Zbrodnia w orbicie polityki

Przebieg uroczystości w Katyniu 7 kwietnia 2010 r. odsłonił w całej
okazałości realia polityki historycznej. Władimir Putin przedstawił oryginalną
interpretację zbrodni katyńskiej jako zemsty Stalina za śmierć jeńców
bolszewickich wojny 1920 roku. To jedna z oficjalnych wersji rosyjskiej polityki
historycznej.

Rocznica zbrodni katyńskiej stanowi okazję nie tylko do oddania należnego hołdu
polskim obywatelom zamordowanym w 1940 r. na mocy decyzji biura politycznego
sowieckiej partii komunistycznej, ale także do zastanowienia się nad jej
politycznym kontekstem. Należy zapytać o realia polityczne i społeczne, w jakich
osadzona została zbrodnia katyńska i sprawa jej sądowego wyjaśnienia, oraz co
się w tej materii zmieniło w czasie, który upłynął od uroczystych obchodów 70.
rocznicy zbrodni w Katyniu przerwanych tragiczną katastrofą pod Smoleńskiem.
Wśród tych realiów w pierwszej kolejności można wskazać proces "zbliżenia"
między narodami ciężko doświadczonymi przez imperium komunistów. Paradoksalnie
zbrodnia katyńska w pewnym stopniu przyczyniła się do zbliżenia narodów
polskiego i rosyjskiego, chociażby w procesie jej badania i upamiętniania.
Należy podkreślić, że bez wysiłku wielu historyków rosyjskich, archiwistów,
dziennikarzy oraz aktywistów stowarzyszenia "Memoriał" nasza wiedza na ten temat
byłaby znacznie uboższa. Wiele dokumentów zbrodni zostało ujawnionych przy
okazji kwerendy archiwalnej poprzedzającej tzw. proces partii komunistycznej w
1992 roku. W pamięci powinniśmy zachować pierwszego prezydenta Federacji
Rosyjskiej Borysa Jelcyna, który przeprosił za zbrodnię katyńską, chociaż
uczynił to w Warszawie na cmentarzu Powązkowskim, a nie w samym Katyniu. Do
krzepiącej tradycji zbliżenia nawiązuje postawa wielu Rosjan okazujących w różny
sposób swoje współczucie po katastrofie pod Smoleńskiem, projekcja filmu "Katyń"
w telewizji publicznej oraz praca Grupy do Spraw Trudnych. Zmianę nastrojów
odnotowały także rosyjskie ośrodki badania opinii społecznej. Fundacja Opinia
Społeczna w sondażu przeprowadzonym 24-25 kwietnia 2010 r. odnotowała wzrost
odsetka respondentów uznających Polskę za kraj przyjazny – z 31 proc. w 2008 r.
do 48 procent. Zwiększył się też stopień poinformowania o zbrodni katyńskiej.
Nie wiemy jednak, czy była to zmiana trwała, gdyż nie przeprowadzono później
takiego badania, a przynajmniej nie opublikowano wyników.

