PJN knebluje redemptorystów

Po świętach PJN ma złożyć w Sejmie projekt ustawy zmieniającej status
nadawcy społecznego. Zmiany mają oczywiście uderzać w Radio Maryja jako jedyną
niekontrolowaną przez establishment polityczny rozgłośnię w Polsce. Zdaniem
partii Joanny Kluzik-Rostkowskiej, Radio Maryja poświęca zbyt dużo miejsca
kwestii katastrofy smoleńskiej. W rozmowie z TVN 24 posłanka wyjaśniła, na czym
mają polegać proponowane zmiany: w czasie kampanii wyborczej radio powinno
udzielać głosu wszystkim partiom politycznym.

W środę w TVN 24 szefowa PJN Joanna Kluzik-Rostkowska stwierdziła, że Radio
Maryja to radio, które "pod płaszczykiem wiary, nadziei i miłości uprawia bardzo
twardą, jednostronną politykę". – Czas z tym skończyć, dlatego PJN chce zmusić
rozgłośnię redemptorystów do politycznego obiektywizmu – atakowała liderka PJN.
Partii, co warto wielokrotnie powtarzać, wylansowanej w stacji TVN 24 i tylko
dzięki jej przekazom istniejącej w sferze publicznej. Powtórzyła więc to samo,
co w swoim wpisie na blogu napisał poseł tego ugrupowania Jan Filip Libicki,
odgrażając się, że "tę sprawę trzeba wreszcie uporządkować i my – jako PJN –
mamy odwagę to zrobić. Większą niż Episkopat. Większą niż Krajowa Rada
Radiofonii i Telewizji. Większą niż Platforma Obywatelska i większą niż Jarosław
Gowin".
Na najbliższym posiedzeniu Sejmu PJN ma złożyć projekt nowelizacji ustawy o
Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji dotyczący zmiany statusu nadawcy
społecznego. – Projekt ten zgłosimy i będziemy równolegle prowadzić rozmowy na
temat zagwarantowania mu większości parlamentarnej – tłumaczy Libicki. Najgorsze
jest to, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że zostanie przeforsowany. Przed
wyborami i w momencie gdy rosyjska narracja o przyczynach katastrofy smoleńskiej
z dnia na dzień sypie się na oczach opinii publicznej, obnażając skandaliczną
rolę rządu, Platformy i najważniejszych mediów w tej sprawie.
– Jeśli taki projekt będzie złożony, to, niestety, ma szanse przejścia, ponieważ
wpisuje się w konkretny interes polityczny rządzącej ekipy – uważa Artur Górski
z PiS. Według niego, nagonka na Radio Maryja świadczy o tym, że rządzący boją
się, że Prawo i Sprawiedliwość może wygrać wybory. – Interes polityczny będzie
ważniejszy niż zasada wolności mediów i wolności słowa, o którym często głośno
się mówi – podkreśla poseł. W przygotowanej w pośpiechu ustawie ma się znaleźć
zapis zobowiązujący nadawców społecznych do takiego traktowania podmiotów
politycznych, jak to ma obecnie miejsce w mediach publicznych. Na razie nikt go
nie widział. – Jest dopracowywany – odpowiada poseł Libicki. Wiadomo jednak
tyle, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji mogłaby na podstawie nowelizacji
kontrolować parytety w programach politycznych rozgłośni społecznych i
ewentualnie karać tych nadawców, którzy nie podporządkują się zapisom
nowelizacji. Posłowi Libickiemu nie podoba się "zakres zaangażowania mediów
toruńskich w kwestie smoleńskie", ma on jednocześnie wskazywać "na ich
programowe podporządkowanie PiS-owi". Zarzut ten poseł PJN podpiera – w jego
ocenie – niedostatecznym zaangażowaniem Radia Maryja z inicjatywę konstytucyjną
Marka Jurka w 2007 roku, poparciem dla ustawy w sprawie zapłodnienia
pozaustrojowego i słabym wsparciem dla akcji zbierania podpisów pod projektem
całkowitego zakazu aborcji, jaka odbyła się w ostatnich tygodniach. Jednak w
rozmowie z TVN 24 Kluzik-Rostkowska sprawę postawiła jasno, podkreślając, że
skoro Radio Maryja jest nadawcą religijno-społecznym, to na czas kampanii
wyborczej powinno być medium dającym głos różnym ugrupowaniom.
Jakie kryteria miałyby towarzyszyć doborowi rozmówców? – Jeżeli tematem danej
audycji będzie katastrofa smoleńska i są zapraszani przedstawiciele tylko jednej
partii, to należy wprowadzić taki przepis, który stwierdzi, że jeśli radio
porusza tematy polityczne, to mają być również zaproszeni przedstawiciele każdej
innej partii – tłumaczy poseł Libicki, powołując się na przykład programu
"Forum" w TVP czy rozgłośni publicznych w Polskim Radiu. Problem jednak w tym,
że w TVP emitowanych jest bardzo wiele programów publicystycznych, w których
nikt nie gwarantuje absolutnej równowagi poglądów, a ich prowadzący prezentują
je w taki sposób, jaki im odpowiada. I nie ponoszą z tego tytułu konsekwencji. –
Nie dotyczy to tematyki takiej, jak np. w dziedzinie bioetycznej, bo po to, by
prezentować jednoznaczne stanowisko zgodne z nauczaniem Kościoła, taka koncesja
została nadawcy społecznemu udzielona – uważa inicjator zmian w ustawie o KRRiT.
Wyłącza jednak z tego kwestię mówienia np. o sprawie katastrofy smoleńskiej. –
To jest problem dla rozgłośni katolickiej?! – pyta. – Radio jest medium
prywatnym, a nie publicznym i nie można oczekiwać, by w sprawach publicznych
wszystkich traktować tak samo – podkreśla poseł Artur Górski. W jego ocenie,
media katolickie mają tak wielu wrogów, że ci, którzy je dziś atakują, powinni
się mocno zastanowić. – Szczególnie ci, którzy odwołują się do wartości
katolickich, do walki z Kościołem i stają się pożytecznymi idiotami – podkreśla
Górski, jednoznacznie kierując swoje słowa do posła Jana F. Libickiego od lat
związanego z nurtem konserwatywnym w polskiej polityce. Tymczasem zdaniem
Libickiego, to Jarosław Kaczyński "steruje przekazem największych mediów
katolickich". Według niego, Janusz Kurtyka miał przekazać Jarosławowi
Kaczyńskiemu informacje na temat "osób z kierownictwa Radia Maryja". – Nie wiem.
Są posłowie, którzy o tym mówili, ale są to tylko domysły, których podstaw nie
znam – tłumaczy. Na pytanie, dlaczego taką insynuacją podpiera swój atak na
Radio Maryja, odpowiada: – Nie mam nic więcej do dodania, poza tym, co napisałem
w blogu – ucina Libicki.
Nie przeszkadza mu to jednak tworzyć jednej partii z feministką, której poglądy
m.in. na temat zabijania dzieci nienarodzonych są bliskie lewicy. – Mamy z
Joanną Kluzik-Rostkowską w tej sprawie rozbieżne poglądy. Takie same, kiedy była
ona moją koleżanką z PiS. Dziś w PJN mamy taką zasadę, że jeśli dojdzie do
głosowania w sprawach sumienia, to każdy będzie głosował wedle uznania –
tłumaczy Libicki. Według niego, dziś w PiS ta sama zasada również obowiązuje,
ale jest łamana, co pokazał przykład Marka Jurka i jego inicjatywy wzmocnienia
ustawy o ochronie życia wpisaniem tej zasady do Konstytucji.

 

Maciej Walaszczyk

drukuj