Kryzys dopiero po wyborach

Donald Tusk zapewniał wczoraj w Sejmie, że Polska z kryzysem sobie radzi,
chociaż rzeczywiście wokół nas "dzieją się rzeczy dramatyczne". Premier
podkreślał, iż to dzięki działaniom podjętym przez jego rząd Polska "nie
wywróciła się" tak jak wiele innych krajów. Informację składaną przez szefa
rządu na kilka tygodni przed wyborami parlamentarnymi należy przyjmować z
olbrzymią rezerwą, ponieważ dotychczasowe doświadczenia działań ekipy Donalda
Tuska wskazują na to, że przed kolejnymi wyborami Polacy zapewniani są o
znakomitym stanie naszej gospodarki, by po wyborach dowiedzieć się, że "trzeba"
podnieść podatki bądź znowelizować budżet, gdyż w przeciwnym wypadku niezbędne
będzie np. obniżenie emerytur.

Sejm wysłuchał wczoraj informacji rządu w sprawie sytuacji na rynkach
finansowych, o którą wnioskowali posłowie Prawa i Sprawiedliwości. Wiceprezes
PiS Beata Szydło, argumentując wniosek klubu, zwracała uwagę, że na rynkach
finansowych wciąż panuje bardzo zła sytuacja, ceny podstawowych artykułów rosną,
a na warszawskiej giełdzie notujemy spadki cen akcji. Obaw opozycji nie
podzielał Donald Tusk. Chociaż o zielonej wyspie nie było już mowy, to w ocenie
premiera w Polsce jest spokój i stabilność. – Polska dzisiaj jest przykładem
spokoju i stabilności, a wokół nas rzeczywiście dzieją się rzeczy dramatyczne –
mówił Tusk. Szef rządu zaznaczył jednak, że "druga fala kryzysu stoi u drzwi
każdej narodowej gospodarki". – Oszczędzaliśmy, jako pierwsi w Europie, tyle,
ile trzeba, aby Polska się nie wywróciła tak jak wiele innych krajów, także w
tej najbogatszej strefie, jaką jest strefa euro. A równocześnie podejmowaliśmy
decyzje, które uchroniły miliony najuboższych obywateli od takich cięć, jakie
musieli zadysponować nasi sąsiedzi, partnerzy z wielu europejskich państw. I
będziemy dalej tak postępować, aby Polska jako państwo, a więc Polska jako
opiekun tych, którzy są najczęściej w potrzebie, była stabilna – dodał Tusk.
Szef rządu zapewniał, iż nie będzie cięć w emeryturach i rentach oraz zachowana
zostanie waloryzacja tych świadczeń. Trudno jednak chyba będzie liczyć na
obniżenie akcyzy na paliwa, które ostatnio postulowało nie tylko Prawo i
Sprawiedliwość, ale i szef PSL wicepremier Waldemar Pawlak. – Trzeba być
tchórzem, aby tuż przed wyborami obiecywać, że możliwe jest takie zmniejszenie
dochodów państwa. Dowodem prawdziwej odwagi jest stanięcie przed ludźmi i
powiedzenie "nie" – mówił w tym kontekście premier.

