Cichy zwycięzca przegranej batalii
Za nami trwająca półtora miesiąca debata sejmowa nad społecznym projektem
ustawy o całkowitej ochronie życia ludzkiego. Czego udało się dokonać, a czego
nie, i co jeszcze przed nami? – oto niektóre z pytań, jakie pojawiają się po
głosowaniu parlamentarzystów. 186 posłów uznało, że życie jest najwyższą
wartością, i śmiało stanęło w obronie najsłabszych. 191 posłów nie ceni wartości
życia zbyt wysoko i nie przejęło się losem bezbronnych obywateli państwa
polskiego. 31 nie spełnia cywilizowanych norm życia społecznego i głosowało za
zdehumanizowanym projektem Sojuszu Lewicy Demokratycznej, zakładającym możliwość
zabicia dziecka na życzenie. Można więc zaryzykować tezę, że parlamentarzystom
udało się pięcioma głosami uratować tzw. kompromis aborcyjny. Kompromis, który
oznacza usankcjonowaną majestatem prawa śmierć kilkuset dzieci rocznie, głównie
ze względów eugenicznych. To przykre, że zabrakło tych pięciu sprawiedliwych.
Nie psuć status quo?
Warto jednak przypomnieć, że jeszcze niedawno wspomniany kompromis był "wielkim
osiągnięciem" ruchów pro-life. Rzeczywiście – w porównaniu do stalinowskiego
prawa traktującego aborcję jako środek antykoncepcyjny uchwalenie obecnie
obowiązującej ustawy było krokiem naprzód. Jednak wciąż dopuszcza ona zabijanie
dzieci przed urodzeniem i jako taka jest prawem, które "stawia człowieka wobec
poważnej i konkretnej powinności przeciwstawienia się mu" (bł. Jan Paweł II,
Evangelium vitae, 73). Tymczasem w mainstreamowych mediach dominowały głosy
komentatorów broniących obowiązujących obecnie rozwiązań. Jeszcze dwa miesiące
temu paraliżowani strachem "kompromisowcy" straszyli ofensywą lewicy i czarnymi
scenariuszami liberalizacji ustawy aborcyjnej. Odradzano nam wielokrotnie,
abyśmy nie zepsuli obecnego status quo. Ich lęki nie urzeczywistniły się – choć
lewica zgłosiła projekt wprowadzający aborcję na życzenie, poparło go… 31
osób. To ok. 7 proc. posłów.
Społeczeństwo pro-life
Sejmowe głosowania ujawniły wielkość zmian, jakie zaszły w stosunku opinii
publicznej do aborcji, oraz znaczenie obywatelskiego nacisku na
parlamentarzystów. Dziś stanowisko sprzeciwiające się aborcji staje się
standardem społecznym. Nie zawsze tak było. Badania socjologiczne na temat
nastawienia opinii publicznej do tematu aborcji w latach 1993-2009 pokazują, że
w okresie od 1993 do 2005 roku przeważały postawy proaborcyjne. Około 2/3
respondentów deklarowało takie stanowisko. Jednak przez te wszystkie lata trwała
nieustanna akcja informacyjna o rujnujących człowieka i społeczeństwo skutkach
aborcji, a także o tym, czym w istocie ona jest. Społeczeństwo zostało
poinformowane, jak aborcja wygląda, dowiedziało się, że jest to morderstwo na
niewinnej osobie, które – przeprowadzane systematycznie i na dużą skalę –
nabiera znamion ludobójstwa. Wielu ludzi uznało, że aborcja jest w cywilizowanym
świecie skandalem, a mordowanie niewinnych domaga się gwałtownego protestu i
bezkompromisowego świadectwa na ten temat. W 2005 roku pierwszy raz zanotowano
przesunięcie w deklaracjach respondentów. W 2009 roku już 83 proc. społeczeństwa
zadeklarowało postawy pro-life. Jednak w marcu br., kiedy rozpoczęto zbieranie
podpisów, żadna z partii politycznych nie była zainteresowana tematem całkowitej
ochrony życia ludzkiego.
"Zadzwoń do posła"
Wydawało się, że zebranie wymaganych 100 tys. podpisów pod projektem będzie
zadaniem bardzo trudnym. Tymczasem okazało się, że potrzeba było zaledwie dwóch
tygodni, aby uzyskać 600 tys. podpisów, dzięki czemu ta inicjatywa obywatelska
stała się jedną z największych w historii Polski po roku 1989. Naturalną
konsekwencją rozpoczęcia prac legislacyjnych nad projektem była akcja "Zadzwoń
do posła" – zachęcaliśmy każdego, dla kogo troska o życie jest ważnym
zagadnieniem, aby skontaktował się ze swoimi reprezentantami w Sejmie i
przekonywał ich do poparcia projektu. Nacisk społeczny w obliczu zbliżających
się wyborów uzmysłowił wielu osobom i środowiskom prawdziwą odpowiedzialność
całego społeczeństwa za dobro wspólne, którego podstawowym elementem jest troska
o życie ludzkie. Kampanie "Stop aborcji" i "Zadzwoń do posła" uświadomiły, że
należy śmiało artykułować swoje postulaty, a ich realizacją powinni zająć się
reprezentanci lokalnych społeczności: posłowie i senatorowie, wybrani właśnie po
to, aby służyć Polsce i jej obywatelom, dla których niezbywalne wartości moralne
znajdują się w centrum myślenia o życiu publicznym. Istota rzeczy polega na tym,
aby zrozumieć, że chodzi o postawy poszczególnych ludzi, nie partii
politycznych. Po wynikach ostatnich głosowań sejmowych widać, że ludzi prawego
sumienia można znaleźć w każdej, poza SLD, partii politycznej. Oznacza to, że
sprawy zasadnicze mogą łączyć cały parlament i wykraczają poza granice
partyjności.
