Seremet działa bez zaplecza
Z Bogdanem Święczkowskim, szefem Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w
latach 2006-2007 i byłym dyrektorem Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej
Prokuratury Krajowej, rozmawia Anna Ambroziak
O co prokurator generalny Andrzej Seremet i naczelny prokurator wojskowy gen.
Krzysztof Parulski powinni pytać rosyjskich śledczych w Moskwie? Jakie postulaty
są najpilniejsze?
– Przede wszystkim powinna zostać poruszona kwestia czarnych skrzynek i wraku
Tu-154M, a także problem z dokumentami, których dotychczas strona polska nie
otrzymała. Mam na myśli dokumenty dotyczące statusu lotniska, związane z
urządzeniami znajdującymi się na lotnisku. Nadto wskazane byłoby poczynienie
ustaleń, czy strona rosyjska przeprowadziła szereg ekspertyz, np.
fizykochemicznych, mechanoskopijnych itp., a gdyby takie były, uzyskanie ich i
szeregu jeszcze innych, nieznanych nam dokumentów ze śledztwa rosyjskiego. Jak
wiemy na chwilę obecną, wiele z tych dowodów i opinii nie zostało przekazanych
stronie polskiej, a nawet mogły nie powstać. Czy i w jaki sposób biegli rosyjscy
zbadali wrak samolotu i urządzenia w nim się znajdujące? Jakie metody wtedy
stosowali – czy były to metody przyjęte na Zachodzie w badaniu katastrof
lotniczych, czy też są to metody specyficznie rosyjskie, które ja określiłbym
jako anachroniczne? Ta wizyta właściwie powinna się odbyć wiele miesięcy temu,
oczywiście poprzedzona intensywnymi działaniami dyplomatycznymi ze strony
Warszawy. Oczywistym i konsekwentnym postulatem strony polskiej musi być żądanie
zwrotu czarnych skrzynek – w najgorszym wypadku ich wypożyczenie. Rosjanie muszą
nam oddać jak najszybciej wrak i czarne skrzynki.
Jednak w maju ubiegłego roku minister Jerzy Miller zobowiązał się do
pozostawienia stronie rosyjskiej dowodów rzeczowych do zakończenia procesu
sądowego – czyli nie wiadomo, do kiedy…
– Kiedyś muszą je oddać.
Nieokreślone "kiedyś" brzmi jak "nigdy".
– To prawda. W moim przekonaniu, został tu popełniony olbrzymi błąd. Ale nawet
jeśli mleko się rozlało, można zażądać wypożyczenia materiału dowodowego. Jest
to dopuszczalne pod względem prawnym w świetle konwencji strasburskiej –
obliguje ona obie strony do świadczenia pomocy prawnej. W świetle tych przepisów
polska i rosyjska prokuratura są zobowiązane do udzielania sobie pomocy prawnej.
Reguluje to też umowa między Rzeczpospolitą Polską a Federacją Rosyjską o pomocy
prawnej i stosunkach prawnych w sprawach cywilnych i karnych z 1996 roku. Z
artykułu 80. tej regulacji wynika, że strony udzielają sobie pomocy prawnej nie
tylko poprzez wzajemną wymianę dokumentów i przesłuchiwanie świadków, ale też
przez odbieranie i wydawanie sobie dowodów rzeczowych w sprawie. Ale już punkt
2. tego artykułu mówi, że wezwana umawiająca się strona może czasowo odroczyć
wydanie przedmiotów albo może je wydać na czas określony, jeżeli są one
niezbędne w innym postępowaniu karnym – czyli wypożyczyć.
Strona polska do tej pory nie uzyskała kluczowych dowodów w sprawie – nie
tylko skrzynek czy wraku, ale też protokołów oględzin miejsca katastrofy.
Dlaczego Rosjanie tak zwlekają z ich wydaniem?
