Strach być chrześcijaninem w Europie

Idea laickości i oderwania państwa od chrześcijaństwa przybrała w Europie
formy dyskryminujące wyznawców Chrystusa. Rzekome prawo do bycia "nienarażonym
na treści religijne", czego domagają się de facto środowiska mniejszościowe,
godzi w prawo do wolności wyznania. Stąd też w Europie coraz częściej mamy do
czynienia z chrystianofobią.

W imię politycznej poprawności chrześcijan nazywa się dziś fundamentalistami, a
za wzór podaje się absolutnie nieneutralnych liberałów. Dochodzi do tego, że
większości chrześcijańskiej próbuje się odmawiać prawa do zabierania głosu na
takie tematy, jak aborcja czy układy homoseksualne. A prym wiodą w tym
instytucje Unii Europejskiej. Jak zauważa dr Martin Kugler z organizacji Europe
for Christ, państwa, które podpisały Europejską Konwencję Praw Człowieka,
powinny rozumieć, że prawo do wolności religijnej nie jest prawem do "wolności
od religii".
Przypadki wspomnianej dyskryminacji chrześcijan w chrześcijańskiej skądinąd
Europie można by mnożyć. Do najbardziej głośnych należałoby zaliczyć przykład
brytyjskiego małżeństwa, które od lat prowadziło rodzinę zastępczą. Kiedy
państwo Johnsowie złożyli wniosek o możliwość przyjęcia kolejnego dziecka,
został on odrzucony. Powód? Sąd uznał, że poglądy małżeństwa niezgadzającego się
na homoseksualizm są "szkodliwe dla dziecka" i "zagrażają jego dobru".
Inny przykład, również z Wielkiej Brytanii, dotyczy wprowadzenia prawa
antydyskryminacyjnego, w myśl którego m.in. katolickie ośrodki adopcyjne
wyznające zasadę: "Adopcja tylko dla małżeństw", musiały zostać zamknięte. Kiedy
organizacja Catholic Care złożyła w tej sprawie sprzeciw, argumentując, że
katolicki ośrodek ma prawo kierować się nauczaniem Kościoła i odmówić
homoseksualistom prawa do adopcji, sąd orzekł, że nie godząc się na to, ośrodki
łamią prawo, stosując dyskryminację .
Kolejnym rażącym przykładem walki z chrześcijaństwem był przypadek Nadii Eweidy,
pracownicy linii lotniczych British Airways, której pracodawca w 2006 r.
zabronił noszenia krzyżyka na szyi, a następnie przejściowo zawiesił ją w
obowiązkach.
Mówiąc o chrystianofobii, trzeba zwrócić uwagę na lęk przed świętami Bożego
Narodzenia. Tematu tych świąt w Europie lepiej nie poruszać, bo w wielu krajach
poprawność polityczna nakazuje mówić nie o Bożym Narodzeniu, ale o świętach
zimowych albo o wakacjach. W jednej z włoskich szkół dyrekcja postanowiła
zrezygnować z jakiejkolwiek symboliki bożonarodzeniowej, ponieważ w całej szkole
było trzech muzułmańskich uczniów. Uznano, że choinka przystrojona gwiazdą
betlejemską, nie wspominając już o wpisanych w tradycję tej szkoły jasełkach czy
przedświątecznym posiłku, mogłyby obrazić ich uczucia religijne. Również w
Hiszpanii obchodzenie chrześcijańskich świąt zaczyna być w szkołach zakazywane.
Kolejnym unijnoeuropejskim absurdem było wydanie kalendarza dla 21 tys. uczniów
szkół średnich, w którym odnotowano święta wszelkich religii z wyjątkiem
chrześcijańskiej. Jako przyczynę tego braku podano pomyłkę. Komentując ten fakt,
Laurent Wauquiez, francuski minister ds. europejskich, zwrócił uwagę, że "ten
wybrakowany kalendarz stanowi tylko widoczną część głębszego zła, które polega
na tym, że Europa nie przyznaje się do swojej tożsamości".

 

Łukasz Sianożęcki

drukuj