Prawa strona internetu

Katastrofa smoleńska stała się impulsem mobilizacyjnym dla konserwatywnej
części polskiego społeczeństwa. Źródłem cennych wspólnotowych inicjatyw mających
przełożenie na niewirtualną rzeczywistość coraz częściej jest internet.
Środowiska patriotyczne konsolidują się i nawiązują realne więzi będące zaczynem
społeczeństwa obywatelskiego.

10 kwietnia bieżącego roku, w pierwszą rocznicę katastrofy smoleńskiej, po
marszu patriotycznym spod Sali Kongresowej pod Pałac Prezydencki i przemówieniu
premiera Jarosława Kaczyńskiego, nad Krakowskim Przedmieściem wzbiły się tysiące
biało-czerwonych balonów. Do każdego z nich dołączona została karteczka z
nazwiskiem ofiary tragicznego lotu. Widok był wspaniały – mimo tragicznej
rocznicy symbolizował nadzieję i przywodził na myśl zmartwychwstanie.
Inicjatywa wypuszczenia w powietrze balonów w rocznicę katastrofy smoleńskiej
była całkowicie "oddolna", obywatelska. Jej organizatorzy to grupa blogerów i
komentatorów, którzy z początku działali w internecie, później zaczęli także
organizować akcje w pozawirtualnej rzeczywistości.
Coraz częściej społeczności powstałe w internecie wychodzą poza jego ramy i
doprowadzają do tworzenia się prawdziwych wspólnot opartych na wartościach. Jest
to zgodne z pragnieniem Ojca Świętego Benedykta XVI, który w opublikowanym w
styczniu orędziu na 45. Dzień Środków Społecznego Przekazu wiele uwagi poświęcił
internetowi jako coraz bardziej rozpowszechnionemu narzędziu komunikacji. Ojciec
Święty podkreślił pozytywne aspekty internetu, jego rolę wspólnototwórczą.

Kim są polscy internauci?
Jaką rolę spełniają portale społecznościowe w Polsce? Najbardziej nagłośnioną
przez media głównego nurtu akcją internautów była zorganizowana w sierpniu 2010
roku przez Dominika Tarasa "pokojowa demonstracja w obronie Konstytucji", zwana
inaczej "radosnym happeningiem". Była to w istocie demonstracja pogardy dla
wartości i manifestacja pustki, wypełniona krzykiem. Media prorządowe mocno ją
nagłośniły, sugerując, że jej uczestnicy to właśnie głos młodego pokolenia,
które umie spontanicznie "skrzyknąć się" przez internet, aby wspólnie coś
zamanifestować. Czy rzeczywiście słowo "internauta" powinno nam się kojarzyć z
"młodym, wykształconym z wielkiego miasta", kimś aroganckim, kto w imię
"nowoczesności" pozwala sobie na zwykłe chamstwo i pogardę dla wartości?
Stworzenie takiego wrażenia na pewno jest na rękę obecnej władzy. Widać to
zresztą po samym sposobie prezentowania sondaży wyborczych, gdzie do znudzenia
powtarzane jest, iż na Platformę Obywatelską głosują ludzie "młodzi,
wykształceni i z wielkich miast". Tymczasem samo hasło "MWzWM" zostało – również
przez młodych i wykształconych ludzi – wzięte w cudzysłów. Stało się synonimem
arogancji połączonej z ignorancją i brakiem szerszych horyzontów. Broń, po którą
sięgnął Tusk, obróciła się przeciw niemu. Głębiej myślący młodzi ludzie
skorzystali z portali społecznościowych właśnie po to, żeby się poznać, wymienić
opinie, a także stworzyć wspólnotę – tym razem opartą na wartościach.

