Konsekwencji nie będzie

Nieprzekazanie raportu przez Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) do
Międzynarodowej Organizacji Lotnictwa Cywilnego (ICAO) nie będzie miało żadnych
negatywnych skutków dla Polski – uważają specjaliści prawa międzynarodowego.
ICAO jest strukturą ONZ zajmującą się opracowywaniem i wdrażaniem
międzynarodowych przepisów dotyczących bezpieczeństwa ruchu lotniczego.

Formalnie Międzypaństwowy Komitet Lotniczy miał rok od momentu katastrofy na
Siewiernym na sporządzenie i przesłanie raportu do kanadyjskiej centrali ICAO.
Ale tak się nie stało.
– ICAO nie zajmuje się sprawami lotnictwa państwowego, więc może nawet lepiej,
jeżeli Rosjanie zrezygnują z przekazania raportu MAK – uważa ekspert
międzynarodowego prawa lotniczego prof. Marek Żylicz.
– Konwencja chicagowska została w tym przypadku wprowadzona jako narzędzie
proceduralne, ponieważ ze względów merytorycznych nie miała ona tutaj
zastosowania, w związku z tym powstaje problem, czy w ogóle ICAO powinna być
informowana – zastanawia się prof. Genowefa Grabowska, specjalista prawa
międzynarodowego. Jej zdaniem, ICAO nie upomni się o ten raport, bo nie ma do
tego tytułu.
Dodaje, że o ewentualnym przekazaniu raportu powinien zdecydować MAK. – To
rosyjska komisja rządowa jest dysponentem tego raportu i powinna zadecydować, co
z nim zrobić dalej – wskazuje Grabowska.
Według prof. Żylicza, wówczas należałoby "wyprostować niektóre rzeczy",
przysyłając nasz raport. – Polska powinna odnieść się do zaleceń sformułowanych
przez komisję MAK, zakładając, że sporządziła ona raport uczciwy, który my
uznajemy – stwierdza prawnik. W przypadku przekazania rosyjskiego raportu do
organizacji lotnictwa cywilnego zawsze można przekazać raport, nad którym
pracuje komisja Jerzego Millera. Co prawda, jak zwraca uwagę Żylicz, nasz raport
jest oparty na polskim prawie, "ale polskie prawo też przewiduje przekazywanie
raportów do ICAO". Prawnik wskazuje, że poprzez taki raport strona polska
wskazałaby na błędy komisji MAK, a co za tym idzie, Międzynarodowa Organizacja
Lotnictwa Cywilnego zwróciłaby uwagę rosyjskiemu komitetowi co do procedur
postępowania w zakresie badania katastrof lotniczych.
Ekspert prawa lotniczego podkreśla, że organizacja lotnictwa cywilnego dysponuje
szeregiem specjalistów, którzy mogą merytorycznie ocenić raport MAK. – Na pewno
ich specjalistyczne służby będą brały pod uwagę te ustalenia, które ujawniły się
w badaniu przyczyn katastrofy, ponieważ mogą ono wnieść nowe elementy i
zaowocować pewnymi wnioskami również dla ICAO, np. że trzeba zmienić niektóre
przepisy – zaznacza Żylicz. – Organizacja ta ma przede wszystkim służyć
państwom, żeby się ustrzegły od podobnych błędów – to jest główny sens, niczego
innego ICAO z tym raportem zrobić nie może – podkreśla.
Również prof. Grabowska wskazuje, że Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa
Cywilnego opracowuje wyłącznie zalecenie na przyszłość dotyczące poprawy
bezpieczeństwa w ruchu lotniczym. – To nie jest organizacja, która ustala
odpowiedzialność za katastrofę – podkreśla.
Jak przyznał w styczniu br. rzecznik ICAO Denis Chagnon, organizacja nadzoruje
przestrzeganie przez kraje członkowskie międzynarodowych norm i przepisów
regulujących cywilny ruch lotniczy, a kwietniowa katastrofa była katastrofą
samolotu państwowego. W związku z tym organizacja nie zajmie się tym
przypadkiem.
W marcu MAK chwalił się, że ICAO wyraziła wobec niego uznanie za "efektywną,
wysoce profesjonalną działalność w interesach międzynarodowego lotnictwa
cywilnego". Stało się to podczas wizyty przewodniczącej komisji Tatiany Anodiny
w kwaterze ICAO w Montrealu w Kanadzie.

 

Zenon Baranowski

drukuj