie da się uciec". Na
razie eurokraci dążą do maksymalnego opóźnienia bankructwa Grecji, by zyskać
kilka miesięcy, w trakcie których chcą dokapitalizować banki i zwiększyć
Europejski Fundusz Stabilności Finansowej. Oczywiście to wszystko będzie się
odbywało, jak zawsze, z pieniędzy europejskich podatników, w tym również z
naszych kieszeni.
Jednakże między Francją i Niemcami brak jest konsensusu w sprawie rozwiązania
kryzysu strefy euro. Wspólne jest jednak dążenie do stworzenia czegoś na kształt
europejskiego "rządu gospodarczego" o ogromnych kompetencjach. Doraźnie ta nowa
struktura władzy europejskiej, według Angeli Merkel, ma się opierać na
dotychczasowych traktatach europejskich uzupełnionych dodatkowo umową
międzyrządową obejmującą 17 krajów strefy euro. Docelowo umowa międzyrządowa ma
zostać włączona do ustawodawstwa unijnego, a jej istotą jest ograniczenie prawa
weta, gdyż według Berlina, nawet traktat lizboński daje zbyt mało władzy Niemcom
i Francji. Wprowadzenie tego planu w życie oznacza pogłębienie wasalizacji
Polski.
Ponieważ istotą istnienia Niemiec jest ekspansja, filozofia "zarządzania
kryzysowego" opiera się na przekonaniu, że "czerwonym alarmem" jest wszelkie
zatrzymanie ekspansji. Niemieccy politycy podkreślają, że dotychczas nie udało
się wypracować efektywnych mechanizmów kontrolnych tego, co dzieje się poza
obszarem narodowego państwa. Według nich, brakuje narzędzi do skutecznego
sterowania procesami globalizacyjnymi i kontrolowania tworzącej się sieci
powiązań i relacji, gdyż inaczej nie można zapanować nad sytuacją. I dlatego
potrzebny jest zinstytucjonalizowany organ władzy ponadnarodowej.
Czy jednak europejski rząd stanowi remedium na problemy współczesności? Czy
proponowane lekarstwo nie jest gorsze od choroby? Przecież oparte na wolnym
rynku państwa narodowe przyczyniły się do rozwoju demokracji i promocji praw
człowieka. Czy brnięcie w europejski projekt oparty na fałszywych i sztucznych
podstawach nie jest zarzewiem upadku Europy i zapowiedzią powstania nowego
rodzaju totalitaryzmu?

 

Jan Maria Jackowski

drukuj