Oderwany od rzeczywistości
Przedstawione przez Donalda Tuska wyjaśnienia nie spodobały się prezesowi PiS
Jarosławowi Kaczyńskiemu, który wystąpienie premiera ocenił jako zawód, ale nie
zaskoczenie. – Nie usłyszeliśmy merytorycznej odpowiedzi w sprawie podstawowej.
Pan Tusk jest bardzo dumny z tej sytuacji, która jest w Polsce, ale zupełnie
zapomina o tym, że co prawda rzeczywiście nie przeprowadzono w Polsce żadnej
operacji, ale deficyt finansów publicznych bardzo gwałtownie się zwiększył. Ja
przypomnę, że nasz rząd doprowadził do tego, że Polska została wyprowadzona ze
sfery nadmiernego zadłużenia, nadmiernego deficytu dokładnie. Czyli mieliśmy
deficyt poniżej 3 procent. On później doszedł do 8 proc., a więc cała ta
opowieść, narracja pana Tuska o znakomitych wynikach jego polityki, o
znakomitych wynikach tego, że się nic nie robiło, jest – łagodnie mówiąc –
oderwana od rzeczywistości – powiedział Kaczyński. Prezes PiS ocenił, iż Donald
Tusk swoim przemówieniem jedynie powiększył chaos i zamieszanie w kraju.
Jarosław Kaczyński zapowiedział, że w przyszłym tygodniu Prawo i Sprawiedliwość
przedstawi własne propozycje działań w obliczu obecnej sytuacji na rynkach
finansowych. W trakcie dyskusji w Sejmie nie obyło się także bez słownych
zaczepek wobec politycznych konkurentów, co zwykle ma na celu – przy braku
argumentów strony rządowej – zamienienie merytorycznej dyskusji w awanturę. Do
tej pory tradycyjnie celował w tej dyscyplinie minister finansów Jacek
Rostowski. Tym razem wyliczył on, że chociaż debaty sejmowe związane z sytuacją
finansową odbywały się już kilkunastokrotnie, a gorliwie uczestniczył w nich on
sam, tak jak i premier Tusk, to już Jarosław Kaczyński – jedynie trzy razy.
Beata Szydło zapewniała jednak ministra Rostowskiego, że Jarosław Kaczyński ma w
Prawie i Sprawiedliwości posłów, którzy uważnie śledzą i uczestniczą w tego typu
debatach. Prezesa PiS zaatakował wczoraj również premier Tusk, stwierdzając, iż
lider opozycji "obudził się" i swoją odwagę prezentuje w spotach telewizyjnych.
– Wie pan co, panie prezesie Kaczyński, ja widziałem niejednego odważnego w
spotach i w reklamówkach. Ale od przywódcy formacji politycznej wymaga się, żeby
trwał na mostku kapitańskim wtedy, kiedy obywatele w wyborach dali mu prawo i
szanse sprawowania władzy. Pan uciekł po dwóch latach, mimo że sytuacja i w
Polsce, i na świecie napawała wszystkich optymizmem – pouczał Tusk swojego
poprzednika na fotelu premiera.
To, że do zapewnień rządu co do stabilności naszej gospodarki należy podchodzić
z dużą dozą podejrzliwości, zwłaszcza jeśli ma to miejsce w okresie kampanii
wyborczej, pokazała jednak przeszłość. To właśnie po kampaniach w trakcie tej
kadencji – czy to przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, czy samorządów,
podczas których słyszeliśmy, że wszystko jest pod kontrolą – komunikowano
społeczeństwu, iż znakomity jeszcze dzień przed wyborami budżet państwa trzeba
nowelizować i ciąć wydatki na kilkanaście miliardów złotych, czy też, że trzeba
podnosić podatek VAT, uderzając tym samym w najuboższą część społeczeństwa.
Straszono przy tym alternatywą, np. w postaci cięć świadczeń emerytalnych. Warto
także zwrócić uwagę, iż rząd Donalda Tuska wyraźnie zwiększył zadłużenie naszych
finansów, chociaż dysponował także znaczną pulą środków z Unii Europejskiej. W
celu zasypywania dziury w finansach publicznych sięgnięto także po pieniądze
odkładane do tej pory w otwartych funduszach emerytalnych, a także gromadzone w
ramach rezerwy demograficznej. Już niedługo jednak mogą skończyć się źródła
pieniędzy, za które Donald Tusk mógłby kupować stabilność, spokój i finansować
dalsze lata rządów swojej ekipy.