Milczący olbrzym wydał pomruk
Zebranie podpisów i wywarcie społecznego nacisku na posłów było wspólnym
sukcesem osób zaangażowanych w działalność obywatelską. Ten sukces był możliwy
dzięki pracy organizacji prorodzinnych, ruchów religijnych i nieformalnych grup
aktywnych w społecznościach lokalnych, na co dzień zajmujących się różnymi
sprawami. Dyskusje, wątpliwości i cenne rady wywołały pozytywne skutki. Wspólne
działania przyniosły efekty, a życie zweryfikowało lepsze i gorsze koncepcje.
Wypłynęliśmy na szersze wody współpracy, ale i horyzont spraw, jakie przed nami
stoją, wydaje się bardziej rozległy. Padały przestrogi o nieprzychylności mediów
głównego nurtu. O bagatelizowaniu przez nie sprawy. To wszystko prawda, lecz o
tym wiadomo od wielu lat. Trzeba uwzględnić te smutne fakty i stale pracować nad
skutecznymi formami komunikowania się ze społeczeństwem. Jednak wiele już się
udało. Współpraca z mediami katolickimi przyniosła oczekiwane korzyści. Ostatnie
działania pokazały, że media te i komunikacja wewnętrzna w grupie zdeklarowanych
katolików mają bardzo duże znaczenie. To wzajemne oddziaływanie buduje poczucie
wspólnoty, aktywizuje i zachęca do działania według zasady: "Informuj, integruj,
inspiruj". Nie można nie wspomnieć w tym miejscu o znaczeniu wspólnot
parafialnych. Relacje z parafialnymi grupami i ich zaangażowanie było podstawą
sukcesu zbierania podpisów i to niewątpliwie jest cichy zwycięzca tej wielkiej
batalii – milczący dotąd olbrzym wydał pierwszy pomruk. To jednak dopiero
początek, pierwsza potyczka budzącej się społeczności obywatelskiej.
Prawo do życia dla wszystkich
Niestety, mimo iż tak radykalnie zmienił się klimat społeczny i nastawienie
opinii publicznej w stronę postaw pro-life, dzieci wciąż będą zabijane. To się
nie zmieniło. To nasza porażka. To porażka nas wszystkich jako społeczeństwa,
które nadal lokuje się wśród społeczności barbarzyńskich, gdzie aborcja,
eugenika czy sodomia wyznaczają normy cywilizacyjne. Okazało się, że dla 191
naszych reprezentantów wartości konstytuujące cywilizowaną społeczność wciąż nie
są ważne, a głos 600 tys. Polaków można zignorować. Możemy to jednak zmienić.
Możemy to zmienić sami. Możemy to zmienić w krótkim czasie. W tym momencie rodzi
się pytanie, jak może się to stać. Dlaczego, jeśli to takie proste, nikt tego
nie zrobił wcześniej? Na to pytanie nie znamy odpowiedzi. Jednak zbliżają się
wybory parlamentarne, 9 października sami zadecydujemy, na kogo oddamy głos.
Środowe głosowanie może pomóc nam podjąć decyzję, kogo wybierzemy do służby
naszemu Narodowi, tak aby z chwilą objęcia poselskiego i senatorskiego
stanowiska nie zapomniano o tym, do czego zobowiązuje mandat. Przed nami
niezwykle istotny czas. Mamy pięć tygodni, żeby przekonać rodzinę, przyjaciół i
znajomych, aby głosowali na ludzi sumienia, aby głosowali na kandydatów
przyjaznych życiu i rodzinie. Wkrótce zostaną opublikowane nazwiska kandydatów,
którzy podpiszą Certyfikat Kandydata Przyjaznego Życiu i Rodzinie. Certyfikaty
pomogą nam odnaleźć na listach wielu ugrupowań osoby, dla których troska o życie
i rodzinę leży w centrum myślenia o służbie publicznej. Przyszłość Polski nie
zależy od barw partyjnych, tylko od wyborców i postaw naszych przyszłych
reprezentantów. Za pięć tygodni Polska może być inna. Za pięć tygodni Polska
może być lepsza. My o tym zadecydujemy.
