Kto zgarnie kontrakt

Ministerstwo Obrony Narodowej przygotowuje przetarg na zakup śmigłowców
bojowych dla polskiej armii. Unowocześnienie Sił Zbrojnych od dłuższego czasu
zapowiada minister obrony Bogdan Klich. Opozycja uważa to za kolejny chwyt przed
jesiennymi wyborami. Czy i kiedy nastąpi wymiana podstarzałej polskiej floty
śmigłowcowej, w jakim zakresie może to uzupełnić nasze braki i czy polskie firmy
mają szanse wygrać śmigłowcowy kontrakt stulecia?

Budżet MON na przyszły rok to 29,3 mld zł, czyli o przeszło 7 proc. więcej niż w
tym roku. Wydatki na szeroko pojętą przebudowę i modernizację Sił Zbrojnych
wyniosą 26 proc. budżetu armii. Za tym wzrostem nakładów ma pójść także zakup
nowych śmigłowców, których polskiej armii brakuje. Okazuje się bowiem, że tylko
część helikopterów jest jeszcze względnie młoda, pozostałe rodowodem sięgają lat
80., a nawet 70. ubiegłego stulecia. Jak powiedział nam Janusz Sejmej, rzecznik
prasowy MON, obecnie Siły Zbrojne RP (Wojska Lądowe, Siły Powietrzne oraz
Marynarka Wojenna) dysponują 246 śmigłowcami, które eksploatowane są zgodnie z
ich przeznaczeniem i obowiązującymi przepisami. – W ostatnim czasie Siły Zbrojne
zakupiły pięć nowych maszyn Mi-7 z przeznaczeniem dla Polskiego Kontyngentu
Wojskowego w Afganistanie – mówi Sejmej. Jeszcze nie tak dawno w ramach
Narodowego Programu Śmigłowcowego oraz w związku z potrzebą odświeżenia floty
MON planowało w perspektywie 10 lat zakup blisko 100 śmigłowców, jednak
ostatecznie stanęło na 51 maszynach. – Jeszcze w tym roku planowane jest
ogłoszenie przetargu na tak zwaną platformę śmigłowcową, gdzie zaplanowano
pozyskanie 26 sztuk śmigłowców dla trzech rodzajów Sił Zbrojnych – dodaje.
To, co jest oczywiste dla MON, opozycji pachnie kiełbasą wyborczą. W rozmowie z
"Naszym Dziennikiem" poseł Dariusz Seliga (PiS), zastępca przewodniczącego
sejmowej Komisji Obrony Narodowej, krytycznie ocenia działania ekipy Donalda
Tuska, która po dojściu do władzy zaniechała zakupu śmigłowców w ramach
Narodowego Programu Śmigłowcowego dla trzech resortów na jednej platformie.
Śmigłowców tych do dziś nie ma. Parlamentarzysta PiS nie wierzy też, by
zapowiadany przez resort przetarg został rozpisany do jesiennych wyborów
parlamentarnych. – Moim zdaniem, nic z tego nie będzie. To jedynie chwyt
przedwyborczy, nie pierwszy zresztą w wykonaniu tej administracji rządowej.
Tymczasem flota śmigłowcowa podupada nam coraz bardziej. Brak wysokiej klasy
śmigłowców w kraju i na misjach to dla nas wielka bolączka. Niestety, ten rząd
tak naprawdę nie ma pomysłu na śmigłowce, a to powinno być priorytetem – uważa
poseł Seliga. Jego zdaniem, wiosny nie czyni nawet niedawny zakup śmigłowców
Mi-17 z przeznaczeniem dla Afganistanu, które wciąż są składane i czekają na
ostateczne odbiory, zamiast służyć polskim żołnierzom na misji. Jeżeli zaś
chodzi o wybór śmigłowców, to powinna być wybrana taka platforma, która pozwoli
na modernizację śmigłowców do różnych zastosowań, a przede wszystkim, by w
odpowiedniej perspektywie umożliwiała polonizację produktów, chodzi tu o
kooperację z polskim przemysłem. Poseł uważa, że błędem było też zerwanie
współpracy administracji wojskowej z polskim przemysłem obronnym. – Była to zła
decyzja, która sprawiła, że dzisiaj przemysł obronny nie zna oczekiwań armii –
ocenia Seliga.
Niezależnie od tego, kiedy dojdzie do przetargu, wiadomo, że zakup 26 śmigłowców
to mniej, niż pierwotnie planowano. Ale to i tak łakomy kąsek dla potencjalnych
producentów helikopterów na świecie i w Polsce. W ocenie parlamentarzystów z
komisji obrony, przy ewentualnym wyborze śmigłowca dla armii resort powinien się
kierować jakością sprzętu, a także interesami polskiego przemysłu lotniczego, co
się wzajemnie nie wyklucza. Na liście pretendentów do podziału lotniczego tortu
są Polskie Zakłady Lotnicze w Mielcu, których właścicielem od kilku lat jest
koncern Sikorsky Aircraft Corporation z USA, a produkowany także od niedawna w
Mielcu śmigłowiec Black Hawk należy do najnowocześniejszych maszyn bojowych na
świecie. W grę wchodzą także unowocześnione wersje sokołów produkowanych w
Świdniku. Czy jednak i kiedy w ogóle mielecka firma ściśle kooperująca z WSK PZL
Rzeszów bądź PZL Świdnik znajdą się i z jakim efektem w prestiżowym przetargu,
tego na razie nie wiadomo, bo jak podkreśla rzecznik MON Janusz Sejmej,
specyfikacja warunków zamówienia jest obecnie w przygotowaniu przez specjalistów
inspektoratu uzbrojenia.

 

Mariusz Kamieniecki

drukuj