W walutowych kleszczach
Dramatycznie wysoki kurs franka szwajcarskiego wobec polskiej waluty
uderza w setki tysięcy młodych rodzin spłacających walutowe kredyty hipoteczne.
Podejmowane przez rząd próby umocnienia złotego zagrażają z kolei ucieczką
miejsc pracy z Polski za granicę.
Frank szwajcarski niezmordowanie idzie w górę, bijąc kolejne rekordy. W
poniedziałek kurs szwajcarskiej waluty wzrósł z 3,48 do 3,61 zł, wczoraj wahał
się pomiędzy 3,63 a 3,65 zł, podnosząc ciśnienie 700 tys. kredytobiorców
spłacających walutowe kredyty hipoteczne, najczęściej wyrażone we frankach.
– Wzrost kursu szwajcarskiej waluty to nie tylko problem wyższych rat do
spłacania. Rośnie także wartość samego kredytu w przeliczeniu na złote, przy
czym wartość nieruchomości zabezpieczonych hipoteką nie rośnie, a nawet spada –
przypomina Janusz Szewczak, główny ekonomista SKOK. Jeśli ktoś wziął trzy lata
temu kredyt hipoteczny na mieszkanie we frankach szwajcarskich na kwotę np. 200
tys. zł, dzisiaj, mimo trzyletniego okresu spłacania, kwota kredytu wzrosła do
około 320 tys. zł, a równocześnie wartość kupionego mieszkania spadła do około
190 tys. złotych. Pomiędzy pierwszą a drugą wielkością wyrosła różnica 130 tys.
złotych. Kto tę różnicę wyrówna – banki czy ich klienci?
– Banki tak konstruują umowy z klientami, aby oddalić od siebie ryzyko
ewentualnych strat – twierdzi Jerzy Bielewicz, prezes Stowarzyszenia
"Przejrzysty Rynek". – Jeśli wyrasta "dziura" pomiędzy wartością kredytu i
hipoteki, bank może żądać od klienta dodatkowego zabezpieczenia, np. objęcia
hipoteką drugiego mieszkania. Może także domagać się od klienta ubezpieczenia
kredytu, przy czym koszty takiego ubezpieczenia są znaczne i rosną wraz z
powiększaniem się owej "dziury". Bank może wreszcie wypowiedzieć umowę z
klientem, nawet gdy ten spłaca raty, albowiem w umowach z bankami figurują
klauzule o prawie do wypowiedzenia umów w razie nadzwyczajnej zmiany warunków –
wyjaśnia Bielewicz. W takim wypadku bank windykuje i sprzedaje zadłużone
mieszkanie, z uzyskanej kwoty pokrywa część kredytu, a w pozostałej części –
klient pozostaje dłużnikiem. Windykacja to jednak ostateczność, ponieważ banki
doskonale zdają sobie sprawę, że odzyskanie całości kredytu bez zabezpieczenia
hipotecznego jest w praktyce niewykonalne i skończy się stratami po stronie
banku.
Na Węgrzech rząd premiera Viktora Orbána, przewidując spiralę wzrostu kursu
franka, już dwa miesiące temu wziął pod opiekę obywateli zadłużonych w
hipotecznych kredytach walutowych we frankach szwajcarskich. Przez najbliższe
lata będą oni spłacać kredyty po zamrożonym, stałym kursie, a spłata kwot
wykreowanych wskutek wzrostu wartości franka została przesunięta, przy czym
uzyskają na to kredyt preferencyjny, niskooprocentowany i gwarantowany przez
państwo.
Kłopoty z drogim frankiem przeżywają nie tylko zadłużeni w kredytach walutowych
klienci z Europy Środkowej, lecz do pewnego stopnia i sami Szwajcarzy. Wysoki
kurs walutowy czyni ich gospodarkę mniej konkurencyjną i wspiera import kosztem
eksportu. Niemniej po ogłoszonych ostatnio dobrych danych na temat rosnącej
sprzedaży detalicznej w Szwajcarii nie należy się spodziewać interwencji na
rynku walutowym ze strony szwajcarskiego banku centralnego, zwłaszcza że
podejmowane w ostatnich latach próby interwencji nie zdołały zahamować
żywiołowej aprecjacji szwajcarskiej waluty.
– Wprawdzie wysoki kurs może negatywnie oddziaływać na eksport, ale daje
jednocześnie Szwajcarii olbrzymie możliwości taniego finansowania inwestycji –
zwraca uwagę dr Cezary Mech, finansista. – Nie martwmy się zatem o Szwajcarów,
martwmy się o Polskę – dodaje. Jego zdaniem, państwo, a zwłaszcza regulator
rynku finansowego, jakim jest w Polsce Komisja Nadzoru Finansowego, nie
dopełniło obowiązku ostrzeżenia polskich obywateli w czasie, gdy ci, pod wpływem
kampanii reklamowej, ruszyli masowo po kredyty hipoteczne we frankach
szwajcarskich.
– Jeśli ktoś bierze kredyt hipoteczny w innej walucie niż ta, w której zarabia,
to tak jakby umieścił ogromną kwotę pieniędzy na giełdzie i spekulował nią na
rynku walutowym, dając jako zabezpieczenie własny dach nad głową – tłumaczy
finansista. – To, że kredyty walutowe są niżej oprocentowane, nie zawsze
oznacza, że są tańsze – podkreśla.
Problem kredytów walutowych, jak twierdzi, jest groźny nie tylko dla klientów,
ale również dla państwa. Rzecz w tym, że jeśli ludzie przestaną spłacać kredyty,
sektor bankowy poniesie straty. I niewykluczone, że będzie wymagał pomocy
państwa, czyli wszystkich podatników.
Pętla zadłużenia walutowego ma także inny negatywny skutek. – Ostrzegałem od
lat, także na łamach "Naszego Dziennika", że emitując zadłużenie zagraniczne,
powodujemy, iż powstaje presja społeczna i polityczna na umocnienie złotego. A
mocny złoty oznacza ucieczkę miejsc pracy z Polski za granicę – przypomina dr
Cezary Mech.
Małgorzata Goss
