Żandarmeria podaje terminy
We wrześniu, po ponad roku oczekiwania, rodziny ofiar katastrofy
smoleńskiej będą mogły odebrać rzeczy swoich bliskich. Żandarmeria Wojskowa
poinformowała o zakończeniu procedur związanych z badaniem tych przedmiotów.
Część rzeczy została odnaleziona na Siewiernym, inne zebrano podczas oględzin
zwłok. Do Polski trafiły w kilku partiach wysłanych ze Smoleńska i Moskwy.
Żandarmeria Wojskowa poinformowała rodziny smoleńskie o zakończeniu procedur
badań oraz możliwości przejrzenia i odebrania osobistych rzeczy bliskich, którzy
zginęli w katastrofie rządowego Tu-154M. Będzie to możliwe w dwóch terminach, 8
i 15 września br., w Centrum Szkolenia Żandarmerii Wojskowej w Mińsku
Mazowieckim.
Jak tłumaczy płk Zbigniew Rzepa, rzecznik prasowy Naczelnego Prokuratora
Wojskowego, wyznaczenie terminów identyfikacji poprzedziła długa procedura
związana z badaniami specjalistycznymi, jakim poddano rzeczy ofiar. – Rzeczy
zostały odkażone i zostaną okazane. A jeżeli ktoś je zidentyfikuje, to będzie je
mógł potem zabrać – mówi płk Rzepa.
Znalezione w Smoleńsku rzeczy, których przynależność nie budziła wątpliwości,
zostały przekazane rodzinom w maju ubiegłego roku. Okręgowa Prokuratura Wojskowa
w Warszawie, powołując się na opinię wojskowej administracji sanitarnej,
zwróciła się później do sądu z wnioskiem o zniszczenie rzeczy ofiar, które nie
mają znaczenia dowodowego. Wobec sprzeciwu rodzin sąd odrzucił wniosek
prokuratury.
Magdalena Merta, wdowa po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie, ma obawy co do
tego, w jakim stanie są te rzeczy. – Z tego, co pamiętam, rzeczy te przyszły z
Moskwy w osobnych paczkach przypisanych konkretnej osobie. Ale kiedy podjęto
decyzję o ich zniszczeniu, rzeczy te ze sobą przemieszano. To spowodowało pewien
bałagan – mówi Merta.
92 worki zawierające 562 pomieszane ze sobą przedmioty, głównie odzież, zostały
zdeponowane w spalarni odpadów medycznych w Rzeszowie, a następnie trafiły do
analizy przeprowadzonej przez zespół specjalistów powołany przez Sztab Generalny
Wojska Polskiego. Istniało podejrzenie, że mogą się na nich znajdować ślady
paliwa lotniczego oraz ślady zanieczyszczeń biologicznych szkodliwych dla
zdrowia i życia ludzkiego. Badania wykazały obecność drobnoustrojów, w tym
bakterii chorobotwórczych, dlatego poddano je sterylizacji w Instytucie Chemii i
Techniki Jądrowej w Warszawie. Kontrola rzeczy odbyła się także w Wojskowym
Instytucie Higieny i Epidemiologii.
We wrześniu osobiste rzeczy ofiar będą mogły obejrzeć rodziny, które w przypadku
rozpoznania zdecydują, czy zechcą je odebrać. Magdaleny Merty, która już raz
przeżywała identyfikację rzeczy męża, nie przekonuje argumentacja, że musiały
one zostać przemieszane. – Równie dobrze odkażaniu można było poddawać worek po
worku, bez konieczności przemieszania – dodaje wdowa, która zapowiada udział we
wrześniowej identyfikacji rzeczy. – Do dziś zadaję sobie pytanie, co stało się z
wartościowymi przedmiotami, które miał przy sobie mąż, a które do dziś niestety
nie znalazły się w Polsce – mówi Merta.
– Szczerze mówiąc, nie spodziewam się odnaleźć wiele rzeczy należących do mojego
męża, bo podczas pierwszych oględzin nie znaleźliśmy nic – mówi z kolei senator
Alicja Zając. Zapowiada jednak udział w identyfikacji.
Rodziny chciałyby też poznać termin, kiedy zostaną zwrócone nośniki danych, a
więc telefony komórkowe, aparaty fotograficzne czy laptopy, które mieli przy
sobie uczestnicy lotu do Smoleńska.
– Kiedy zakończą się wszystkie badania, kiedy biegli wypowiedzą się na temat
tych wszystkich nośników i kiedy prokuratura prowadząca śledztwo uzna je za
zbędne dla postępowania przygotowawczego, wówczas zostaną one zwrócone rodzinom
ofiar katastrofy. Będzie to jednak decyzja prokuratora prowadzącego śledztwo –
zaznaczył prok. Zbigniew Rzepa.
Mariusz Kamieniecki
