„Wojenna ścieżka” na Siewiernyj
Raport ministra Jerzego Millera to samooskarżenie rządu Donalda Tuska –
ocenia Jarosław Kaczyński. Choć wina strony rosyjskiej jest ewidentna, to sprawę
prezentuje się tak, by nie można było wyciągnąć wniosków. – Oskarżenie polskich
pilotów o niekompetencję i brak kwalifikacji to ten sam kluczowy wniosek, jaki
zawiera również raport rosyjskiego MAK – dodaje Antoni Macierewicz. Były premier
zapowiedział, że będzie bronił na arenie międzynarodowej dobrego imienia
pilotów, których fałszywe komendy kontrolerów doprowadziły do sytuacji bez
wyjścia.
Prezes PiS odniósł się wczoraj do raportu komisji Jerzego Millera. Podkreślił,
że dokument jest wielkim samooskarżeniem rządu Donalda Tuska i samego premiera.
Odniósł się również do rosyjskiej reakcji na zawarte w nim wnioski.
Zapowiedział, że PiS będzie zabiegało o to, by kwestia wyjaśnienia katastrofy
była podnoszona także na arenie międzynarodowej.
– Będziemy dążyli do tego, żeby sprawa była znana nie tylko polskiej, ale i
światowej opinii publicznej – zapowiedział Jarosław Kaczyński. Zarówno sam
raport komisji Millera, jak i kunktatorstwo polskich władz prezes PiS poddał
miażdżącej krytyce. Po pierwsze, powtórzył to, co akcentował już we wrześniu
ubiegłego roku: gdyby nie rozdzielenie wizyt prezydenta i premiera, do
katastrofy by nie doszło. – Załoga została zmieniona. To efekt "polityki
wojennej" z prezydentem. A ta zmiana była tylko jej efektem – podkreślał były
premier. Dlatego katastrofa to ostatecznie "tragiczny efekt" wojny z
prezydentem. Za tym poszły wszystkie inne konsekwencje: nieprofesjonalne
potraktowanie zabezpieczenia lotu przez BOR, na którym spoczywał obowiązek
zapewnienia bezpieczeństwa prezydentowi, również na lotnisku Smoleńsk Siewiernyj.
Nie został on jednak wypełniony, a kilka tygodni temu generał Marian Janicki,
szef BOR, dostał kolejną generalską gwiazdkę, o którą wnioskował jego
zwierzchnik minister spraw wewnętrznych Jerzy Miller. – Trzeba zapytać, dlaczego
w sytuacji, gdy na lotnisku nie ma tzw. minimów i gdy jeden samolot już tam się
niemal nie rozbił, to lotnisko nie zostaje zamknięte. Opowieść o tym, że to było
niemożliwe, bo to był lot zagraniczny i oni nie mieli takich praw, jest
całkowicie niewiarygodna – oceniał brat tragicznie zmarłego prezydenta. Jak
podkreślał, w żadnej z nagranych rozmów nikt nie powołuje się na jakikolwiek
konkretny przepis. – Jest decyzja Moskwy, żeby sprowadzać samolot oraz wyraźna
zachęta, czy wręcz decyzja "lądujcie", bo stwierdzenie "pas jest wolny" jest
interpretowane przez pilotów jako polecenie lądowania – powiedział Kaczyński.
Podkreślał, że właśnie "bez tych działań Rosjan katastrofy z całą pewnością by
nie było". W jego ocenie, fakt rosyjskiej odpowiedzialności jest, niestety,
słabo akcentowany i wyczuwa się wyraźną obawę przed konfrontacją ze stroną
rosyjską. Poza tym raport Millera nie zawiera żadnej informacji, dlaczego na
dwie sekundy przed zderzeniem z ziemią w maszynie ustało zasilanie. A takie
ustalenia przedstawiła w ubiegłym tygodniu wojskowa prokuratura. Informacja ta
została też sformułowana na kartach raportu MAK.
Antoni Macierewicz dodał, że raport w gruncie rzeczy w jednej kluczowej kwestii
jest zgodny z głównym przekazem zawartym w rosyjskim dokumencie. – Zgadzają się
w jednym: niedouczeni piloci są winni i tę rolę odegrał raport Millera –
podkreśla szef parlamentarnego zespołu badającego katastrofę. – Piloci Tu-154M
zostali wprowadzeni w sytuację bez wyjścia i nie jest prawdą, że zabrakło im
kwalifikacji – mówił Jarosław Kaczyński. Podkreślał, że kwestią zupełnie
niewiarygodną jest teza, jakoby piloci, z nalotem ok. 2,5 tys. godzin, nie
wiedzieli, w jaki sposób korzystać z przycisku "uchod".
Inną kwestią, na którą politycy PiS zwrócili uwagę, jest podtrzymywana przez
ponad rok wersja o tym, że lot do Smoleńska był cywilny. Jak wiadomo, raport
komisji Millera to wykluczył. Politycy przywołali również wypowiedź byłego szefa
MON, który również po wielu miesiącach manipulacji przyznał, że początkowo
katastrofa badana była na podstawie polsko-rosyjskiej umowy z 1993 roku, która
gwarantowała stronie polskiej takie same prawa jak rosyjskiej. Jak wiadomo, po
kilku dniach na żądanie premiera Putina przyjęto zupełnie inną podstawę prawną.
Prezes Kaczyński pytał w związku z tym, dlaczego tak się stało.
Maciej Walaszczyk
