Ze wskazaniem na Klicha i Arabskiego

Raport w sprawie katastrofy Tu-154M na lotnisku Smoleńsk Północny
autorstwa komisji Jerzego Millera nie zawiera zdań odrębnych, a z jego
publikacją powinny być związane dwie dymisje: ministra obrony narodowej Bogdana
Klicha i szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego – ustalił "Nasz Dziennik".

Raport jest tekstem jednolitym i w oparciu o zebraną dokumentację opisuje m.in.
odpowiedzialność resortów i służb za przygotowanie wizyty prezydenta Lecha
Kaczyńskiego. Według naszych informacji, z publikacją raportu powinny być
połączone dymisje ministra Bogdana Klicha oraz Tomasza Arabskiego. Stąd też
bierze się cały kłopot z terminem ujawnienia dokumentu. Jak wynika z informacji
ze źródeł zbliżonych do Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa
Państwowego, do których dotarł "Nasz Dziennik", raport komisji Millera na temat
katastrofy samolotu Tu-154M jest gotowy, nie posiada zdań odrębnych, a co
najważniejsze – rzetelnie odnosi się do zgromadzonej dokumentacji. – O ile wiem,
dokument komisji wprawił rząd w spore zakłopotanie. Pokazano w nim m.in. kwestie
systemowe, których zaniedbanie doprowadziło do rozkładu lotnictwa wojskowego –
usłyszeliśmy. Według wstępnych założeń raport planowano opublikować w okolicach
20 czerwca w trzech etapach. W pierwszej kolejności do dokumentu miałby odnieść
się premier Donald Tusk, a jego wystąpienie miałoby być połączone z dymisją
dwóch ministrów w związku z zaniedbaniami przy organizacji wylotu. Według
naszego rozmówcy, wątpliwości nie budzi odpowiedzialność ministra Bogdana
Klicha, szefa resortu obrony, oraz Tomasza Arabskiego, szefa kancelarii
premiera, który w myśl zapisów instrukcji HEAD jest ministrem odpowiedzialnym za
dysponowanie flotą 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego w zakresie
przewozu VIP-ów.
Według naszego rozmówcy, w dalszej kolejności podczas prezentacji raportu mają
zostać pokazane "tematy wojskowe" związane z katastrofą, szkoleniem,
przygotowaniem i obsługą lotów o statusie HEAD, a na koniec poruszone będą
"problemy ogólne" związane z lotem 10 kwietnia 2010 roku. W jego ocenie, wnioski
płynące z raportu Millera są niewygodne dla rządu i to jest główny powód
"wydłużających się tłumaczeń". Jak usłyszeliśmy, sprawa jest na tyle drażliwa,
że obecnie trudno jednoznacznie wyrokować, kiedy raport zostanie ujawniony.
Potwierdzają to dotychczasowe ustalenia. Właśnie tych dwóch ministrów jako
odpowiedzialnych za organizację wylotu delegacji prezydenta Lecha Kaczyńskiego
do Smoleńska wskazywał Antoni Macierewicz, szef Zespołu Parlamentarnego ds.
Zbadania Przyczyn Katastrofy Tu-154M z 10 kwietnia 2010 roku. Poseł powoływał
się na treść decyzji szefa MON z 9 czerwca 2009 roku nr 184 w sprawie
wprowadzenia do użytku w lotnictwie Sił Zbrojnych RP "Instrukcji organizacji
lotów statków powietrznych o statusie HEAD", która składa główną
odpowiedzialność za przyznawanie, zamawianie statków powietrznych właśnie na
szefa Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Z dokumentu tego wynika, że to szef
KPRM składa zamówienie na rejs samolotu, które następnie przekazuje dowódcy Sił
Powietrznych i informuje o nim dowódcę jednostki wojskowej realizującej lot oraz
szefa Biura Ochrony Rządu. Zamówienie ma formę polecenia, a nawet rozkazu.
W tym zakresie rysuje się też odpowiedzialność szefa MON za działanie służb mu
podległych sprawujących pieczę nad organizacją lotu. Z decyzji Klicha wynika np.
konieczność przeprowadzenia lotu kontrolnego statku powietrznego, obowiązek
monitorowania go przez podległe MON służby i przekazywania przez nie informacji
na temat pogody oraz "śledzenie" (przy wykorzystaniu radiostacji) statku
powietrznego za granicą. Już z dotychczasowych ustaleń wojskowej prokuratury
oraz zmian, jakie po katastrofie wprowadzono w Siłach Powietrznych, wynika, że
wojskowe służby meteorologiczne nie dopełniły właściwie swoich obowiązków. Były
też problemy z nawiązaniem kontaktu z samolotem i przekazaniem mu ostrzeżeń
meteorologicznych. W Centrum Operacji Powietrznych Dowództwa SP brakowało też
informacji na temat aktualnego stanu lotu czy wybranych w planie lotu lotnisk
zapasowych. Jak ustaliliśmy, lista uwag do szefa MON może być dłuższa, bo to on
odpowiada za stan lotnictwa wojskowego, w tym za specpłupłk, o którego złym
stanie wyposażenia minister Klich był informowany jeszcze przez śp. gen.
Andrzeja Błasika.

Pracowali na jednomyślny raport
Według wczorajszych doniesień wPolityce.pl, nie ma ostatecznej wersji raportu
Millera. Według portalu, przekazany premierowi Donaldowi Tuskowi raport to tylko
jedna z końcowych jego wersji, a nie oficjalny dokument komisji. Opierając się
na anonimowych informacjach, portal twierdzi, że "nie było żadnego spotkania, na
którym członkowie komisji przyjmowaliby jakąś finalną wersję raportu". Co
więcej, członkowie komisji "nie złożyli podpisów na żadnej z wersji materiału",
a zatem nie ma mowy "o żadnej ostatecznej wersji, w której premier nie
zmieniałby nawet przecinka". Zmiany treści są możliwe, a według publikacji
trwają przepychanki pomiędzy ministrami i kierownikami instytucji biorących
udział w przygotowaniu wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego do Katynia i jej
zabezpieczeniu, bo nikt nie chce brać na swoje barki choćby części
odpowiedzialności za tragedię. Z tego też powodu odkładany jest termin
publikacji raportu.
Sprawy nie komentuje Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Małgorzata
Woźniak, rzecznik resortu, w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" zaznaczyła, że nie
udziela w tym zakresie żadnych informacji. Dopytywana, przyznała, że nie ma też
żadnej wiedzy na temat daty publikacji raportu.
Doniesieniami wyraźnie zdziwiony był Maciej Lasek, zastępca przewodniczącego
podkomisji lotniczej KBWLLP. Pytany o brak oficjalnej wersji raportu, przyznał,
iż nie wie, skąd może pochodzić taka informacja. Lasek nie chciał jednak odnosić
się do informacji dotyczących samej zawartości raportu. Dopytywany, czyje
podpisy znalazły się pod dokumentem przekazanym premierowi i czy należały one do
wszystkich członków komisji, zaznaczył, że będzie mógł wypowiadać się na ten
temat, gdy raport zostanie opublikowany. – Mogę jedynie pana zapewnić, że
członkowie komisji ciężko pracowali, by w raporcie nie było zdań odrębnych –
dodał Lasek.

 

Marcin Austyn

drukuj