Tupolew wypracowuje ścieżkę odejścia

Doświadczeni piloci, a z takich składała się załoga Tu-154M, który rozbił
się pod Smoleńskiem, nie mogli popełnić błędu polegającego na nieaktywowaniu
przycisku "uchod" – twierdzą piloci, z którymi rozmawiał "Nasz Dziennik". Tę
funkcję sprawdza się jeszcze na ziemi, przed startem.

– Najpierw słyszeliśmy, że samolot nie może odejść w systemie automatycznym na
lotnisku niewyposażonym w system ILS, teraz zaczyna się to zmieniać. Nie
rozumiem tego – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z pilotów, oficer
Sił Powietrznych, do niedawna pełniący służbę w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa
Transportowego.
Przyciśnięcie "glisady" i "zachodu" powoduje, że samolot aktywuje ścieżkę
lądowania bądź zniżania. – Jeśli na lotnisku jest system ILS, to on to
przechwyci. Jeśli go nie ma, to nie przechwyci, ale ścieżkę odejścia wypracowuje
– mówi pilot. Co, jeśli pilot nie aktywuje "uchodu"? – Jeśli nie włączy się
przystawek, to też można naciskać "uchod". Jeśli się nie włączy autopilota, to
też można naciskać "uchod" i nie odejść. Jest wiele różnych możliwości –
tłumaczy pilot. Jak zauważa, piloci z reguły aktywują "uchod", robią to
automatycznie. Ponadto, żeby "uchod" zadziałał, musi być spełniony cały szereg
innych warunków, poza aktywacją funkcji "glisady" i "zachodu" musi być
przygotowany cały system. Piloci zaznaczają przy tym, że na trenażerach w
Moskwie można ćwiczyć manewr odejścia w automacie bez ILS. Jak podkreślają,
działanie "uchodu" sprawdza się zawsze przed startem samolotu, jeszcze na ziemi.
Warto przy tym zaznaczyć, że w jednym z wywiadów prof. Marek Żylicz, członek
komisji Millera i ekspert międzynarodowego prawa lotniczego, mówił, że z ustaleń
komisji wynika, że nie można odejść w automacie bez ILS. Jak również ustalił
Międzypaństwowy Komitet Lotniczy, instrukcja użytku w locie zabrania odejścia w
automacie bez ILS. – Nie wiem, skąd "Newsweek" ma te dane. Jeszcze niedawno
prasa rozpisywała się, że użycie przycisku "uchod" bez ILS jest niemożliwe.
Teraz pisze, że jest możliwe. Pamięta pani, ile było szumu po publikacji
"Naszego Dziennika", kiedy napisaliście, że w czasie próby z Tu-154M o numerze
bocznym 102 "uchod" zadziałał? To jest wyraźna przedwyborcza narracja – pokazać,
że zawinili piloci – mówi oficer. Jak zaznaczają doświadczeni piloci, "uchod"
sam się automatyzuje. – "Uchod", nawet bez włączonego autopilota, po naciśnięciu
uzbraja i autopilota, i systemy, które naciskają na manetki, które idą do przodu
na moc startową. To wykonanie tzw. uchodu w automacie – tłumaczy kpt. Janusz
Więckowski, wieloletni pilot Tu-154. Jak zaznacza kpt. Michał Wiland, który ma 7
tys. godzin nalotu, w tym 4,5 tys. na Tu-134, działanie "uchodu" nie zależy od
tego, czy na lotnisku jest ILS, czy też nie. – Sugerowanie w tej chwili, że to
piloci zawinili, jest bezzasadne – stwierdza Wiland, krytykując przy tym
domniemania publikatora co do obecności w kabinie pilotów dowódcy Sił
Powietrznych gen. Andrzeja Błasika. – Podczas zbliżania się do lotniska wszyscy
pasażerowie siedzą na swoich miejscach. Bez wyjątku. Poza tym wszystko to, co
dotyczy samolotu, musi się znajdować w instrukcji pilotażu. Wszystkie te
działania, które są możliwe do wykonania na pokładzie samolotu, muszą być objęte
zapisami w instrukcji – mówi Wiland. Jego zdaniem, nawet gdyby stwierdzono, że
przycisk nie był aktywowany, należałoby zapytać, czy zbadano wariant, że pilot
właściwe przyciski nacisnął, ale maszyna nie zadziałała. – Jednak wiarygodne
ustalenie czegokolwiek nie jest możliwie bez dostępu do pierwotnych dowodów. To
będzie tylko gdybanie i przypuszczanie – konkluduje.
Według "Newsweeka", komisja Millera po przeprowadzeniu eksperymentów na drugim
polskim tupolewie ustaliła, że przycisk zadziałałby także na lotnisku bez ILS,
czyli takim jak w Smoleńsku. Najpierw jednak trzeba było go aktywować – tak samo
jak przed lądowaniem na lotnisku z systemem ILS. Piloci mogli jednak o tym nie
wiedzieć, bo informacji takiej nie było jakoby w oficjalnej instrukcji Tu-154M.
Według tygodnika, który powołuje się na źródła znające ustalenia komisji
Millera, piloci prezydenckiego lotu nie aktywowali przycisku "uchod" przez
naciśnięcie przycisków "zachod" i "glis".
