Rosja – wróg czy zły sąsiad?
Raport komisji ministra Millera trudno jest nazwać oficjalnym i końcowym
raportem w sprawie katastrofy z 10 kwietnia 2010 r. w Rosji pod Smoleńskiem,
niedaleko Katynia. Zawsze należy podkreślić to szczególne miejsce, a także fakt,
że nie była to zwyczajna katastrofa lotnicza, ale katastrofa narodowa! Zginął w
niej nie tylko prezydent, ale znacząca część elity Rzeczypospolitej, w tym całe
dowództwo Wojska Polskiego! Dokument określany mianem raportu absolutnie nie
zasługuje na to określenie z wielu powodów. Fundamentalnym jego brakiem jest
fakt, że nie ma w nim szeregu danych, które są w rękach Rosjan, a których strona
rosyjska albo nie chciała Polakom udostępnić, albo nimi manipulowała.
To jest zła wola! Rosjanie nadal nie chcą nadal oddać Polsce szczątków wraku
rozbitego samolotu, w tym czarnych skrzynek. Nie chcą oddać oryginalnych
dokumentów. Nie ułatwiają, tylko utrudniają, gdzie mogą, śledztwo smoleńskie.
Dlatego dokument sporządzony przez komisję kierowaną przez polskiego ministra
spraw wewnętrznych i administracji trudno nazwać rzetelnym i wiarygodnym
raportem. Według raportu przyczynami katastrofy były zejście poniżej minimalnej
wysokości zniżania przy nadmiernej prędkości opadania w warunkach
atmosferycznych uniemożliwiających wzrokowy kontakt z ziemią i spóźnione
rozpoczęcie procedury odejścia na drugi krąg.
Jedną z przyczyn, wedle dokumentu, miały być błędy w korzystaniu z
wysokościomierza. Załoga posługiwała się urządzeniem radiowym, a nie
barometrycznym, i to wprowadzało ją w błąd. Co więcej, według raportu winą
strony rosyjskiej było niedopełnienie przygotowania lotniska w Smoleńsku na
przyjęcie samolotu z polską delegacją. Dokument w ogóle nie bierze pod uwagę
możliwości, że była to rosyjska pułapka, a nie nieprzygotowanie lotniska. A
wskazuje na to "brak decyzji o zamknięciu lotniska", co raport jednak wyraźnie
podkreśla.
Najważniejszym merytorycznie fragmentem jest ta jego część, gdzie stwierdza się
jednoznacznie, iż rosyjscy kontrolerzy z wieży lotniska podawali załodze błędne
komunikaty, że jest na ścieżce i kursie, jeszcze długo przed katastrofą!
Rosyjski kontroler potwierdzał, że Tu-154 jest na dobrym kursie i wysokości, gdy
w początkowej fazie był powyżej ścieżki, a w końcowej – poniżej. Potem
utwierdzał w tym załogę!
Raport ma kilkaset stron, zawiera liczne załączniki, analizuje fakty, wiele razy
myli skutki z przyczynami. Analiza faktów, a tym samym przyczyn katastrofy, jest
nierzetelna, a wnioski raportu niewiarygodne. Bo przecież raport stwierdza, że
dowódca i załoga Tu-154 popełniali błędy i podejmowali złe decyzje przy
podchodzeniu do lądowania. No tak, ale te jakoby błędne decyzje polskich pilotów
były konsekwencją fałszywych, mylnych i nieprawdziwych informacji, jakie
otrzymywali oni od oficerów armii rosyjskiej, którzy naprowadzali polski samolot
z wieży kontrolnej lotniska w Smoleńsku. To nie była jedna mylna informacja, ale
cały szereg fałszywych danych, które doprowadziły samolot z polskim prezydentem
i delegacją Rzeczypospolitej do katastrofy. Dlaczego raport polskiej komisji
kierowanej przez ministra Millera eufemistycznie określa mianem "kontrolerów"
oficerów armii rosyjskiej? Dlaczego nie zbadano, komu ci oficerowie podlegali i
kto im wydawał rozkazy? Dlaczego polska komisja daje wiarę Rosjanom, uznając ich
z góry za ludzi dobrej woli?
Na podstawie tych samych faktów zawsze można wyciągnąć różne wnioski. Tak np.
jeszcze dzisiaj o 17 września 1939 r. niektórzy piszą, że nie była to agresja
Rosji sowieckiej, tylko że do Polski wkroczyła Armia Czerwona. Szukając prawdy o
katastrofie z 10 kwietnia 2010 r., nie można pomijać dotychczasowej 300-letniej
polityki Rosji wobec Polski. Należy zdefiniować, czy Rosja jest dla Polski
sąsiadem, złym sąsiadem, wrogiem czy odwiecznym wrogiem. Można stawiać pytanie o
sens i cel katastrofy pod Smoleńskiem. Pytanie, czy Rosja Putina mogłaby
zaplanować zamach. Wiemy, jakie cele miała Rosja w okresie rozbiorów Polski.
Znamy historię katorgi milionów Polaków na Syberii, rosyjskie szubienice dla
największych polskich bohaterów. Pamiętamy o 17 września, o Katyniu, a nawet o
stanie wojennym. I nawet jeżeli prawda o katastrofie smoleńskiej na zawsze
pozostanie w sejfach moskiewskiego Kremla, to i tak całe tzw. śledztwo związane
z katastrofą pokazuje nie tylko złą wolę, ale wolę najgorszą obecnych władców
Kremla. I proszę nie mieć złudzeń, że to polski premier Tusk, jego minister
Miller albo rosyjska generał Anodina decydują na temat prawdy o katastrofie z 10
kwietnia. Tak jak wszystkie mroczne tajemnice Kremla, także ta o losie polskiego
samolotu znajduje się w osobistej gestii tego, kto aktualnie rządzi Rosją.
Józef Szaniawski
