Błąd szkolny czy szkoleniowy?
To błąd w pilotażu – tak doświadczeni piloci oceniają incydent lotniczy na
rządowym Tu-154M, do którego doszło w połowie lutego br. w czasie lotu
szkoleniowego. Instruktor na niewielkiej wysokości i przy wypuszczonym podwoziu
miał zredukować klapy. Sytuację uratowała uwaga technika pokładowego o
nieschowanym podwoziu, po której pilot natychmiast wypuścił klapy, czym
zwiększył siłę nośną maszyny. Dowództwo Sił Powietrznych potwierdziło
zaistnienie zdarzenia, zaznaczając wszakże, że uznano je za zwykły incydent,
dopuszczalny w lotach szkoleniowych. Szczegóły zajścia nie zostały ujawnione.
17 lutego br. podczas lotu szkoleniowego załoga Tu-154M popełniła błąd. Do
incydentu doszło w czasie startu samolotu, kiedy na wysokości kilkudziesięciu
metrów, przy mniejszej niż przewidziana w instrukcji prędkości i wysuniętym
podwoziu pilot-instruktor schował klapy w skrzydłach. Pilot początkowo
zredukował wychylenie klap z 28 do 15 stopni – przy szybkości około 270 km/h
(instrukcja przewiduje taki manewr od 330 km/h), a następnie przy prędkości ok.
300 km/h całkowicie je schował (prędkość powinna wynosić najmniej 360 km/h).
Wówczas zareagował technik pokładowy, który zapytał o nieschowane podwozie.
Wtedy pilot-instruktor przestawił klapy, zwiększając siłę nośną maszyny.
Jak poinformowały służby prasowe Dowództwa Sił Powietrznych, manewr został
wykryty podczas przeglądu maszyny po locie, a badająca sprawę komisja powołana
przez dowódcę 36. SPLT uznała, że był to zwykły incydent. Taka klasyfikacja
oznacza, że nie było realnej groźby katastrofy, a popełniony błąd mógł się
przydarzyć w czasie lotu szkoleniowego. Taką wersję potwierdził wczoraj Bogdan
Klich, szef Ministerstwa Obrony Narodowej, zaprzeczając, jakoby piloci byli
blisko od katastrofy. – To było zdarzenie, które zostało zakwalifikowane przez
komisję w 36. pułku jako incydent zwykły. W tej chwili Dowództwo Sił
Powietrznych poddaje tę ocenę weryfikacji, czy to był incydent zwykły, czy
poważny. Ale nie był to wypadek, tylko to był incydent – mówił Klich. Minister
potwierdził, że błąd popełnił instruktor, za co poniósł już konsekwencje. Pilot
został zawieszony w swoich obowiązkach i czekają go egzaminy, które potwierdzą
jego umiejętności. Na razie raport na temat incydentu jest utajniony, a o tym,
czy pozna go opinia publiczna, zadecyduje dowództwo pułku i Sił Powietrznych.
W ocenie kpt. Janusza Więckowskiego, pilota z dużym doświadczeniem na samolotach
Tu-154M, ujawniona sekwencja zdarzeń z 17 lutego br. została zrelacjonowana
rzeczowo, co wskazuje, że incydent mógł właśnie tak wyglądać. Z kolei kpt.
Michał Wiland, pilot z doświadczeniem m.in. na samolotach Tu-134, uznał, że
działania pilota-instruktora wskazują na błąd w pilotażu, który w mniej
sprzyjających okolicznościach mógł zakończyć się tragicznie. – Przy wysuniętych
klapach zmienia się profil skrzydła, które daje większą siłę nośną. Dlatego
redukowanie klap wymaga zwiększenia prędkości samolotu i schowania podwozia, by
to nie powodowało dodatkowych oporów – powiedział. Przy małej prędkości i przy
wysuniętym podwoziu schowanie klap może dać efekt przepadania samolotu, dlatego
zachowanie kolejności działań jest ważne. – Tego rodzaju eksperymenty można
robić, ale na dużej, bezpiecznej wysokości i nie podczas normalnej eksploatacji.
Wówczas można sprawdzać, jak samolot zachowa się przy tego rodzaju manewrach. Z
pewnością nie można robić tego przy starcie. Kiedy popełni się taki błąd,
ratunkiem jest szybkie ponowne wypuszczenie klap i zwiększenie siły nośnej –
dodał.
Piloci bez znajomości szczegółów lotu z 17 lutego nie chcieli przesądzać, jak
groźny był popełniony błąd dla tamtego lotu. Jak zauważyli, sekwencja działań
załogi samolotu przy starcie jest kanonem, którego złamanie może doprowadzić do
nieszczęścia.
Marcin Austyn