Polska między realizmem a iluzjami
W dalszej kolejności wymienić należy realia sporu o doprowadzenie do procesu
sądowego w sprawie zbrodni katyńskiej. Śledztwo rozpoczęto jeszcze w Związku
Sowieckim, które na początku lat dziewięćdziesiątych toczone było szybko. W 1993
r. rosyjska komisja ekspertów przygotowała "Orzeczenie", w którym stwierdzono,
że grupa osób, od Stalina i Mołotowa poczynając, a na strażnikach więziennych
kończąc, powinna ponieść odpowiedzialność karną "za bezprawne nadużycie władzy,
które doprowadziło do umyślnego zabójstwa na szczególnie wielką skalę, co
powinno być traktowane jako ludobójstwo". Gdyby orzeczenie ekspertów z sierpnia
1993 r. było przyjęte przez prokuraturę wojskową, być może sprawa zbrodni
katyńskiej byłaby już zamknięta wyrokami sądowymi. Niestety, tak się nie stało.
Zmiana wewnętrznej sytuacji politycznej w Rosji spowodowała, że śledztwo
katyńskie toczyło się przez wiele lat powoli, aż w 2004 r. zostało zamknięte
decyzją prokuratury wojskowej. Umorzenie śledztwa i utajnienie postanowienia
oraz większości akt na lata pogorszyło wzajemne relacje i spowodowało, że
zbrodnia z 1940 r. stała się przedmiotem sporu politycznego w sposób istotny
wpływającego na stosunki wzajemne obu państw.
W tym sporze dla Polski zarezerwowano rolę ofiary, która nieustannie prosi o
uznanie oczywistej prawdy, apeluje o sprawiedliwość i z niepokojem oczekuje na
gesty pojednania. Rosja natomiast zajmuje pozycję suwerena, który może
uwzględnić polskie oczekiwania lub je odrzucić. Pozycja ofiary jest w gruncie
rzeczy niezwykle wygodna dla strony przeciwnej, pozwala jej cały czas na
utrzymanie inicjatywy. Można więc w tym wypadku mówić o specyficznej formie
współpracy wbrew własnej woli.
Próba przełamania tej niekorzystnej sytuacji przez rząd Jarosława Kaczyńskiego
poprzez bardziej asertywną politykę wobec Rosji (np. veto blokujące rozpoczęcie
negacji w sprawie nowej umowy o współpracy Unii Europejskiej z Rosją) zakończyła
się niepowodzeniem, głównie na skutek krytyki wewnętrznej i niezadowolenia
części państw europejskich. Po 2007 roku nastąpiło przejście polsko-rosyjskiego
sporu do fazy zbliżenia obu stron. Wyrazem tego były wystąpienia i deklaracje
prezydenta Dmitrija Miedwiediewa i premiera Władimira Putina, uchwała Dumy
Państwowej oraz stopniowe ujawnianie i przekazywanie stronie polskiej akt
śledztwa katyńskiego. To ostatnie można uznać za najbardziej trwały skutek
polityki zbliżenia z Rosją, która służyć miała przede wszystkim poprawie
wizerunku Polski w Europie. Specyficzną formę zbliżenie to osiągnęło w badaniu
przyczyn katastrofy smoleńskiej, co rosyjska komisja rządowa powierzyła jednej z
firm oligarchicznych o nazwie Międzypaństwowy Komitet Lotniczy. Raport końcowy
dochodzenia został przekazany komisji, która nawet nie uznała za stosowne go
podpisać. Przekazanie sprawy katastrofy smoleńskiej ze szczebla rządowego na
szczebel konkretnej firmy oświetla istotę zbliżenia.
W toku toczącej się już kampanii wyborczej premier Donald Tusk zaczął przejmować
niektóre elementy programu PiS (gazoport, gaz łupkowy). Nie jest więc wykluczone
przejście sporu polsko-rosyjskiego od fazy zbliżenia do fazy zaostrzenia
stosunków – przynajmniej w sferze werbalnej. Jeśli taka ewolucja się dokona,
potwierdzone zostaną realia ideologicznej oscylacji polskiej polityki pomiędzy
dwoma skrajnymi stanowiskami – obawą przed Rosją i usilną potrzebą pojednania.
Oba te przekonania łączy wspólne założenie, że Rosja stanowi rosnące w siłę
imperium, co ułatwia zresztą przechodzenie od jednego stanowiska do drugiego.
Można przecież twierdzić, że Rosji trzeba się bać, aby zaraz dodać – trzeba się
więc z nią dogadać. Przykładów tego braku realizmu w ciągu ostatniego roku
mieliśmy aż nadto – pisanie listów do Rosjan, zapalanie świeczek na grobach
żołnierzy sowieckich, nazywanych, nie wiadomo czemu, rosyjskimi (skoro wśród
żołnierzy Armii Czerwonej, którzy zginęli w Polsce, byli przedstawiciele
wszystkich narodów), umieszczanie krzyża prawosławnego wśród bolszewickich
bagnetów skierowanych w stronę Warszawy.
Polityka polska wobec Rosji nie musi być ani twarda, ani miękka. Musi być
realistyczna, czyli taka, która wynika ze zrozumienia rosyjskich realiów
społecznych, politycznych i prawnych. Polscy obywatele ze środowiska Rodzin
Katyńskich, kierując się zasadami realizmu, najpierw wstąpili w spór prawny z
prokuraturą wojskową w sprawie umorzenia śledztwa katyńskiego 2004 roku. Po
przegranej przed sądami moskiewskimi pozwali Federację Rosyjską przed Europejski
Trybunał Praw Człowieka. Ten tryb postępowania pozwala odwrócić role. To Rosja
musi się tłumaczyć, dlaczego w rezultacie ukrywania prawdy o zbrodni katyńskiej
łamane jest prawo. Z równoległymi pozwami w sprawie umorzenia śledztwa w 2004 r.
wystąpiło przeciwko prokuraturze wojskowej także stowarzyszenie "Memoriał".
Pokazuje to, że można skutecznie przekształcić spór polityczny o zbrodnię
katyńską w spór prawny. Wbrew oficjalnym deklaracjom prezydenta Miedwiediewa
rząd rosyjski w oficjalnym stanowisku przesłanym Trybunałowi nie uznał zbrodni
katyńskiej. To oficjalne stanowisko państwa rosyjskiego pokazuje, jak ułomny
jest dorobek zbliżenia politycznego.

