Pożegnani z honorami

Oddanie salwy honorowej towarzyszyło symbolicznemu pochówkowi trzech
żołnierzy Armii Krajowej, którzy zostali zamordowani przez komunistyczną
bezpiekę w Dzierżoniowie.

Mieszkańcy Dzierżoniowa, całego powiatu dzierżoniowskiego, przedstawiciele
organizacji kombatanckich i – co warte odnotowania – liczni reprezentanci
młodzieży uczestniczyli w symbolicznym pochówku trzech żołnierzy Armii Krajowej:
Jerzego Kaszyńskiego, Jerzego Pizły i Mieczysława Jeruzalskiego, którzy zostali
zamordowani przez funkcjonariuszy UB w dzierżoniowskim więzieniu w 1947 roku.
Podczas uroczystości obecna była wdowa po Jerzym Kaszyńskim, pani Maria
Kaszyńska-Krawczyk.
Żołnierzy pochowano, jak się po latach okazało, na dzierżoniowskim cmentarzu.
Ale mimo usilnych poszukiwań prowadzonych pod kierunkiem dr. hab. Krzysztofa
Szwagrzyka, naczelnika Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu,
nie udało się dokładnie zlokalizować miejsca ich pochówku.
Ceremoniom przygotowanym przez Urząd Miejski w Dzierżoniowie przewodniczył ks.
bp Ignacy Dec, pasterz diecezji świdnickiej. W homilii wygłoszonej podczas Mszy
św. sprawowanej na cmentarzu hierarcha podkreślił, że żołnierze Armii Krajowej,
których szczątki kryje w nieznanym miejscu ta nekropolia, nigdy nie mieli
pogrzebu chrześcijańskiego, nie żegnał ich żaden kapłan ani rodzina. Zostali
złożeni do tej ziemi przez – jak to ujął kaznodzieja – "zimnych funkcjonariuszy
służby więziennej".
Ordynariusz świdnicki przypomniał, że po II wojnie światowej okupacja
hitlerowska zamieniła się na prawie 40 lat w okupację komunistyczną. Oba te
systemy totalitarne odeszły nie tylko od Boga, ale też od rozumu i zdrowego
rozsądku. Historia uczy, że ci, którzy podejmują walkę z Bogiem, z czasem
podejmują walkę z człowiekiem.
– Ci trzej żołnierze AK padli ofiarą nienawiści do Pana Boga i człowieka. Nie
jesteśmy w stanie przywrócić im życia, ale jesteśmy w stanie przywrócić pamięć o
nich – akcentował ks. bp Ignacy Dec.
Jak powiedział dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, lata 1944-1956 były najbardziej
tragicznym okresem w naszej powojennej historii. Przez system ponad 200 obozów i
więzień na terenie całego kraju przeszło około 1,5 mln Polaków, w kartotekach UB
znalazło się ponad 5 mln osób, a w walce zostało zamordowanych skrytobójczo
kilkanaście tysięcy ludzi. Wydano przeszło 8 tys. wykonanych wyroków śmierci.
Szwagrzyk przypomniał, że w tym okresie tysiące wdów, członków najbliższych
rodzin podejmowało starania o ustalenie miejsca pochówku swoich krewnych. Bez
oczekiwanego skutku.
Tak też było w przypadku wdowy po Jerzym Kaszyńskim, pani Marii
Kaszyńskiej-Krawczyk. Wyraziła ona satysfakcję z uznania jej męża i
współtowarzyszy jako ludzi, którzy walczyli o Polskę. – Niech ta dzierżoniowska
ziemia, przesiąknięta krwią niewinnych, będzie im lekka i niech odpoczywają w
pokoju – zakończyła swoje wystąpienie drżącym głosem Kaszyńska-Krawczyk.
Wśród uczestników uroczystości byli m.in. pedagodzy i uczniowie z regionalnej
Szkoły Turystyki w Polanicy-Zdroju. Do Dzierżoniowa przyjechali ze swoim
sztandarem, po lekturze tekstów zapowiadających uroczystości, które znaleźli w
"Naszym Dzienniku". – Bardzo dobrze, że podejmujecie tę tematykę na swoich
łamach. Odwołuję się często do publikacji z "Naszego Dziennika" na tego typu
tematy podczas lekcji historii i spotkań dyskusyjnych z uczniami – powiedziała
nam Maria Dziewiecka, nauczycielka historii i języka niemieckiego w tej
placówce. – Młodzież chce znać historię, tę prawdziwą. Musimy jej pokazywać, że
warto być Polakiem, że nasza tożsamość budowana jest przez całe pokolenia, że
nie jesteśmy gorsi od innych narodów – dodała.
Po Eucharystii ks. bp Ignacy Dec poświęcił obelisk upamiętniający zamordowanie i
pochowanie na tym cmentarzu trzech żołnierzy Armii Krajowej: Jerzego
Kaszyńskiego, Jerzego Pizły i Mieczysława Jeruzalskiego. Ich pamięć uczczono
także salwą honorową i odśpiewaniem Roty.

