Wyrywanie pszenicy?
Ewangeliczne wezwanie do niewyrywania kąkolu, aby nie uszkodzić pszenicy,
nie oznacza jednak zobowiązania do nieodróżniania obydwu roślin, czy też
wyrywania pszenicy, aby nie zasłaniała słońca i nie odbierała wody kolorowym
kwiatuszkom. Trudno zatem obojętnie przyglądać się wyrywaniu w Polsce kłosów
pełnych ziaren zdrowej nauki o małżeństwie i rodzinie, a wyrosłych z zasiewu
dokonanego przez Jana Pawła II.
Od tej strony patrząc, otworzył on nową epokę w dziejach Kościoła i świata,
którą nazwał "epoką rodziny". Wyróżniającym rysem tej epoki miało być właśnie
dowartościowanie rodziny, po ostatnim stuleciu "walki z rodziną", jak określił
XX wiek Papież Polak zaraz na początku swojego pontyfikatu. Cóż to jednak za
dowartościowanie rodziny, jeżeli nie jest ono oparte na dowartościowaniu
instytucji małżeństwa?
W "Tygodniku Powszechnym", w najnowszym tekście Artura Sporniaka, stawia się
jednak nauczaniu Jana Pawła II bardzo poważny zarzut, ukryty już w tytule
tekstu: "Małżeństwo przedwczorajsze". Przedwczorajszą zupę wylewa się, bo już
nie nadaje się do spożycia. Autor radzi to samo uczynić z bronionym także przez
Jana Pawła II "niezrozumiałym wymogiem abstrakcyjnego otwarcia na prokreację",
czyli wymogiem niestosowania antykoncepcji. Zdaniem red. Sporniaka, wymóg ów
"można potraktować jako rzucanie małżonkom kłód pod nogi. Jako działanie
nieroztropne". Twierdzi się zatem koniec końców, że ziarno zasiane przez Karola
Wojtyłę/Jana Pawła II jest kąkolem, a pszenica wyrośnie raczej z zachęcania
współczesnych małżonków do stosowania antykoncepcji w pewnych sytuacjach.
Założeniem tego rozumowania jest teza, że trudności współczesnych małżonków
przekraczają znacznie to, co musieli oni przezwyciężać w jakiejś od nas odległej
przeszłości. Z tego właśnie powodu określa "współczesne małżeństwo partnerskie"
jako przypominające "taniec na lodzie", czyli aktywność znacznie trudniejszą niż
dawne, rzekomo łatwiejsze, małżeńskie niejako spacerowanie razem ubitą drogą. Te
właśnie trudności jakoby usprawiedliwiają stosowanie antykoncepcji. Małżonkowie
zobowiązani są bowiem do tworzenia "trwałej i osobistej więzi", będącej "być
albo nie być małżeństwa", a tę więź trzeba pielęgnować, bo "więź niepielęgnowana
szybko słabnie". Dla owej "pielęgnacji" konieczne jest jednak współżycie
płciowe, a całkowity zakaz antykoncepcji miałby temu przeszkadzać, bo np.
"prowadziłby do wielomiesięcznej abstynencji", jakoby wykluczającej tworzenie
więzi małżeńskiej.
Z założeniami tego wywodu można się zgodzić, ale z pewnością nie prowadzą one w
swoich konkluzjach do usprawiedliwienia antykoncepcji w jakichś okolicznościach.
Byle jakie współżycie płciowe musi prowadzić tylko do byle jakiej więzi
małżeńskiej. Miłość mogą potwierdzać i rozwijać tylko znaki miłości, a nie
zachowanie wykluczające się z miłością i szacunkiem dla siebie i drugiego
człowieka. Tego twierdzenia wyraźnie brakuje w wywodzie red. Sporniaka: nie pyta
on o to, czy zachowanie antykoncepcyjne może wyrażać i budować "więź małżeńską",
a zamiast tego po cichu, dogmatycznie przesądza, że nie ma wykluczania się w
swoim sensie miłości i antykoncepcyjnego postępowania. Co jest zatem pszenicą, a
co kąkolem w sporze o antykoncepcję? Czy nie wyrywamy pszenicy, aby pięknie rósł
kąkol?
Marek Czachorowski
