ILS = КГС

"Gazeta Wyborcza" donosi o trudnościach z tłumaczeniem raportu komisji
ministra Jerzego Millera na język rosyjski. Informator dziennika jakoby
dowiedział się, że kłopoty sprawia terminologia lotnicza. "Na przykład jest
problem, jak przetłumaczyć termin ILS (Instrument Landing System) na rosyjski i
czy w ogóle go tłumaczyć" – relacjonuje wtyka "Wyborczej" w komisji.
Chyba jednak jest to źródło nie do końca dobrze poinformowane. Musi być to ktoś
o bardzo ograniczonej wyobraźni, bo jak można przypuszczać, że państwo
posiadające kilkaset lotnisk, w którym zarejestrowano prawie 6 tysięcy statków
powietrznych cywilnych i ponad 3 tys. wojskowych i które samo produkuje samoloty
i urządzenia nawigacyjne, a nawet z powodzeniem wysyła swoje rakiety w kosmos,
nie rozwinęło własnej terminologii lotniczo-technicznej na tyle wystarczająco,
aby przetłumaczyć pojęcie znane od 1929 roku i powszechnie używane. Także w
Rosji. Już w 1950 roku system tego typu został zainstalowany na podmoskiewskim
Wnukowie, a obecnie występuje w różnych wersjach na co najmniej 50 rosyjskich
lotniskach.

Gdyby jednak nie było w języku Puszkina odpowiednika dla ILS, to niechybnie
musiałby zostać wynaleziony w ostatnim czasie. Choćby po to, żeby mogła nim się
posłużyć nieznająca angielskiego gen. Tatiana Anodina na konferencji prasowej 12
stycznia 2011 roku. Gdyby jednak to wydarzenie dziennikarze "Gazety Wyborczej" i
jej informatorzy jakoś przespali, to pozostaje raport MAK, w którym autorzy
życzliwie zamieścili obszerny wykaz skrótów i oto na stronie 11 każdy może
zobaczyć, jak po rosyjsku nazywa się pomoc nawigacyjna stosowana podczas
milionów lądowań na całym świecie. W razie wątpliwości korespondent "GW" w
Moskwie bez trudu odnajdzie w bibliotece lub księgarni jeden z kilkunastu
specjalistycznych słowników terminologii lotniczej wydanych w ostatnich latach i
może się upewnić.
ILS to dosłownie "system lądowania przyrządowego". Tak też nakazuje to tłumaczyć
rosyjska norma GOST: "instrumentalnaja sistiema zachoda na posadku". Przy czym
zwykli lotnicy od dawna nazywają to inaczej: Kurso-Glissadnaja Sistiema, w
skrócie KGS. I ten skrót też jest w użyciu, obok oryginalnego, angielskiego.
Komisja ministra Millera nie ma więc żadnego problemu. Problem ma "Gazeta
Wyborcza". Jest to problem z brakiem opamiętania i powściągliwości. Jak tu pomóc
Donaldowi Tuskowi w opóźnieniu publikacji raportu, aż nadejdzie sprzyjający
moment? Jak z góry zasiać wątpliwości co do jego treści, gdyby jednak okazała
się zbyt kłopotliwa? Jak prezentować Rosję, żeby czytelnik uważał ją za krainę
wspaniałą, tajemniczą, pociągającą, ale tak odmienną od reszty świata, że możemy
jej wszystko wybaczyć? Ktoś te wyzwania potraktował zbyt serio i tak się
zapędził, że aż ośmieszył samą Rosję i Rosjan. A z potężnym wschodnim sąsiadem
trzeba uważać. On łatwo się obraża i niespodziewanie zmienia front. Adam Michnik
pewnego razu w Soczi o tym się już przekonał, zaszczycony zruganiem przez samego
Władimira Putina. A teraz jeszcze ma przeciw sobie całe lotnictwo imperium. I
Anodinę.
 

Piotr Falkowski

drukuj