– Nie mamy materiałów, które są podstawowymi dowodami w śledztwie. Nie
wykluczam, że dokumenty te zostały sporządzone w taki sposób, że Rosjanie
obawiają się je przekazać, aby się nie skompromitować. Powiem tak: podstawy
prawne ku temu istnieją. Natomiast to, czy prokuratorzy uzyskają dostęp do
dokumentacji ze śledztwa rosyjskiego, zależy od sprawności ich pracy i od dobrej
woli strony rosyjskiej. W moim najgłębszym przekonaniu, nie ma po stronie
rosyjskiej dobrej woli co do współpracy z polską prokuraturą. Jak już
wspomniałem, widać to w szczególności po tym, że w żadnym wypadku nie chciano
oddać Polsce wraku samolotu (głównego dowodu w sprawie) wraz z urządzeniami,
które na jego pokładzie się znajdowały. Fakt ten świadczy właśnie o tym, że po
stronie rosyjskiej brak jest dobrej woli.
Na jakie argumenty Rosjanie mogą się powołać, odmawiając nam wypożyczenia
tych dowodów?
– Na argument bezpieczeństwa państwa. Na ten sam argument powoływała się też
strona amerykańska, odmawiając wykonania pomocy prawnej w sprawie amerykańskich
więzień w Polsce. Oczywiście jest taka możliwość, że Rosjanie wypożyczenia
dowodów nam odmówią. Ale najpierw trzeba spróbować.
Wszyscy pamiętamy, jak zapewniano nas, że uzyskaliśmy wiarygodne kopie
rejestratorów z Tu-154M, a okazało się, że minister Miller musiał po nie jeszcze
raz pojechać… A jeśli to, co ewentualnie otrzymamy od Rosjan, znowu będzie
obarczone jakimś mankamentem?
– To już leży w gestii badania polskich ekspertów. Żeby dokonać prawidłowego
odsłuchania i porównania, przede wszystkim należy zbadać, czy nie doszło do
nieuprawnionej ingerencji w te urządzenia i treść oryginalnych nagrań przez
wgranie czegoś czy doklejenie. Te urządzenia znajdują się od ponad roku w rękach
rosyjskich, więc bez ich zbadania nie można dokonywać jakichkolwiek ustaleń.
Pana zdaniem polscy prokuratorzy wojskowi mogli zrobić więcej?
– Działania prokuratury wojskowej, szczególnie te podjęte na początku
postępowania, uważam za bardzo złe. Sądzę, że można było powołać wspólny zespół
śledczy – a powinno to być zrobione jeszcze w dniu katastrofy. Nie delegowano do
prokuratury wojskowej doświadczonych prokuratorów z pionu przestępczości
zorganizowanej prokuratury cywilnej znających języki, współpracujących
wielokrotnie z prokuratorami zagranicznymi, mającymi doświadczenie.
Najważniejsze jest pierwsze 48 godzin śledztwa. Jeżeli strona polska nie wzięła
w nim udziału, i to w sposób aktywny i dynamiczny, to wiele dowodów mogło ulec
zniszczeniu, usunięciu, zmanipulowaniu.
Polska nie potrzebuje oryginałów czarnych skrzynek do zakończenia polskiego
śledztwa – to teza, jaką postawił Donald Tusk. A szef polskiej dyplomacji
Radosław Sikorski 10 maja br. w jednym z programów radia TOK FM sekundował mu
tezą, że wrak nie jest już żadnym dowodem.
– Te rewelacje określiłbym jako wypowiedzi drugorocznych studentów prawa, którzy
jeszcze nie posiadają wiedzy z zakresu prawa karnego materialnego i
kryminalistyki. Na szczęście minister Sikorski nie jest prawnikiem. Może więc
opowiadać różne rzeczy. Każdy doświadczony prawnik, karnista, wytrawny śledczy –
gdyby ktokolwiek powiedział im, że można się obejść bez oryginałów dowodów –
wyśmiałby taką osobę. Według mnie, były to wypowiedzi świadome, jako szerszy
element pewnej dezinformacji.
Może miało to służyć przygotowaniu opinii publicznej na to, że jednak nic od
Rosjan nie dostaniemy?