Współtworzymy historię
Jedną z cennych inicjatyw było zorganizowanie przez Ruch 10 Kwietnia
demonstracji pod hasłem żądania rzetelnego wyjaśnienia okoliczności katastrofy
smoleńskiej. Wiele osób dowiedziało się o niej właśnie z internetu. Ramy
internetu przekroczyły także inicjatywy blogerów i komentatorów, którzy zaczęli
spotykać się również w świecie realnym. Impulsem stał się 10 kwietnia 2010 roku.
– Jestem jedną z tych osób, które założyły blogi w kwietniu i w maju. Wielu z
nas poczuło silną potrzebę dostępu do niezmanipulowanych informacji oraz wymiany
myśli z innymi osobami myślącymi poważnie o Polsce – dzieli się refleksją
blogerka "Babcia Weatherwax".
Jedną z pierwszych akcji internautów – niezrzeszonych w żadnej organizacji, ale
działających razem ze względu na wspólnotę łączących ich wartości – było
zainicjowane przez blogerkę "Intuicję" publiczne czytanie gazet dla wielu
"młodych, wykształconych", obciachowych.
Znaną już inicjatywą blogerów jest tzw. Las smoleński. Nazwa wydarzenia
zaczerpnięta została z Szekspirowskiego "Makbeta". Każdego 10. dnia miesiąca,
około godz. 17.30, internauci przychodzą przed Pałac Prezydencki, aby złożyć
hołd ofiarom katastrofy smoleńskiej. Innym przedsięwzięciem zorganizowanym przez
internautów była manifestacja solidarności z szykanowanymi zarówno przez rząd,
jak i media głównego nurtu fałszywie oskarżanymi: mjr. Arkadiuszem Protasiukiem
i gen. Andrzejem Błasikiem. Z inicjatywy blogera "Rossonero" komentatorzy
ufundowali ogromne wieńce z biało-czerwonych kwiatów i złożyli je na grobach
pilotów.

Internauci za życiem
Wbrew kreślonemu przez media głównego nurtu obrazowi obrońcy życia jako kogoś,
kto podejmuje działania sprzeciwiające się promocji "mentalności
antykoncepcyjnej" z powodu braku wiedzy bądź szerszych horyzontów, coraz
częściej okazuje się, że prawdziwy "ciemnogród" znajduje się gdzie indziej. To
właśnie na internetowych portalach pro-life można uzyskać dostęp do najnowszych
wyników badań naukowych w dziedzinie ludzkiej płodności, naprotechnologii –
alternatywnej dla sztucznych metod leczenia bezpłodności, czy też dowiedzieć
się, że szeroko reklamowane tzw. tabletki po stosunku mają w istocie działanie
poronne. Polska Federacja Ruchów Obrony Życia zrzesza obecnie 130 organizacji
pro-life, które – także dzięki internetowi – mogą wymieniać się informacjami i
docierać również do krajów, w których ze względu na brak niezależnych mediów
obieg informacji jest utrudniony.
W dobie wadliwego funkcjonowania demokracji w naszej Ojczyźnie część obowiązków
państwa jest cedowanych na obywateli. Coraz częściej rodzice zaniepokojeni
stopniem demoralizacji w polskich szkołach, mediach i na ulicach decydują się
reagować, stając po prostu w obronie swoich dzieci. Przykładem oddolnej
inicjatywy rodziców jest Fundacja Mamy i Taty, która w swoje cele statutowe
wpisała m.in. "inspirowanie i realizowanie inicjatyw wspierających i
wzmacniających instytucję rodziny i małżeństwa". Fundacja prowadzi na przykład
własne badania dotyczące percepcji w społeczeństwie homoseksualizmu – nie tylko
na poziomie jednostkowym, ale i kulturowym. Ich wynikiem stała się diagnoza, że
– wbrew temu, jaki wniosek mógłby wysnuć odbiorca polskich mediów głównego nurtu
– aż 90 proc. Polaków jest przeciwnych legalizacji związków par homoseksualnych
i umożliwieniu im adopcji dzieci. Do powstania Fundacji Mamy i Taty –
stawiającej sobie za cel ochronę człowieka nie tylko w jego wymiarze rodzinnym i
duchowym, ale także materialnym, konsumenckim – zainspirowały jej założycieli
właśnie dzieci. Prezes Fundacji Paweł Woliński jest zdania, że o ile dorośli
często przyjmują rzeczywistość bezrefleksyjnie, o tyle dzieci nie zatraciły
jeszcze zdolności logicznego myślenia. – Na pytanie ośmioletniego syna, do czego
służą reklamy, odpowiedziałem, że są one dobre, bo pomagają mamie spośród
dwudziestu proszków do prania wybrać jeden. Jakiś czas później jechaliśmy
samochodem i syn powiedział mi: "Tato, po drodze minęliśmy dwadzieścia jeden
reklam, a wiesz, na ilu z nich były papierosy? Na osiemnastu. I na każdej było
napisane: "Palenie zabija". To w końcu reklama jest dobra czy zła?" – opowiada
Paweł Woliński.

