Niedobrze zamiatać pod dywan
Z mecenasem Piotrem Pszczółkowskim rozmawia Anna Ambroziak
Jakie konsekwencje ponosi prokurator, który wie o przestępstwie i nie
reaguje?
– Jeżeli prokurator nie podejmuje czynności zmierzających do wyjaśnienia
przestępstwa, to jest to niedopełnienie obowiązków służbowych. Kwestię tę
reguluje art. 231 kodeksu karnego plus cała gama przepisów regulujących
postępowanie dyscyplinarne wobec prokuratora. Tu należy rozróżnić dwie
płaszczyzny: każdy obywatel, również prokurator, podlega odpowiedzialności
karnej za przestępstwo urzędnicze – kiedy jest urzędnikiem. Dodatkowo
prokuratura jest specyficznym urzędem, który ma własne regulacje i własne
postępowania dyscyplinarne, własne kary dyscyplinarne. Są one ujęte w pewną
gradację: od najłagodniejszych nagan po wydalenie ze służby.
Od czego to zależy?
– Jeżeli w trakcie postępowania zebrano materiał, który uzasadnia
prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa, to prokurator, który to śledztwo
prowadzi, powinien dokonać analizy, czy takie przestępstwo miało miejsce, i
podjąć jakieś starania w kierunku wyjaśnienia tego przestępstwa. Jeżeli
świadkowie mówili, że dochodzi do naruszenia prawa w konkretnych sytuacjach, to
prokuratura wojskowa miała obowiązek wszcząć postępowanie i zakończyć je decyzją
merytoryczną: albo postawieniem zarzutów osobom, które to prawo łamały, albo
umorzeniem postępowania, gdyby się okazało, że to jest nieprawda.
Ma znaczenie to, czy konkretne problemy sygnalizuje świadek czy podejrzany?
– To są różnice, ale nie na zasadzie wewnętrznej.
To znaczy?
– Jeżeli świadek mówi źle o sobie, tj. mówi coś, co może naprowadzić na jego
odpowiedzialność karną, a potem staje się podejrzanym, to potencjalnie nie można
tego wykorzystywać w procesie przeciwko niemu. Natomiast jeśli mówi źle o kimś
innym, to nie ma znaczenia, czy on to mówi w charakterze podejrzanego, czy
świadka. Jeżeli to, co mówi, dotyczy potencjalnej odpowiedzialności karnej osoby
trzeciej, to jego status z formalnego punktu widzenia nie ma żadnego znaczenia.
Podejrzani wbrew pozorom są cenniejszym źródłem dowodowym niż świadkowie. Taki
skruszony podejrzany ma więcej do powiedzenia niż pani czy ja.
Prokurator może zdecydować o przedłużeniu konkretnego śledztwa, nie znając
akt sprawy?
– Absolutnie nie. Każde dochodzenie czy śledztwo musi się zakończyć w określonym
czasie. Prokurator, który je przedłuża, musi sprawdzić, czy istnieją ku temu
warunki. By mógł wydać jasne wytyczne, musi więc de facto akta sprawy
przeczytać. Wniosek składa prokurator referent do prokuratury wyższego szczebla.
Za wnioskiem idą akta sprawy. Prokurator podejmuje decyzję w sprawie, więc musi
mieć wgląd w te akta. Więc teraz prokurator nie może się tłumaczyć, że sprawy
nie pamięta. Jeżeli jest jego podpis, to świadczy o tym, że się ze sprawą
wnikliwie zapoznał. A przynajmniej tak powinno być. Można też ująć to inaczej –
sprawa specpułku, szkoleń, zaniedbań jest roztrząsana od ponad roku. Pułkownik
Szeląg był już wtedy w prokuraturze okręgowej, więc te sprawy powinny mu się
były skojarzyć.
Jeden z pilotów zeznał o przypadkach łamania regulaminu lotów, przekraczaniu
czasu pracy etc.
– Jeżeli ktoś lata więcej, niż przewidują to normy, jest to skandal. Ale nie
jest to tylko i wyłącznie naruszenie zasad przez pilota. Dlatego prokurator nie
powinien tej sytuacji pozostawić bez reakcji. Jeżeli mówią mu świadkowie lub
podejrzani w sprawie, że dochodzi do łamania prawa, obowiązkiem prokuratora jest
wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Gdyby nie zostało to zrobione, doszłoby
do naruszenia obowiązków. Jeżeli ktoś w śledztwie mówił wcześniej o pewnych
brakach, na które teraz wskazuje komisja Jerzego Millera, to supozycja jest
taka, że można było katastrofy smoleńskiej uniknąć. A po drugie, nasuwa się
pytanie, czy prokuratura wojskowa nie prowadzi śledztwa smoleńskiego tak samo,
jak prowadziła tamto. Ale można wyciągnąć też inne wnioski – że teraz
prokuratura oskarża tych pilotów, którzy sygnalizowali problem już wcześniej.
Sytuacja się odwraca.
Piloci skarżyli się na naciski Leszka Millera. "Naciski" są penalizowane?
– Można to ująć jako podżeganie do popełnienia przestępstwa. Piloci mają złamać
procedury, a w konsekwencji narażą samego premiera. To też sprawa do zajęcia się
przez prokuraturę. Prokuratura powinna zbadać, czy skutkiem złamania regulaminu
lotów nie było narażenie tych wszystkich ludzi, którzy podróżowali razem z
premierem Leszkiem Millerem. Prokuratura jest od tego, żeby ścigać wszystko, co
nosi znamiona przestępstwa.
Dziękuję za rozmowę.