– Nieaktywowanie przycisku automatycznego odejścia nie może być traktowane jako
jedyna bezpośrednia przyczyna katastrofy Tu-154M – uważa płk Edmund Klich, były
przedstawiciel Polski akredytowany przy rosyjskim Międzypaństwowym Komitecie
Lotniczym (MAK). – Słyszałem dywagacje na ten temat. Nie mogę w tej chwili
potwierdzić, że tak rzeczywiście było, ale nie może to być bezpośrednią
przyczyną katastrofy, bo to wszystko działo się za późno, kiedy piloci
przekroczyli wysokość decyzji. (…) Nie można tego traktować jako jedynej
bezpośredniej przyczyny – mówi Klich. Pytany o "nieuzbrojenie" przycisku
automatycznego odejścia Klich powiedział, że jest to elementarna wiedza
dotycząca bezpieczeństwa. – Pamiętam, że wielka dyskusja była już w Moskwie
specjalistów rosyjskich i naszych specjalistów. Nikt naprawdę nie wiedział, jak
ten samolot zareaguje, a właściwie było takie zdanie, że samolot nie odejdzie z
automatu, jeśli nie ma systemu ILS – dodał.
W kwietniu "Nasz Dziennik" ujawnił, że eksperyment automatycznego odejścia na
drugi krąg znad lotniska pozbawionego systemu ILS, przy włączonej dalszej
radiolatarni, zakończył się powodzeniem. Komisja Jerzego Millera badająca
okoliczności katastrofy rządowego tupolewa na Siewiernym ustaliła, że można
odejść w autopilocie po naciśnięciu przycisku "uchod" znad lotniska
niewyposażonego w system precyzyjnego lądowania ILS. Manewr taki z powodzeniem
wykonali na wojskowym lotnisku w Powidzu piloci bliźniaczej maszyny o numerze
burtowym 102. Korzystając z systemu automatycznego odejścia, w Smoleńsku mjr
Arkadiusz Protasiuk podjął prawidłową sekwencję działań. A jednak maszyna nie
nabrała wysokości.
Tu-154M o numerze bocznym 102, na którym wykonywany był eksperyment, miał wpięte
w system dwie przystawki: lewostronny pulpit PN-5 (odpowiadający za system
nawigacyjny) i prawostronny pulpit PN-6 (skonfigurowany z automatem ciągu).
Przycisk "uchod" spina obydwa systemy. Wystarczy, że samolot zwiększy kąt
natarcia i PN-6, jeżeli automat ciągu jest zaciążony, automatycznie zwiększa
obroty. W ten sposób zadziałała procedura odejścia automatycznego na lotnisku z
odłączonym systemem ILS.
W bliźniaczy system wyposażona była maszyna o numerze burtowym 101, dowodzona
przez mjr. Arkadiusza Protasiuka, która roztrzaskała się 10 kwietnia ubiegłego
roku na rosyjskim lotnisku wojskowym w Smoleńsku. Jak tłumaczy w rozmowie z
"Naszym Dziennikiem" doświadczony pilot samolotów Tu-154M, który wylatał wiele
godzin w lewym fotelu dowódcy, w dniu katastrofy załoga w sposób prawidłowy
korzystała z automatycznego pilota, gdyż podczas podejścia w trudnych warunkach
atmosferycznych, jakie panowały na Siewiernym, pozwala on na dokładniejsze
pilotowanie: mniejsze odchylenie od kierunku drogi startowej nie powoduje
zbędnych przechyleń samolotu. – Fakt zadziałania przycisku "uchod" potwierdza,
że załoga działała prawidłowo. Ona zabezpieczyła się poprzez wykorzystanie tego
systemu i miała świadomość włączenia "uchodu" gwarantującego im odejście
automatyczne. Po jego włączeniu maszyna powinna pójść do góry – zaznacza pilot.
W kabinie Tu-154M na każdej sterownicy znajdują się przyciski do rozłączenia
autopilota oraz przycisk odejścia, tzw. uchod. Naciśnięcie tego ostatniego
powoduje, że automat ciągu zwiększa obroty, a przystawka PN-5 zwiększa kąt
natarcia. Kiedy samolot nabiera już wysokości, pilot przechodzi na sterowanie
ręczne. – Wykonane doświadczenie pokazuje więc, że załoga wykonywała wszystkie
procedury prawidłowo, tylko nastąpił jakiś niekorzystny zbieg okoliczności –
dodaje nasz rozmówca.
W Tu-154M jest przystawka nawigacyjna, którą można wykorzystać przy podejściu
nieprecyzyjnym, ale pod warunkiem zaprogramowania wszystkich detali do podejścia
i lądowania. Wówczas autopilot (w tzw. modzie nawigacji) przechwytuje kierunek
na próg pasa i stabilizuje przechylenia samolotu. Z kolei tzw. mod wertykalny
(pokrętło na autopilocie) odpowiada za pochylenie maszyny. – Piloci
wykorzystywali ten mod wertykalny ręcznie, czyli manualnie sterowali zniżaniem,
a dokładnie tym pokrętłem, które jest na autopilocie. W takiej konfiguracji
przycisk "uchod" zadziała, jeżeli włączony jest automat ciągu. W przeciwnym
razie nie ma sprzężenia między przyciskiem "uchod" a automatem ciągu.
 

Anna Ambroziak

drukuj