Wyborcy PiS zostali w domu
Wyniki wyborów są zgodne z Pana przewidywaniami?
– Pewne liczby mnie zaskoczyły, inne – nie. O ile wynik PiS nie zaskoczył mnie
zbyt mocno – spodziewałem się około 30 procent, o tyle zaskakujący był dla mnie
odsetek głosów oddanych na PO – tu spodziewałem się jednak mniejszego dystansu.
Sondaże wskazywały także, że będzie to góra 35 procent. Okazało się też, że
wyniki sondaży dotyczące Ruchu Palikota nie były tylko działaniem PR, ale
przekuły się na rzeczywistość. Nie dziwi mnie natomiast wynik PSL – tego się
spodziewałem. Co do SLD, został on wyraźnie osłabiony przez Ruch Palikota i PO.
Zwycięzcami są zatem Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe i Ruch
Palikota.
Co przesądziło o wygranej Platformy?
– Bardzo dobry wynik PO to skutek kilku czynników. Najważniejsze z nich to
sprzyjające otoczenie medialne, dobry PR i wreszcie – o czym nie można zapominać
– wychodzenie, przynajmniej w sferze wizerunku, naprzeciw potrzebom elektoratu
oraz rozmaitych grup interesu.
Z kim PO zawiąże koalicję – z Pawlakiem czy Palikotem?
– Moim zdaniem Donald Tusk koalicję z Palikotem rozważy w ostateczności.
Dlaczego?
– Z kilku powodów. Po pierwsze, taka koalicja byłaby o wiele bardziej zyskowna
dla Palikota niż dla PO. Byłby on koalicjantem na pewno o wiele bardziej
roszczeniowym niż PSL. Po drugie, jego działania mogłyby, przynajmniej po
części, dyskredytować Platformę, natomiast działać na jego korzyść. Wydaje się,
że funkcja Palikota w obecnym Sejmie będzie dwojaka. Będzie przede wszystkim
odgrywał rolę straszaka. Platforma będzie mogła zawsze pogrozić, że ma pewną
alternatywę, jeśli chodzi o wybór koalicjanta, względem PSL. Ruch Palikota
będzie też przedstawiany jako jedna z dwóch głównych partii opozycyjnych. Co
więcej, może być pochwalany jako opozycja konstruktywna, w przeciwieństwie do
PiS. Jeśli ugrupowanie to okrzepnie jako partia polityczna, to może się okazać,
że w przyszłych wyborach osiągnie jeszcze większe poparcie niż obecnie. Obecnie
jednak nie spodziewam się wejścia Ruchu Palikota do koalicji rządzącej.
To ugrupowanie musi jednak jakoś zaistnieć.
– Sądzę, że będą to raczej media.
A jak akolici Palikota będą zachowywali się w głosowaniach?
– Spodziewam się głosowania w niektórych sprawach zgodnie z PO, a przeciwko
bardziej konserwatywnej części Sejmu. Chodzi o kwestie moralne i takie, w
których istotne są przekonania religijne. W sytuacji gdy nagle okaże się, że PO
nie zarządza dyscypliny w głosowaniu, posłowie Ruchu Palikota będą głosować z
większością PO i SLD, wspierając rozwiązania permisywne.
W jakiej sytuacji znalazło się Prawo i Sprawiedliwość?
– W najbliższym czasie nie czekają nas żadne wybory, więc najprawdopodobniej PiS
zejdzie na drugi plan. W tym momencie nie ma potrzeby grania tzw. kartą
antypisowską. Natomiast w momencie zbliżania się kolejnych wyborów niewątpliwie
nastąpi powrót do straszenia Prawem i Sprawiedliwością. Wyniki tych wyborów
pokazują aż nadto jasno, że ta metoda się sprawdziła.
Frekwencja wyborcza była nieco wyższa od tej, którą prognozowały ośrodki
sondażowe.
– Uważam, że to efekt mobilizacji elektoratu w ciągu ostatniego tygodnia
kampanii wyborczej. Różnica między PO a PiS, która tydzień temu była
kilkuprocentowa, zrobiła się teraz blisko dziesięcioprocentowa. Moim zdaniem
wszystko zaczęło się od pojawienia się Jarosława Kaczyńskiego w programie
Tomasza Lisa. Od tego momentu Platforma przeszła do metod sprawdzonych, czyli
werbowania wyborców strachem i zachęcania do głosowania na "święty spokój". I na
tym wygrała.
Prawo i Sprawiedliwość pod względem reprezentacji parlamentarnej pozostało
właściwie bez zmian w stosunku do poprzedniej kadencji.
– Nawet trochę poprawiło swoją pozycję. Nie jest to sukces, ale nie jest też
klęska. Jedyna partia, która weszła do parlamentu i jednocześnie poniosła
klęskę, to SLD. Uważam, że gdyby PiS wygrało z PO, dajmy na to, jednym
procentem, byłoby w sytuacji może gorszej niż obecnie. Pojawiałaby się presja
poszukiwania koalicjantów, a tych by nie było. Nie wyobrażam sobie koalicji
egzotycznych typu PiS z SLD i PSL czy PiS z PO. Jeśli chodzi o poparcie dla PiS,
to utrzymane zostało status quo. Nie nastąpiło tu żadne tąpnięcie. Należy
podkreślić, że kampania Prawa i Sprawiedliwości była bardzo profesjonalna, ale
wyciszająca. To spowodowało, że frekwencja wyborcza w niektórych okręgach, w
których PiS osiągnęło dość dobre wyniki, była niższa niż w roku 2007. Innymi
słowy: część wyborców, która cztery lata temu głosowała na PiS, teraz została w
domu. Stało się tak, ponieważ kampania nie była zbyt intensywna. Prawo i
Sprawiedliwość nie postawiło na dynamikę. Trudno jednak powiedzieć, czy bardziej
intensywna kampania by coś zmieniła, jeśli idzie o ogólny wynik wyborów.
Dziękuję za rozmowę.
