Co zostanie z tych dni?

Kościół w Hiszpanii i na świecie przeżył właśnie kolejną z wielkich wizyt
apostolskich Benedykta XVI. Po światowym spotkaniu rodzin w Walencji, po pobycie
Papieża w Barcelonie i poświęceniu Sagrada Familia tym razem Ojciec Święty
spotkał się z milionami młodych podczas madryckich Światowych Dni Młodzieży.
Wyraźnie więc widać, że Hiszpania jest dla Papieża polem szczególnie istotnym,
jeśli chodzi o sytuację Kościoła.

Wbrew doniesieniom dominującym w poprzedzających pielgrzymkę komentarzach mediów
światowych, która starały się ukazać papieskie przesłanie jako jedynie wielką
polemikę z ideologicznym zapleczem hiszpańskiego rządu socjalistycznego premiera
Zapatero, w ciągu całego pobytu Papieża w Hiszpanii ani jednym bezpośrednim
słowem nie odniósł się on do polityki władz ani zbliżających się wyborów. To
antypapiescy demonstranci starali się upolitycznić tę wizytę oraz czas modlitwy
młodzieży z całego świata, protestując przeciwko pobytowi Benedykta XVI z
powodów ideologicznych.
Papieskie przesłanie było przede wszystkim pozytywne – wzywało młodzież do
głębszego i prawdziwszego przeżywania wiary oraz do odważnego dawania świadectwa
we współczesnym społeczeństwie, którego kultura oparta jest na relatywizmie. Jak
mówił Ojciec Święty w ostatnim dniu swojego pobytu w Madrycie, jego młodzież to
ludzie, którzy podążają pod prąd pośród społeczeństwa, w którym panuje kultura
relatywistyczna, rezygnująca z poszukiwania i posiadania prawdy. Jednak
jednocześnie ten nonkonformizm nie jest jakimś absurdalnym poświęceniem ze
strony młodych katolików. Jest to warunek ich osobistego szczęścia – budowania
osobistej relacji z Bogiem. Papież wielokrotnie dopominał się, by pamiętać, że
rzeczywistość jest racjonalna i sensowna – zgodnie z Bożym zamysłem, i że nie
należy w życiu kierować się fałszywą spontanicznością sprzeczną z ładem
moralnym.

Tajemnica radości i jedności
Chyba najczęściej powtarzanym w Madrycie przez Papieża słowem była "radość".
Radość, którą Ojciec Święty poleca młodym katolikom odnajdywać w pełnieniu woli
Bożej, w wierności własnemu powołaniu, nierzadko w cierpieniu – radość, która
jest czymś głębszym niż doraźna przyjemność, a która towarzyszy prawdziwemu
szczęściu człowieka. Papież, opisując prawdziwą egzystencję człowieka, używał
wyrazów skazanych we współczesnej kulturze na zapomnienie, jak "wierność" czy
"powołanie". Przypominał o godności, jaka towarzyszy cierpieniu i ubóstwu,
nawoływał do społecznej solidarności, która wychodzi na dobre nie tylko
słabszemu, ale także silniejszemu, nie tylko wspieranemu, ale także temu, kto
wspiera…
Z drugiej strony Papież zauważył, że "za Jezusem nie można pójść samemu" –
trzeba żyć we wspólnocie Kościoła, nie tworzyć sobie jakiejś prywatnej,
indywidualnej religii. Dotyczy to nie tylko życia w Kościele jako wspólnocie
religijnej, ale także życia społecznego. Nieprzypadkowo Benedykt XVI wspominał w
swoim orędziu na Światowy Dzień Młodzieży, że "obecna kultura (…) przede
wszystkim na Zachodzie dąży do wykluczenia Boga bądź do uznania wiary jako
sprawy prywatnej, bez żadnego wpływu na życie społeczne". Niewątpliwie Papież
proponuje młodzieży walkę o kulturę i o religijną tożsamość zarówno Hiszpanii,
jak i każdego innego ze współczesnych społeczeństw.
Głęboka zmiana kultury właśnie w papieskiej wizji powinna umożliwić budowanie
cywilizacji miłości, cywilizacji, która pozostaje w sprzeczności z
"powierzchownością, hedonizmem i konsumizmem", z "banalnością w przeżywaniu
seksualności", z brakiem solidarności.
Ten papieski apel o walkę o kulturę jest poważnym wyzwaniem, jakie staje przed
młodym pokoleniem katolików. Szczególnie zwracał się Papież do kluczowych grup,
które mają pomagać młodym uczestniczyć w tej walce. Wzywał duchownych do
poważnego traktowania swojego powołania, wykładowców uniwersytetu do rezygnacji
z hołdowania utylitarnej wizji edukacji i powrotu do korzeni uniwersytetu, tj.
do służby prawdzie. Przemawiał do sióstr zakonnych, wskazując na godność stanu
konsekrowanego. W pożegnaniu, zwracając się do króla i władz hiszpańskich,
Ojciec Święty przypominał, że "Hiszpania jest wielkim państwem, które w zdrowo
otwartym, pluralistycznym i naznaczonym szacunkiem współżyciu społecznym potrafi
i może się rozwijać, nie rezygnując ze swej duszy głęboko katolickiej i
religijnej".

Przyszłość w młodych rękach
Można postawić sobie pytanie, jakie będą bezpośrednie owoce zakończonego właśnie
wielkiego święta katolickiej młodzieży w Hiszpanii. Nie należy się spodziewać,
by zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki życie publiczne za
Pirenejami. Być może najbliższe wybory zakończą się porażką socjalistów Zapatero,
dążących do radykalnej rewolucji kulturalnej i obyczajowej, ale ewentualni
zwycięzcy – ich rywale z Partii Ludowej, niewiele różnią się od swoich
lewicowych konkurentów. Pamiętajmy, że w dyskusjach nad przyznaniem układom
homoseksualnym statusu "małżeństw" od socjalistów dzieliła ich jedynie kwestia
przyznania homoseksualistom prawa do adopcji dzieci, a wśród przywódców tej
partii jest niemal tyle samo osób rozwiedzionych jak wśród lewicy.
Kościół hiszpański też nie pozbędzie się z dnia na dzień swoich problemów – nie
przybędzie mu np. nagle seminarzystów i kandydatów do kapłaństwa, których tak
bardzo potrzebuje. Jednak masowy udział młodych hiszpańskich katolików w tym
radosnym spotkaniu z Papieżem, ich wielokrotna przewaga, wyrażająca się nie
tylko w liczbach, ale także w duchowej dojrzałości, nad wyjątkowo
zdeterminowanymi i medialnie nagłaśnianymi lewackimi demonstrantami przekonuje,
że walka o kulturę, o którą apeluje Ojciec Święty, jest możliwa do wygrania i
zależy od sumy indywidualnych wyborów młodych katolików, jakich dokonają w
przyszłości.
Nie zapominajmy też, że papieskie wezwanie, jakie usłyszeliśmy z Madrytu, nie
dotyczy wyłącznie Hiszpanii, ale w równym stopniu także naszej Ojczyzny…
Papież mówił także do młodych Polaków.

 

Dr Paweł Skibiński
 

drukuj