Na czele UE?

Przejęcie przewodniczenia Unii Europejskiej przez Polskę zbiegło się z
sejmowym głosowaniem nad obywatelskim projektem ustawy całkowicie zakazującej
aborcji. Większość parlamentarna 1 lipca opowiedziała się za dalszymi pracami
Sejmu nad tym projektem popartym zebranymi 600 tys. głosów Polaków. To wielkie
polskie zwycięstwo! Możemy oczywiście dowcipkować odnośnie do naszych możliwości
decydowania o ekonomicznych i innych tzw. okołostołkowych sprawach w UE, ale to
nie są nasze jedyne sprawy. Mamy bowiem ogromną szansę dania Europie kolejnego
ważnego świadectwa w sprawie tego, co jest moralnie dobre, a co moralnie złe; co
jest prawem, a co jest prawnym bezprawiem. To nie jest mało, a nawet jest to
nieporównywalnie więcej niż wszystkie możliwości załatwienia jakichś naszych
"interesów" w UE.

Jak dotychczas nie obudziliśmy Europy ani sensownymi projektami reformy
ekonomicznej, ani też głębią myślową i artystyczną graficznego symbolu naszej
prezydencji, owymi machniętymi kolorowymi mazakami strzałkami idącymi gdzieś w
szeregu, pod ręce czy za ręce, z przykrótką polską flagą z boku. O sposobie
traktowania owej narodowej flagi przez władze przypomniał nam już pierwszego
dnia prezydencji telewizyjny celebryta, mianowany przez tę samą władzę naczelnym
wodzirejem na pokładzie rozbawionego europejskiego Titanica, który zawitał nad
Wisłę. Czyżby ta nominacja była z tego powodu, że Jakub W. nade wszystko znany
jest ze specjalizowania się w grzebaniu naszą flagą narodową w psich
ekskrementach? Uhonorowanie go to jednak nie wizytówka Polski, ale aktualnego
rządu.
Mimo wszystko są to jednak uboczne sprawy w stosunku do tego, co rzeczywiście
możemy zrealizować podczas swojej prezydencji w UE. Już bowiem pierwszego dnia
przewodniczenia Unii dokonaliśmy wręcz dziejowego skoku, kierując do dalszych
prac parlamentarnych ustawę będącą konsekwentną prawną ochroną życia dzieci
poczętych. Takiej debaty i takiego głosowania, jakie odbyło się 1 lipca w
polskim Sejmie w sprawie ochrony życia dzieci poczętych, nie sposób jeszcze
oczekiwać od większości parlamentów państw wchodzących w skład UE. Godnie zatem
przejęliśmy prezydencję od Węgrów, którzy wyprzedzili nas w dobru i wpisali do
swojej konstytucji prawną ochronę dzieci poczętych, co również przypomniano w
polskiej debacie sejmowej. Spośród wszystkich naszych posłów zechcieli
przemawiać nade wszystko konsekwentni obrońcy ludzkiego życia. Cóż bowiem
sensownego mogliby powiedzieć zwolennicy oczywistej zbrodni? Wprawdzie kilku z
nich także zabrało głos, jednak byli oni w liczebnej mniejszości, a w dodatku
posłużyli się wyświechtanymi argumentami, na czele których – jak zawsze – były
nawoływania do nadążania za nowoczesnością, czyli światłą Europą; postulat
nienarzucania chrześcijaństwa ("państwa wyznaniowego") osobom niewierzącym i –
nade wszystko – eksponowanie własnego wysokiego stopnia wrażliwości moralnej, co
już miałoby eliminować jakąkolwiek dalszą dyskusję. Mocnym, zdecydowanym i
zwielokrotnionym głosem wybrzmiał natomiast polski sprzeciw wobec legalizacji
aborcji. Na tych przemówieniach – zwłaszcza Mariusza Dzierżawskiego z Komitetu
Inicjatywy Ustawodawczej – następne pokolenia uczyć się będą dziejów polskiego
parlamentaryzmu.
Czy świat usłyszy ten głos, to jednak zależy w znacznym stopniu od polityków.
Jak dotychczas jeszcze część z nich nie zechciała się do tej polskiej dziejowej
inicjatywy przyłączyć. Klub PO opowiedział się przecież za odrzuceniem
propozycji całkowitego zakazu aborcji, chociaż nie zarządzono dyscypliny
partyjnej. Głównym argumentem tego klubu za prawną swobodą aborcji w pewnych
sytuacjach jest to, że nie "mamy prawa od kobiety pod groźbą kary wymagać
heroizmu", co miałoby prowadzić do wniosku – według poseł Janiny Okrągły – że
państwo powinno jej "pomóc" dokonać aborcji, czyli zabić własne dziecko.
Wprawdzie nieraz macierzyństwo to rzeczywiście ogromne poświęcenie ze strony
rodziców, a zwłaszcza matki, ale jest ono elementem pisanej każdemu człowiekowi
wielkości. Uciekając od tej wielkości, schodzimy nie na jakiś zwykły ludzki
poziom, ale spadamy na poziom bestialstwa. Do zejścia na ten poziom przekonywała
pani poseł. Takie stanowisko całego klubu postawiło członków tej formacji
partyjnej, którzy głosowali w tej sprawie inaczej niż stanowisko klubu, przed
koniecznością życia w postawie jakiegoś duchowego szpagatu. Po jakimś czasie,
raczej szybko, taka gimnastyka kończy się trwałym kalectwem duchowym, ale
najpierw odbiera mowę. Pewnie z tego powodu w omawianej debacie sejmowej
zabrakło chociaż jednego posła PO, który publicznie zechciałby się wypowiedzieć
za całkowitą prawną ochroną życia, chociaż w głosowaniu poparł taką ochronę.
Może jest jednak jeszcze czas, aby się wreszcie wyprostować.
Ale nade wszystko czas na radowanie się Polaków, tak jak z nas radują się –
wnioskując z mediów – obrońcy życia na całym świecie. Głos ponad pół miliona
Polaków, przekonujących do prawnego zakazu aborcji, został wreszcie poważnie
wysłuchany przez posłów będących naszymi reprezentantami w sprawowaniu naszej
władzy w państwie. Niech jednak nasza radość stanie się słyszalna i owocna dla
całej Europy, może też za pośrednictwem Parlamentu Europejskiego, gdzie podobno
mamy naszego przewodniczącego, który pewnie pomoże w zorganizowaniu znanej w
Polsce antyaborcyjnej wystawy. To byłoby znakomite przewodniczenie pogubionej
Europie.

Marek Czachorowski
 

drukuj