Gdzie jest minister Pitera?
Kto by pomyślał, że na samo zakończenie wczorajszej dyskusji nad informacją
rządu w sprawie sytuacji na rynkach finansowych minister finansów Jacek
Rostowski – nieszczędzący złośliwości pod adresem politycznych adwersarzy – tym
razem orzeknie, iż w 100 procentach się zgadza z posłem Prawa i Sprawiedliwości.
Rostowskiego z posłem Markiem Suskim pogodziła osoba wiceministra skarbu Jana
Burego (PSL).
Kilka chwil wcześniej minister finansów, odpowiadając na słowa posła Suskiego,
stwierdził, aby się razem z posłem Karolem Karskim (PiS) o piciu wódki lepiej
nie wypowiadał. Nieusatysfakcjonowany odpowiedzią Rostowskiego Suski pojawił się
na sejmowej mównicy "w trybie sprostowania". – Ja mówiłem o piciu wódki waszego
ministra. Za publiczne pieniądze. 15 tys. 700 zł – rachunek za kolację w
ekskluzywnym hotelu. Minister Bury po prostu chlał w hotelu za publiczne
pieniądze. A pan minister prosił o to, abyśmy dali pomysły na konkretne
oszczędności. Ja daję: pilnujcie swoich, żeby po prostu nie korzystali w taki
sposób z pieniędzy publicznych – mówił Suski, wymachując przy tym zdjęciem,
które zapewne miało być dowodem rzeczowym występku wiceministra Burego. – Ja
pamiętam, jak minister Pitera za 6 zł za dorsza zrobiła aferę. Gdzie jest teraz
pani minister Pitera? Gdzie są służby? To są ogromne pieniądze. Jeden człowiek w
dwa lata dostaje 15 tysięcy renty, emerytury. A ile dostają wasi ministrowie.
Pan minister nie odpowiedział na pytanie, nie zrozumiał. A jeszcze do tego
jakieś wycieczki tutaj – że ja się nie powinienem wypowiadać na temat picia
wódki. O co chodziło, panie ministrze, bo ja rzadko piję, a jak piję to za
swoje, a wy za publiczne – dodał Suski. Minister Rostowski, który najwyraźniej
rzeczywiście nie zrozumiał wcześniejszej wypowiedzi posła PiS, tym razem
całkowicie się z nim zgodził. – W tej sprawie ma pan stuprocentową rację i z
panem w 100 procentach się zgadzam. I tyle, dziękuję – powiedział Rostowski,
zaznaczając jednak przy tym, że mimo wszystko to skromna propozycja
oszczędności. Do "chlania wódki za publiczne pieniądze" przez ministra Jana
Burego miało dojść 22-23 marca br. w hotelu Król Kazimierz w Kazimierzu Dolnym.
Minister nadzorujący energetykę w ramach "wyjazdowego posiedzenia zarządu
Elektrowni Kozienice" miał tam balować z kolegami powołanymi do władz tej
spółki. Elektrownia Kozienice wyjaśnia, iż tamto spotkanie w Kazimierzu
połączone ze spotkaniem z przedstawicielami lokalnych władz samorządowych miało
"charakter służbowy, podobnie jak jedno spotkanie przedstawicieli Zarządu
Elektrowni w Karczmie Banja Luka w Warszawie". W komunikacie czytamy: "W
spotkaniu w Kazimierzu wziął udział wiceminister skarbu, który jako sekretarz
stanu nadzoruje sektor energetyczny i w związku z tym rzeczą oczywistą jest, że
w ramach swoich obowiązków kontaktuje się z przedstawicielami grupy Enea [do
której należy Elektrownia Kozienice – przyp. red.], której największym
akcjonariuszem jest Skarb Państwa".
– W związku z dzisiejszym wystąpieniem pana posła Marka Suskiego z PiS
informuję, że sprawę jego skandalicznego wystąpienia niezwłocznie skieruję do
sejmowej Komisji Etyki Poselskiej oraz do sądu – stwierdził Jan Bury w
komunikacie przesłanym do Polskiej Agencji Prasowej.

 

Artur Kowalsk

drukuj