Bojkoty konsumenckie są bardzo skuteczne
Reklama jest bronią obosieczną. Warto o tym pamiętać i korzystać z tego,
wywierając na reklamodawcach presję przestrzegania przez nich danego systemu
wartości. Jedną z form zaprezentowania określonego światopoglądu są tak zwane
bojkoty konsumenckie – również często zwoływane w internecie. Przykładem takiej
akcji stał się bojkot konsumencki Coca-Coli – sponsora Radia Eska Rock
promującego klip Wojewódzkiego i Figurskiego szydzących z tragedii smoleńskiej.
Inicjatorem akcji był Przemysław Wipler, szef Fundacji Republikańskiej.
– Nigdy wcześniej nie brałem udziału w bojkotach konsumenckich czy jakichkolwiek
innych, ale tym razem założyłem grupę bojkotującą na Facebooku i zaprosiłem do
niej swoich przyjaciół i znajomych – opowiada Wipler.
Inicjatywa szybko zaczęła żyć własnym życiem. Ludzie zaczęli masowo wysyłać
e-maile – nie tylko do polskiego przedstawicielstwa Coca-Coli, ale także do
centrali w Stanach Zjednoczonych i do siedzib w innych krajach. Ktoś na tę
stronę zaprosił także Gruzinów, do grupy bojkotu dołączyło ich kilkuset. – Kiedy
wrzuciłem na stronę informację o tym, że potrzebne jest tłumaczenie tekstu na
język angielski, godzinę później pojawiło się tłumaczenie zarówno całej
piosenki, jak i opis kontekstu, w jakim się pojawiła, przygotowane przez
nauczycielkę z Gdańska, której nigdy przedtem nie spotkałem – wspomina prezes
Fundacji Republikańskiej.

Organizujmy się
Działania te nadspodziewanie szybko przyniosły efekt. Coca-Cola wycofała się ze
sponsorowania audycji Figurskiego i Wojewódzkiego. Co o tym zdecydowało? Zdaniem
Marka Wróbla, eksperta w obszarze public relations, PR-owcy dużych koncernów są
bardzo wyczuleni na jakiekolwiek zwiastuny mogącego nadejść kryzysu. – Bojkot
konsumencki może być bardzo skutecznym instrumentem nacisku ze względu na to, że
korporacje są bardzo wyczulone na swój wizerunek i potrafią szybko obliczyć, ile
może kosztować jego utrata – dodaje.
Internet pomaga Polakom docierać do informacji i organizować się, mimo to – jak
twierdzi Marek Wróbel – media tradycyjne nadal mają dużo większą siłę niż
internet. – Żaden polski fanpage nie ma więcej niż paręset tysięcy fanów.
Telewizyjne wiadomości gromadzą natomiast kilka milionów widzów, i to w danej
chwili skupionych wyłącznie na jednym przekazie – stwierdza Wróbel.
Internet ma jednak nad telewizją tę przewagę, że pozostaje medium znacznie
bardziej wolnym. Inicjatywy w sieci, aby rzeczywiście mogły nieść ze sobą
pozytywne wartości, powinny przenosić się ze sfery wirtualnej w realną. Coraz
częściej tak się dzieje – osoby o konserwatywnych przekonaniach mają okazję
spotkać się ze sobą. A ludzie uczestniczący w tego rodzaju akcjach są odporni na
propagandę, odważni, niezależni, wrażliwi i – "zaprawieni w boju".

 

Agnieszka Żurek

drukuj