 

Marek Zygmunt, Dzierżoniów

 

**************

 

Nie dostałam aktu zgonu

Z Marią Kaszyńską-Krawczyk, wdową po Jerzym Kaszyńskim, zamordowanym przez
UB w więzieniu w Dzierżoniowie żołnierzu Armii Krajowej, rozmawia Marek Zygmunt

W jakich okolicznościach Pani mąż został zamordowany?
– Do dzisiaj ich nie znam. Z dostępnych dzisiaj dokumentów wiem jedynie, że mąż
– zakładając możliwość morderstwa – prosił prokuratora Feliksa Maciejewskiego o
możliwość spotkania z żoną. Otrzymał jednak odmowę. Prokurator zgodził się
natomiast na napisanie listu, w którym mąż prosił, abym zrobiła wszystko, żeby
był pochowany w rodzinnych stronach. Moje pismo w tej sprawie krążyło od Annasza
do Kajfasza, po prokuraturach różnych szczebli.

Efekt końcowy?
– Oczywiście negatywny. Śmierć męża była dla mnie olbrzymim ciosem, także
dlatego, że jako 21-letnia mężatka zostałam sama z trzymiesięczną córką. Przez
wiele lat żyłam z brzemieniem rzekomego kryminalnego przestępstwa męża.
Najbardziej przeżyłam to, czego doświadczyłam na początku lat pięćdziesiątych.
Kiedy dowiedziałam się o śmierci męża, starałam się uzyskać zaświadczenie o jego
zgonie. Potem również akt jego zgonu. Bez tych dokumentów nie mogłam być bowiem
uznana za wdowę. Kiedy zgłosiłam się do Urzędu Stanu Cywilnego w Dzierżoniowie,
okazało się, że w 1947 roku takiej śmierci w ogóle nie było.

Jakie znaczenie ma dla Pani uroczystość w Dzierżoniowie?
– Mimo upływającego czasu nadal trudno pogodzić się z faktem, że nie udało mi
się odnaleźć ciała, miejsca pochówku małżonka. Tym bardziej cenię sobie fakt, że
z inicjatywy władz Dzierżoniowa, wielkiego zaangażowania pana dr. hab.
Krzysztofa Szwagrzyka, ogromnej życzliwości ordynariusza świdnickiego ks. bp.
Ignacego Deca, dzierżoniowskiego duchowieństwa po 64 latach od tych tragicznych
wydarzeń został odsłonięty i poświęcony obelisk dla oddania hołdu tym, którzy
walczyli i zginęli za wolną i niepodległą Polskę. Dla mnie i dla nich nie jest
to żadna rekompensata, ale jedynie uznanie ich jako ludzi, którzy walczyli o
nasz kraj.

Dziękuję za rozmowę.

 

drukuj