Rosji ucieczka od prawdy i prawa
Przebieg uroczystości w Katyniu 7 kwietnia 2010 r. odsłonił w całej okazałości
realia polityki historycznej. Na stronie internetowej premiera Rosji możemy
przeczytać, że w dniu tym złożył on "roboczą wizytę w obwodzie smoleńskim". W
czasie tej wizyty Putin wmurował kamień węgielny pod cerkiew w Katyniu. Częścią
tych uroczystości było złożenie kwiatów w miejscu pochowania zamordowanych
polskich oficerów i obywateli b. ZSRS. W czasie konferencji prasowej w Smoleńsku
premier Rosji przedstawił oryginalną interpretację zbrodni katyńskiej jako
zemsty Stalina za śmierć jeńców bolszewickich wojny 1920 roku. Przy okazji warto
zauważyć, że jeńcy ci najczęściej są nazywani żołnierzami rosyjskimi, a nie
sowieckimi. Ten zabieg pozwala budować logiczny związek pomiędzy wojną 1920
roku, zbrodnią katyńską i odmową wytoczenia w tej sprawie procesu. Ponieważ teza
o zemście Stalina została powtórzona w wielu artykułach prasowych (np. "Katyńska
zemsta Stalina" w "Komsomolskiej Prawdzie"), można ją uznać za jedną z wersji
oficjalnej polityki historycznej. Polega ona na przyznawaniu, że polscy
obywatele zostali w 1940 r. zamordowani, ponieważ był to akt bezprawnej, ale
uzasadnionej zemsty, w związku z czym nie ma powodu przeprowadzać w tej kwestii
procesu sądowego. Sprawa zbrodni katyńskiej – zgodnie z tym poglądem – powinna
być zamknięta w drodze nieformalnego porozumienia. Ugoda była proponowana
stronie polskiej w Trybunale Praw Człowieka, ale zakładała ona wycofanie pozwów.
Warto zwrócić tu uwagę na pewne formalne podobieństwo propozycji ugody do
przyjętego sposobu prowadzenia dochodzenia smoleńskiego. W obu tych przypadkach
strona rosyjska zaproponowała przeniesienie postępowania z płaszczyzny prawnej
na płaszczyznę wewnętrznych procedur rosyjskiego autorytaryzmu. Polski rząd
zgodził się na takie rozwiązanie w sprawie smoleńskiej, ale polscy obywatele w
sprawie katyńskiej na to się nie zgodzili. Postawa ta pozwala żywić nadzieję, że
w przyszłości w Polsce możliwa będzie realistyczna polityka wobec Rosji.

 

Prof. Włodzimierz Marciniak
 


Autor jest politologiem, pracownikiem naukowym Instytutu Studiów
Politycznych PAN oraz Wyższej Szkoły Biznesu – National Louis University w Nowym
Sączu.

drukuj