Naprotechnologia współpracuje z naturą

Z dr. Philem Boyle´em, dyrektorem kliniki naprotechnologii w Galway w
Irlandii, rozmawia Agnieszka Żurek

Jest Pan jednym z prelegentów na międzynarodowej konferencji w Białymstoku
poświęconej godności życia. Jakie widzi Pan różnice w podejściu do pacjenta w
metodzie leczenia niepłodności, jaką jest naprotechnologia, i w technice
zapłodnienia in vitro?

– Lekarze zajmujący się naprotechnologią stoją na stanowisku, że życie powinno
mieć początek w miłości, w trakcie współżycia kochających się małżonków. Wymaga
tego godność człowieka. Jeśli zaś chodzi o in vitro, to uważamy, że z samego
faktu, iż coś jest technicznie możliwe, nie wynika jeszcze, że można to robić,
zwłaszcza gdy sprzeciwia się ludzkiej godności. Pewne sprawy w życiu – a dotyczy
to szczególnie spraw związanych z początkiem życia i jego końcem – wymagają
szczególnej delikatności i troski, a przede wszystkim naszej obecności. Według
mnie, nie ma niczego bardziej osobistego niż akt poczęcia dziecka, który jest
aktem wielkiej bliskości i intymności małżonków. Zapraszanie technika do udziału
w akcie poczęcia dziecka jest naruszeniem zarówno jego godności, jak i godności
rodziców. Dlatego robimy wszystko, co możliwe, aby umożliwić parze naturalne
poczęcie dziecka na drodze zjednoczenia wypływającego z miłości. Nie szukamy
substytutów dla tego aktu. Mamy świadomość tego, że to nie lekarz jest Stwórcą.

Kim są pacjenci odwiedzający Pańską klinikę?
– Na ogół są to kobiety mające trudności z zajściem w ciążę, często po
wielokrotnych poronieniach, pary po nieudanych próbach zapłodnienia metodą in
vitro, kobiety samotne, cierpiące na zespół napięcia przedmiesiączkowego czy też
zmagające się z depresją poporodową bądź chorujące na zespół policystycznych
jajników (PCOS) lub endometriozę. Szczególnie tym ostatnim jesteśmy w stanie
zapewnić bardzo efektywną pomoc. Rocznie otrzymujemy ok. 300 pozytywnych testów
ciążowych.

Jaki procent pacjentów kliniki Galway stanowią pary rozczarowane próbami
zapłodnienia metodą in vitro?

– Około 1/3 naszych pacjentów próbowało wcześniej metody in vitro. Szkoda, że
osoby te nie skorzystały z naprotechnologii, tym bardziej że według naszych
obserwacji jest ona skuteczniejsza u tych pacjentów, którzy przychodzą do nas,
zanim jeszcze podejmą próby zapłodnienia in vitro.
Naprotechnologia jest metodą związaną z katolickim systemem wartości. Jej
dobrodziejstwa nie są zarezerwowane wyłącznie dla osób identyfikujących się z
katolicyzmem, ale korzystać mogą z niej wszyscy. Lekarze stosujący
naprotechnologię szanują życie od poczęcia, czego nie można powiedzieć o
stosujących metodę in vitro.

Czym szczególnym wyróżnia się naprotechnologia?
– Ta metoda polega na współdziałaniu z naturą. Nie rozpatrujemy niepłodności
naszych pacjentów w oderwaniu od ogólnego stanu ich zdrowia. Dzięki temu, kiedy
już znajdziemy przyczynę niepłodności np. kobiety i jej zaradzimy, poprawiamy
tym samym stan zdrowia całego jej organizmu, co zwiększa jej szanse nie tylko na
poczęcie, ale także na szczęśliwe donoszenie ciąży i urodzenie zdrowego dziecka.
Posłużę się tu konkretnym przykładem. W Stanach Zjednoczonych statystyczny
ginekolog wykrywa endometriozę jako przyczynę niepłodności jedynie w 7 proc.
przypadków, podczas gdy lekarze zajmujący się naprotechnologią wykrywają ją aż w
70 proc. przypadków. Lekarze zajmujący się naprotechnologią szukają zawsze
korzeni problemu.

Powiedział Pan kiedyś, że dzięki naprotechnologii poprawiają się także
relacje małżeńskie, stosowanie metody in vitro może z kolei wpływać na nie
negatywnie. Jaka jest tego przyczyna?

– Problemy z poczęciem zawsze wiążą się z pewnego rodzaju traumą. W
naprotechnologii para wspólnie pracuje nad jej przezwyciężeniem. Jeśli poprawia
się zdrowie kobiety bądź mężczyzny, jednocześnie poprawia się także zdrowie
pary. Leczymy niepłodność małżeństwa, a nie poszczególnych osób. W ten sposób
unikamy mówienia o jakiejkolwiek "winie", do czego często dochodzi wówczas, gdy
rozpatrujemy niepłodność w kategoriach indywidualnych. Naprotechnologia zakłada
całościowe spojrzenie na człowieka, wymaga poważnych analiz, ponieważ
niepłodność może być związana z bardzo wieloma czynnikami – może to być kwestia
hormonów, czasem problem wymaga interwencji chirurgicznej, nierzadko czynnikiem
uniemożliwiającym zajście w ciążę jest endometrioza, niski poziom endorfin,
infekcja, a nawet… niewłaściwa dieta. Kiedy uda nam się ustalić źródło
problemu i go rozwiązać, pacjentka może szczęśliwie zajść w ciążę nie raz, ale
nawet kilka razy.

