Moskwa jest odpowiedzialna

Rosja ponosi większość winy za katastrofę smoleńską – wynika z ustaleń
parlamentarnego zespołu badającego przyczyny katastrofy. Jej przewodniczący
Antoni Macierewicz podkreśla, że kluczowym elementem była decyzja kontroli lotów
lotniska Siewiernyj o sprowadzaniu samolotu na "rozkaz z centrali".

– Główna część winy za to, co się stało, spoczywa na Rosjanach, chociaż są także
polskie winy – stwierdził prezes PiS Jarosław Kaczyński podczas prezentacji tzw.
białej księgi, efektu prac zespołu smoleńskiego.
Macierewicz zaznaczył, że dokumenty, którymi dysponuje zespół, wskazują na to,
że "to właśnie na stronę rosyjską spada przede wszystkim odpowiedzialność za ten
dramat". Poseł PiS podkreślał, że pierwszy pilot Tu-154M mjr Arkadiusz Protasiuk
nie lądował w Smoleńsku, tylko "usiłował wyrwać się ze śmiertelnej pułapki i
uratować prezydenta i przywódców Polski".
Jak stwierdza "biała księga", decyzja nakazującą przyjęcie Tu-154M w Smoleńsku
mimo złej pogody i niechęci kontrolerów zapadła w moskiewskiej centrali. Zdaniem
Macierewicza, polecenie: "sprowadzać i bez dyskusji", było bezprawne i sprzeczne
z rosyjskimi przepisami.
– Kluczowym pytaniem jest, dlaczego centrala zakazała im [kontrolerom – red.]
zamknięcia lotniska, dlaczego odmówiła wskazania zapasowego, dlaczego zmuszała
ich do przekazywania fałszywych informacji? – wyliczał Macierewicz. Poseł
podkreślił, że zachowanie kontrolerów obrazuje dramatyzm sytuacji, oni "błagają
swoją centralę, by wskazała zapasowe lotnisko, a centrala odmawia".
– Kluczowy moment to był ten, w którym oni wydają polecenie, żeby sprowadzić do
100 metrów, mimo że kontrolerzy mówią, iż w ogóle nie powinien zniżać lotu, że
lotnisko powinno być zamknięte – mówił prezes PiS. – To jest wina Rosjan, tak
samo jak i późniejsza dezinformacja, i to wszystko, co działo się już po
katastrofie, nie podjęli normalnych działań – rekonstrukcję wraku, bardzo
dokładne sekcje zwłok, które powinny być oczywiście powtórzone także w Polsce
itp., to robiono to wszystko, o czym doskonale wszyscy wiedzą – wskazywał
Kaczyński.
W kontekście tych stwierdzeń zespołu smoleńskiego dziennikarze pytali, czy wina
Rosji była zamierzona. – To jest zbyt daleko idące, przedstawimy szereg dalszych
dokumentów, dowodów, analiz i wtedy może będzie łatwiej, a teraz zawieśmy to
pytanie, bo jest różnica między winą a winą intencjonalną, wina jest z całą
pewnością, co do intencji będziemy o tym jeszcze rozmawiać – oświadczył Jarosław
Kaczyński.
Posłowie PiS deklarowali, że "biała księga" to odpowiedź na kwestionowany przez
nich raport rosyjskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK). – Mamy
dzisiaj jedyny funkcjonujący w obiegu międzynarodowym dokument – raport MAK.
Raport, który – wedle naszej najlepszej wiedzy – jest nieprawdziwy, szkaluje
Polaków i Polskę, wprowadza w błąd międzynarodową opinię publiczną – mówił
Kaczyński na konferencji prasowej.
Macierewicz dodał, że Rosjanie od razu próbowali zrzucić odpowiedzialność za
katastrofę, obciążając polskich pilotów, prezydenta, dowódcę Sił Powietrznych.
Licząca 20 rozdziałów "biała księga" zawiera wiele innych zarzutów wobec Rosji.
Zespół smoleński podkreśla, że Rosjanie dostarczyli stronie polskiej błędne
karty podejścia lotniska Smoleńsk Siewiernyj oraz nie przekazali wymaganych
danych meteorologicznych.
Macierewicz zarzucił także Rosji fałszowanie kopii zapisów czarnych skrzynek
poprzez celowe "zaszumienie", tak aby nie można było odczytać całej ich
zawartości. Z treściami zawartymi w "białej księdze" zgadzają się
przedstawiciele wielu rodzin smoleńskich. – Nie znalazłam tutaj nic, co można by
podważyć – stwierdziła Ewa Kochanowska, wdowa po rzeczniku praw obywatelskich
Januszu Kochanowskim, obecna na wczorajszej konferencji.
Raport nie podoba się natomiast posłom koalicji. – Antoni Macierewicz nigdy nie
napisał prawdy w swoich raportach, także nie warto się tym zajmować – powiedział
szef klubu PO Tomasz Tomczykiewicz. Z kolei szef klubu PSL Stanisław Żelichowski
posłużył się znaną już argumentacją, że "biała księga" PiS w sprawie przyczyn
katastrofy smoleńskiej to próba grania tragedią.
Edmund Klich, który był polskim przedstawicielem przy MAK, mówi, że przytoczone
przez Macierewicza fakty rzeczywiście miały miejsce, ale zostały
"zmanipulowane". – Ich dobór został pięknie zmanipulowany. Przedstawiono nie
wszystko. Słowo "zamach" w czasie konferencji nie padło, ale tworzy się taką
atmosferę, komentarz do prezentacji sugeruje takie rozwiązanie, które uważnemu
słuchaczowi samo ma się nasunąć – komentował. Dodał, że dla "fachowca w tej
konferencji nie było nic ciekawego".
Ustaleń księgi nie chce w ogóle komentować rosyjski MAK. – Proszę czytać raport
MAK. Tam są odpowiedzi na wszystkie pytania – oznajmił przewodniczący Komisji
Technicznej MAK Aleksiej Morozow w wypowiedzi dla PAP.

 

Zenon Baranowski

drukuj