– Najprawdopodobniej tak. Zbadanie skrzynek czy wraku – nawet w sytuacji
najgorszej dla Polski, a więc na terenie Rosji – przez polskich ekspertów mogło
się już odbyć wiele miesięcy temu. Gdyby oczywiście była dobra wola ze strony
Rosji. Nie jesteśmy chyba jeszcze republiką bananową, stać nas na to, by wysłać
do Smoleńska samolot z ekspertami i potrzebnym sprzętem, by takie badania tam na
miejscu przeprowadzić. Jeżeli przez wiele miesięcy do tego nie doszło, to są
dwie możliwości: albo takiej inicjatywy nie wykazała prokuratura wojskowa (co
świadczyłoby o tym, że jest ona ubezwłasnowolniona, a jej profesjonalizm jest
wątpliwy), albo Rosjanie takie żądania strony polskiej ignorują.
Co nie przeszkodziło prokuratorowi generalnemu wykluczyć hipotezy zamachu…
– Naprawdę nie wiem, na jakiej podstawie on taką wersję śledczą wyeliminował.
Dziś wiemy, że polscy biegli nie przeprowadzili żadnych badań na miejscu
katastrofy. Według mnie, wersja zamachu nie mogła zostać wykluczona – mogła być
ewentualnie wykluczona wersja wybuchu klasycznego ładunku pirotechnicznego na
pokładzie – jeżeli Rosjanie w ogóle przeprowadzili porządne badania
fizykochemiczne wraku samolotu. Uważam, że podstawowym błędem i uchybieniem ze
strony polskiej prokuratury było to, iż nie wystąpiliśmy o powołanie wspólnego
zespołu śledczego. Wiele rzeczy nie da się już przeprowadzić lub odtworzyć.
Szef MSZ zapewniał, że prokurator generalny Andrzej Seremet ma wsparcie rządu
co do rozmów w Moskwie. Jednocześnie zastrzegł, że nie jest tak, iż Polska
wysyła notę i wtedy inne kraje przed tą notą padają na kolana i muszą ją
wykonać. A chodziło o notę z postulatami związanymi ze śledztwem w sprawie
katastrofy smoleńskiej, jaką strona polska przekazała Rosjanom…
– Praprzyczyną wszystkich kłopotów polskiej prokuratury jest fakt, że oddzielono
stanowisko prokuratora generalnego od stanowiska ministra sprawiedliwości.
Prokurator generalny nie musi mieć i chyba nie ma w tej chwili poparcia całego
rządu. Jeżeli prokurator generalny jest jednocześnie ministrem sprawiedliwości i
jest członkiem rządu, to wtedy cały rząd odpowiada za to, jakie działania – w
tym dyplomatyczne – zostaną przez rząd RP podjęte celem pomocy polskiej
prokuraturze. W tej chwili mamy żenującą sytuację, że prokurator generalny udaje
się do premiera jako petent, prosząc go, by cokolwiek zrobił. A premier może
zrobić wszystko i może nie zrobić nic. Dlatego pytaniem otwartym jest to, czy
nota dyplomatyczna, którą skierowano przed wizytą Seremeta w Moskwie, była
wystarczająca, czy też można było podjąć inne środki dyplomatyczne, w tym
oświadczenia, protesty, negocjacje, wezwania własnego i obcego ambasadora na
konsultacje do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Z pewnością mógłby to
doprecyzować specjalista w tym zakresie. Tymczasem efekt jest taki, że nawet
jeżeli prokurator Seremet miałby wiele ciekawych inicjatyw, to nie mając
poparcia rządu, nie mógłby ich realizować.
Sikorski relacjonował, że zapytał Seremeta, czy gdyby to na terenie Polski
rozbił się rosyjski samolot z rosyjskim prezydentem, wydalibyśmy oryginały
czarnych skrzynek przed zakończeniem śledztwa. Prokurator Seremet miał
powiedzieć, że nie.
– Gdybym ja był prokuratorem generalnym, to bym je wydał, a na pewno bym je
wypożyczył albo umożliwił zbadanie tych skrzynek wspólnie, przez polskich i
rosyjskich prokuratorów i biegłych na miejscu.
Z czym, Pana zdaniem, wrócą polscy prokuratorzy z Moskwy?
– Sądzę, że nie osiągną nic ponad to, co osiągnęliśmy dotychczas. Deklaracje
słowne być może będą, ale mamy już doświadczenia, jak to się kończy w praktyce.
Dziękuję za rozmowę.