To kolejna różnica między naprotechnologią a in vitro?
– Tak, ponieważ naprotechnologia prowadzi do znalezienia źródła problemu. Kiedy
już je zlokalizujemy, nic nie stoi na przeszkodzie, aby małżeństwo mające
wcześniej problemy z poczęciem dziecka zamieniło się w wielodzietną rodzinę.
Innym ważnym aspektem związanym z naprotechnologią jest to, że dzięki obserwacji
organizmu pozwala ona także na wykrycie nieprawidłowości związanych z cyklem
także przed podjęciem prób poczęcia dziecka i na ewentualne zapobieżenie
poronieniom, przedwczesnym porodom czy innym powikłaniom ciąży. Wspólnie
wykonywane obserwacje pomagają małżonkom nawiązać głębszą komunikację.

W jaki sposób samopoczucie psychiczne małżonków wpływa na ich płodność?
– Jeżeli mówimy o naturalnym poczęciu, ten czynnik jest bardzo istotny. Kiedy
presja zajścia w ciążę jest zbyt duża, efekt bywa odwrotny. Stres nie służy
płodności. W naprotechnologii celem, do którego dążymy, są szczęśliwi, kochający
się ludzie, którzy lubią ze sobą przebywać. Mówimy często, że przedmiotem
naszego zainteresowania jest para, a nie "efekt", jakim ma być poczęcie dziecka.
Bardzo często zdarza się, że kobieta zachodzi w ciążę niedługo po tym, kiedy
małżonkowie zaprzestają "starań" o dziecko. W naszej praktyce lekarskiej
pomagamy parom w ich problemach natury psychologicznej, podpowiadamy, jak radzić
sobie ze stresem.

Wspominał Pan także o roli diety w leczeniu niepłodności. Chyba rzadko kiedy
wiążemy ze sobą te dwa zagadnienia?

– Przez pierwsze sześć czy siedem lat naszej praktyki lekarskiej nie
analizowaliśmy związku diety z płodnością. Po upływie tego czasu zdarzyło nam
się pracować z pewną parą mającą trudności z zajściem w ciążę. Stosowane przez
nas metody nie przynosiły pozytywnych rezultatów. Efekt przyniosła dopiero
radykalna zmiana diety. Po jej dokonaniu nasza pacjentka zaszła w ciążę w wieku
43 lat i urodziła zdrowe dziecko.

Czy istnieje dieta "sprzyjająca" zajściu w ciążę?
– Sprzyja temu wyeliminowanie alergii pokarmowych. Naszym pacjentkom wykonujemy
badanie krwi, dzięki któremu możemy poznać, na jakie pokarmy dana osoba jest
uczulona, po to, by usunąć je z diety. Dzięki temu nie błądzimy po omacku.
Najczęściej uczulającymi produktami są mleko i jego przetwory.

Jaką przyszłość ma przed sobą naprotechnologia?
– Postrzegam ją w jasnych barwach. Jestem pewien, że tą metodą uda nam się pomóc
jeszcze wielu małżeństwom mającym trudności z poczęciem dziecka. Wiele moich
pacjentek, gdy dowiaduje się o naprotechnologii, mówi: "To jest dokładnie to,
czego szukałam od lat!". Wiele z nich skarży się także na zbyt powierzchowne
podejście tradycyjnej medycyny do problemu niepłodności.

Kto jest najbardziej oporny wobec naprotechnologii?
– Lekarze. Wynika to z ich przyzwyczajenia do funkcjonowania w obrębie pewnych
schematów. Ludwik Pasteur też nie od razu przekonał lekarzy, że mycie rąk przed
operowaniem pacjenta zmniejsza ryzyko wystąpienia u niego zakażeń
pooperacyjnych. Czasami bardzo proste rozwiązania proponowane w medycynie
musiały czekać wiele lat, zanim zostały wprowadzone w życie. Naprotechnologia
nie jest tu wyjątkiem. Opór lekarzy warto jednak przełamać – naprotechnologia
pozwala na poczęcie dziecka w najbardziej właściwy sposób, w pełnym poszanowaniu
ludzkiej godności.

Do przełamania oporu potrzebna jest także odpowiednia edukacja. Jak
przyjmowane są publikacje z dziedziny naprotechnologii?

– Nasza pierwsza publikacja na ten temat była odrzucana sześć razy, zanim w
końcu udało nam się ją wydać. Naprotechnologia bywa krytykowana także z tego
powodu, iż jest metodą zgodną z wiarą katolicką, a to z kolei stoi w
sprzeczności ze światopoglądem części środowiska medycznego opowiadającego się
za stosowaniem metody in vitro, antykoncepcji i aborcji. O niepopularności
naprotechnologii przesądza również fakt, że nie można zbić na niej fortuny tak
jak na stosowaniu metody in vitro.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj